HistoriaZychowicz: W imieniu Rzeczypospolitej

Zychowicz: W imieniu Rzeczypospolitej

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, NN, por. Zdzisław Badocha „Żelazny”
Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, NN, por. Zdzisław Badocha „Żelazny” / Źródło: Wikimedia/Domena Publiczna
Dodano 14
Zamach na kata Warszawy Franza Kutscherę, polowanie na gestapowców z Pawiaka, próba zabicia Wilhelma Koppego. To tylko niektóre słynne akcje likwidacyjne Armii Krajowej wymierzone w aparat terroru niemieckiego okupanta. O akcjach tych powstały liczne książki, na ich kanwie nakręcono filmy i narysowano komiksy. Żołnierze, którzy brali w nich udział, znaleźli się w panteonie polskich bohaterów narodowych.

Mało kto jednak wie, że egzekutorzy z Armii Krajowej mieli swoich kontynuatorów i że wyroki „w imieniu Rzeczypospolitej” wydawali i wykonywali również żołnierze wyklęci. Tak jak AK-owcy polowali na zbrodniarzy niemieckich, tak żołnierze powojennego podziemia polowali na komunistów. Oficerów NKWD, ubeków, milicjantów, aparatczyków partyjnych i konfidentów bezpieki.

Chodziło o to, żeby przedstawiciele czerwonego okupanta nie mogli się na polskiej ziemi czuć bezpiecznie. Żeby wiedzieli, że nie są bezkarni i za popełniane zbrodnie może ich spotkać surowa kara. Przeprowadzane w skrajnie trudnych warunkach i obarczone olbrzymim ryzykiem operacje likwidacyjne wymagały od żołnierzy wyklętych olbrzymiej odwagi i zimnej krwi. Wielu z nich odniosło sukces, ale wielu poległo w walce z komunistami. Wielu zostało schwytanych i trafiło do straszliwych ubeckich katowni, gdzie wyrywano im paznokcie i sadzano na odwróconych stołkach.

Przez blisko pół wieku PRL-owska propaganda nazywała ich bandytami i faszystami. Nawet dzisiaj – mimo że komunizm nie istnieje od ćwierć wieku – można usłyszeć, że wyklęci zajmowali się głównie „gwałtami i rabunkami na niewinnych cywilach”. Dzieje tej formacji próbuje się przedstawić przez pryzmat patologicznych zachowań, do których faktycznie dochodziło, ale stanowiły margines. 

Warto więc przypominać o heroicznych dokonaniach żołnierzy naszego powojennego podziemia. Jednym z nich były bez wątpienia likwidacje czerwonych katów. Może i o nich nakręcone zostaną kiedyś filmy.

/ dcy
Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2017
Artykuł został opublikowany w 3/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 14
  • abcde IP
    Raczył Pan napisać na TT - Waszczu kończ, wstydu oszczędź - Pisze Pan tak o wszystkich Ministrach RP ?
    Krótko - żenada. A ode mnie - jesteś Pan bucem. Chamskim bucem.
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • prawiczek IP
      Pan Zychowicz kiedyś pisał ,że głupotą było Powstanie Warszawskie,a teraz mu lepiej(wizerunkowo) chwalić Niezłomnych, niech się zdecyduje,czy rozumie te trudne życie i trudne wybory w tamtych czasach,bo mam wrażenie,że czyta tylko książki,które sam napisał.
      Dodaj odpowiedź 4 3
        Odpowiedzi: 1
      • Norbert IP
        Z całym szacunkiem, ale autor artykułu pisze nieprawdę, albo półprawdę na zamówienie polityczne.
        Jednocześnie sam sobie zaprzecza, bo co innego napisał o AK w swoich książkach.
        Dodaj odpowiedź 4 3
          Odpowiedzi: 1
        • milosierdzie_gminu IP
          Pan Zychowicz znowu fantazjuje... W imieniu jakiej Rzeczypospolitej, jak członkowie NSZ nie uznawali zwierzchnictwa polskiego państwa podziemnego i negowali dyrektywy płynące z rządu w Londynie... Kogo więc reprezentowali strzelając (głównie do innych Polaków - wystarczy policzyć trupy wymienione peanach na cześć NSZ publikowanych w prawicowych opracowaniach (inne ponoć nie są wiarygodne). Ten anarchizm , samowolka i bandytyzm skutkował tym że NSZtowców Londyn do lat 80 nie uznawał za kombatantów. I takie są panowie i panie fakty!
          Dodaj odpowiedź 5 16
            Odpowiedzi: 3

          Czytaj także