We współczesnej Polsce czające się za miedzą potwory funkcjonują już wyłącznie na kartach powieści fantastycznych i w grach o wiedźminie. Nawet w najbardziej zapadłej wsi nie znajdziemy nikogo, kto wierzyłby w zmory, utopce, upiory i resztę towarzystwa, które jeszcze względnie niedawno, bo aż do połowy zeszłego stulecia, spędzało sen z powiek znacznej części mieszkającej nad Wisłą populacji. Powszechna edukacja i nowoczesne media skutecznie wygnały z polskiej prowincji biesy, czarty i mamuny o wiele skuteczniej niż stosowane przez wieki przeciwko nim zabobonne praktyki magiczne i quasireligijne. Jeszcze za czasów ustroju słusznie minionego etnografowie znajdowali po wsiach staruszków głęboko wierzących w realność zrodzonego w ludowej wyobraźni nadzwyczaj bogatego świata nadprzyrodzonego. Już wtedy badacze odnotowywali, że tego typu żywe źródła wiedzy na temat polskiej demonologii były coraz rzadziej spotykane. W XXI w. nawet najsędziwsza starowinka nie daje wiary dawnym bajaniom, które zresztą poszły zupełnie w zapomnienie, gdy zwyczaj snucia wieczornych opowieści został wyparty przez nowoczesne formy rozrywki.
Między tradycją a rewolucją przemysłową
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
