Niczym w filmie z Bollywood
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Niczym w filmie z Bollywood

Dodano: 
Dolina rzeki Lidder w pobliżu Pahalgam, Kaszmir
Dolina rzeki Lidder w pobliżu Pahalgam, Kaszmir Źródło: Wikimedia Commons / KennyOMG, CC BY-SA 3.0
To historia niczym z filmu wyprodukowanego w Bollywood, choć wydarzyła się naprawdę i to bardzo niedawno, bo pewnego poranka w tym miesiącu.

Kilka tysięcy kilometrów od Polski doszło do wydarzeń, które – jak w dobrej filmowej historii – symbolizują niesamowity kontrast. Oba wydarzenia miały miejsce w tym samym regionie, ale w dwóch różnych krajach: Indiach i Pakistanie, w odległości zaledwie 150 kilometrów od siebie.

Miejsce akcji numer 1: Zojila. Spotkały się tam dwie ekipy pracujące z dwóch różnych stron nad tunelem mającym połączyć Kaszmir z Ladakhiem.

Miejsce akcji numer 2: druga strona „Linii Kontroli”, jak nazywają ją Hindusi, czy też granicy, jak określają ją Pakistańczycy. Doszło tam do starć między policją a demonstrantami. Towarzyszyły temu aresztowania działaczy politycznych, wyłączenie Internetu i nagłówki gazet informujące o śmiertelnych ofiarach wśród protestujących.

W zasadzie jest to biało-czarny obraz. Jedni zajmują się gospodarką, infrastrukturą, komunikacją, inwestycjami i turystyką. Drudzy protestami związanymi z trudnościami gospodarczymi i narzucaniem przez stolicę kraju kontroli nad społecznościami lokalnymi.

Wszystko to dzieje się w jednym regionie podzielonym między dwa państwa. Oba te państwa, co wciąż jest wyjątkowe w skali globu, posiadają broń atomową.

Tunel Zojila rzeczywiście jest imponujący. Ma 13 kilometrów i 150 metrów długości, a po ukończeniu będzie jednym z dwóch najdłuższych dwukierunkowych tuneli drogowych na kontynencie azjatyckim. Zapewni całoroczne połączenie, które dotąd nie było możliwe, ponieważ zima przynosiła całkowitą izolację z powodu obfitych opadów śniegu na przełęczy Zojila, od której tunel wziął swoją nazwę.

Tunel ten jest oczywiście częścią szerszego projektu, który obejmuje most kolejowy nad rzeką Chenab, drugi tunel o nazwie Z-Morh, połączenie kolejowe Udhampur–Srinagar–Baramulla, modernizację autostrady oraz rozbudowę infrastruktury granicznej. Sądzę, że należący do rządzącej Indiami partii BJP premiera Narendry Modiego minister odpowiedzialny za Kaszmir – w domyśle: połączenie obu jego części przeciętych granicą pakistańską – Nitin Gadkari, obecny przy ostatecznym przebiciu tunelu, był zapewne bardzo kontent. Zwłaszcza gdy dowiadywał się, co dzieje się po drugiej stronie granicy.

A tam tłumiono protesty Wspólnego Komitetu Działania Awami (JAAC). Jest to ruch, który powstał jako efekt niezadowolenia z sytuacji gospodarczej. Dość szybko stał się jednak instrumentem politycznym służącym do krytykowania rządu regionalnego i centralnego – pakistańskiego – oraz walki o własną reprezentację polityczną. Także, uwaga, w zgromadzeniu dla uchodźców, do którego przeprowadzane są wybory.

Protesty te kosztowały życie ponad trzydziestu osób, a około dwustu zostało rannych.

Najlepsi scenarzyści z Bollywood nie mogliby wymyślić lepszego scenariusza, a przynajmniej scenopisu. Z jednej strony ludzie tworzą i budują – a z drugiej się tłuką.

Akurat zresztą demonstracje po stronie pakistańskiej odbywały się na przestrzeni ostatnich kilku lat dość regularnie. Protestowano przeciwko rosnącym cenom mąki, energii elektrycznej, inflacji, a także z powodów politycznych. W zeszłym roku doszło do strajków. Część ich postulatów jest niemal bliźniacza z tym, co słyszymy w Polsce: chodziło o niższe taryfy za energię elektryczną. Inne postulaty były już nieprzekładalne na polskie warunki, bo dotyczyły subsydiów do mąki. Jednak postulaty stają się coraz bardziej polityczne.

New Delhi nieoficjalnie, ale skutecznie doprowadziło do umiędzynarodowienia konfliktu. Przed ambasadą Islamskiej Republiki Pakistanu w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej demonstrowali przedstawiciele diaspory kaszmirskiej – chodzi oczywiście o Hindusów.

Do tego dodajmy coś, co może być uznane za pewne zaskoczenie w sytuacji, gdy lobby pakistańskie na Wyspach Brytyjskich jest bardzo silne. Oto niemal trzydziestu członków Izby Gmin skrytykowało władze pakistańskie za użycie siły wobec protestujących, wezwało do podjęcia działań dyplomatycznych i wyraziło zaniepokojenie aresztowaniami oraz cenzurą.

Co do lobby pakistańskiego w Anglii, to istnieje ono w obu głównych – przynajmniej na razie – brytyjskich partiach: Partii Pracy i Partii Konserwatywnej. Pakistańczycy mają swojego burmistrza Londynu, posłów do Izby Gmin, a także bardzo silną pozycję w samorządach lokalnych. W niektórych z nich, wraz z innymi muzułmanami, uzyskali nawet większość.

Warto też powiedzieć o ich rosnącej sile w brytyjskich mediach, na uczelniach oraz o daleko posuniętej lojalności wobec odległego Pakistanu. Słynna była rezygnacja z funkcji sekretarza stanu w brytyjskim MSZ baronessy Sayeedy Warsi, byłej przewodniczącej Partii Konserwatywnej w latach 2010–2012, która, pełniąc kluczową funkcję w rządzie Jej Królewskiej Mości – wówczas jeszcze królowej Elżbiety II – publicznie skrytykowała własny gabinet za jego stosunek do Palestyny.

W praktyce więc, szczerze mówiąc, w tej sprawie punkt widzenia Islamabadu był dla niej realnym punktem odniesienia, a nie Londynu. Jej rezygnacja z funkcji w 2014 roku była o tyle spektakularna, że była pierwszą muzułmanką zasiadającą w brytyjskim gabinecie. Wracając do obu stron podzielonego Kaszmiru – w tej sprawie końca nie widać. To klasyczna „never ending story”.

Źródło: DoRzeczy.pl