PIOTR WŁOCZYK: Na ile poważnie Stalin brał pod uwagę wspólne uderzenie III Rzeszy i Japonii na Związek Sowiecki?
KRZYSZTOF DROZDOWSKI: Stalin musiał traktować taki scenariusz bardzo poważnie, ponieważ dla niego wojna na dwa fronty – Niemcy uderzające od zachodu i Japonia nacierająca od strony Mandżurii – oznaczałaby konieczność rozproszenia sił na olbrzymim obszarze. To byłoby potężne obciążenie, nawet dla państwa o tak wielkich zasobach ludzkich i terytorialnych.
W książce zwracam uwagę na to, że Hitler bardzo liczył na japońskie zaangażowanie przeciwko ZSRS. Gdyby tak się stało, Stalin nie mógłby tak swobodnie przerzucić dobrze wyposażonych i wypoczętych dywizji syberyjskich pod Moskwę. A przecież właśnie informacja o tym, że Japonia nie zamierza uderzyć na Sowietów, przekazana m.in. przez siatkę Richarda Sorgego, pozwoliła Stalinowi wykorzystać te siły w krytycznym momencie obrony stolicy.
Czy wzięcie Stalina w niemiecko-japońskie kleszcze musiałoby się skończyć dla niego klęską?
Tu trzeba być ostrożnym. Nie powiedziałbym, że byłoby to nieuchronne. Związek Sowiecki był państwem ogromnym, ale jednak upadek Moskwy, utrata węzłów komunikacyjnych, paraliż administracji i konieczność utrzymywania frontu dalekowschodniego mogłyby zmienić przebieg wojny.
Dlaczego w 1941 r. nie doszło do skoordynowanego ataku Niemiec i Japonii na ZSRS?
Przede wszystkim dlatego, że Japonia miała własne cele. Sojusz z Niemcami nie oznaczał, że Tokio podporządkuje swoją strategię Berlinowi. Pakt Trzech tworzył blok polityczny, miał znaczenie propagandowe i odstraszające, ale nie był mechanizmem pełnej koordynacji wojskowej. Niemcy i Japonia były zbyt daleko od siebie, miały inne teatry działań, inne interesy i inne wyobrażenia o tym, gdzie można uzyskać największe korzyści.
Poza tym nie zapominajmy, że w 1939 r. nad Chałchyn-Goł Japończycy przekonali się, iż Armia Czerwona nie jest przeciwnikiem łatwym. Porażka ta spowodowała zmianę japońskiej strategii. Tokio zaczęło patrzeć nie na Syberię, lecz na południe – ku Chinom, Indochinom i Pacyfikowi, czego efektem było podpisanie ze Stalinem w kwietniu 1941 r. paktu o nieagresji. I tak doszło do paradoksu: Berlin uderzył na ZSRS, licząc na efekt domina, a Japonia wybrała drogę, która prowadziła nie na Syberię, lecz do Pearl Harbor.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
