HistoriaWalczyłem w Afryce z czerwonymi

Walczyłem w Afryce z czerwonymi

Żołnierze rodezyjskiej piechoty lekkiej. Na sąsiedniej stronie odznaka 44. dywizji spadochronowej RPA
Żołnierze rodezyjskiej piechoty lekkiej. Na sąsiedniej stronie odznaka 44. dywizji spadochronowej RPA / Źródło: Archiwum
Dodano 4
Z Dave’em Barrem, weteranem walk w Rodezji i Angoli rozmawia Piotr Włoczyk.

PIOTR WŁOCZYK: Pańskie życie brutalnie zmieniło się 29 sierpnia 1981 r. Jak wyglądał tamten dzień?

DAVE BARR: Byliśmy na misji ok. 100 km w głąb Angoli. Służyłem wtedy w specjalnym oddziale południowoafrykańskiej armii pełnym cudzoziemców. Walczyliśmy głównie z komunistyczną partyzantką SWAPO, wspieraną przez Kubańczyków i ZSRS. Jechałem na platformie toyoty land cruiser. Stałem za podwójnym karabinem maszynowym Browning M2. W którymś momencie lewe tylne koło pojazdu wjechało na sowiecką minę przeciwczołgową TM-57. Ostatnią rzeczą, jaką w życiu usłyszałem na lewe ucho, był ten wybuch... Siła eksplozji wyrzuciła mnie przed siebie. Lecąc, byłem pewien, że to mój koniec.

O co Amerykanin z Kalifornii walczył na krańcu Afryki? Przecież to nie była pana wojna.

Robiłem tam to, w czym byłem najlepszy – walczyłem z czerwonymi. Tę walkę zacząłem w Wietnamie. Niestety, banda idiotów w Waszyngtonie sprawiła, że przegraliśmy tamtą wojnę. Ja jednak chciałem walczyć dalej. Po Wietnamie zaciągnąłem się na dwa lata do izraelskiej armii. Musiałem skłamać, że jestem Żydem (śmiech). Potem przeniosłem się do Rodezji, gdzie tamtejszy rząd atakowany był przez komunistyczne czarne bojówki. Gdy władzę w Rodezji przejął krwawy kacyk Robert Mugabe, który zresztą rządzi do dziś, nadszedł czas, by biali cudzoziemscy żołnierze służący w rodezyjskich siłach zbrojnych wyjechali z tegokraju. Nie moglibyśmy służyć naszemu wrogowi. Wielu z nas – w tym także rodowici Rodezyjczycy – przeniosło się na południe, do Afryki Południowej. RPA miała poważne problemy na północy – z Angoli wychodziły ataki partyzantki komunistycznej SWAPO wspieranej przez wojska kubańskie i ZSRS. Chodziło im o skomunizowanie południowej części Afryki. SWAPO była też szkolona przez wschodnich Niemców, a także komunistyczne wojska angolskie – FAPLA. Partyzanci wchodzili w głąb Afryki Południowo-Zachodniej, dzisiejszej Namibii. Podkładali miny, zastraszali ludność, zabijali, gwałcili. Robili po prostu to, co zawsze robią organizacje „wyzwoleńcze”. Mieliśmy z nimi mnóstwo roboty.

/ Źródło: Historia Do Rzeczy
/ kga
Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Cały wywiad dostępny jest w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • Piotr12 IP
    lech47: nie, chyba nie z Indianami to raczej taka walka jak obecnie z grupami terrorystow.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • lech47 IP
      To znaczy z Indianami ?
      Dodaj odpowiedź 0 7
        Odpowiedzi: 0
      • Grzegorz R IP
        Walka z gwałcicielami i zbrodniarzami powinna być promowana. Natomiast pytanie o wcielanie dzieci do wojska, czy pochwała ścieżek zdrowia przez Mazgułę jest pytaniem o odpowiedzialność osobistą. Czy uwielbienie dla Wałęsy za osobiste obalenie komunizmu jest uwielbieniem krzywd wyrządzonych donosami na kolegów? F. Dostojewski pytał: czy naprawdę Pań sądzi, że ci wszyscy donosiciel, szubrawcy, pirczeniarze, których Pań gości w swoim domu, to oni wszyscy naprawdę są pozbawieni ambicji? Okazało się, że nie
        Dodaj odpowiedź 7 1
          Odpowiedzi: 0
        • milosierdzie_gminu IP
          Czyli jak rozumiem promujecie pana który w Angoli wspierał UNITA wcielającą przymusowo do wojska dzieci i walczącą zbrojnie z legalnie wybranym rządem.
          Dodaj odpowiedź 7 7
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także