Już w okresie gomułkowskiej odwilży zaczęto dokumentować przebieg zmagań 1939 r. oraz poszukiwać i zabezpieczać militaria związane z WP. Były to działania bardzo potrzebne, ponieważ materialnych śladów – zwłaszcza tych w dobrym stanie zachowania – przetrwało relatywnie mało. Gros sprzętu przejęli po walkach Niemcy i Sowieci, którzy albo wykorzystali go do własnych celów, albo przekazali sojusznikom. To, co ukryto przed kapitulacją, zasiliło potem arsenał konspiracji i zużyło się podczas okupacji. W tej sytuacji destrukty z pobojowisk bywały często jedynymi pamiątkami eksponowanymi w muzealnych gablotach.
Armatka i sztandary
Miały one za to bezcenny kontekst historyczny, jak np. armata kal. 37 mm systemu Boforsa znajdująca się w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Wydobyto ją w 1979 r. w trakcie prac ziemnych przy budowie Szpitala Bródnowskiego. Zachowała się w dobrym stanie technicznym, działały mechanizmy podniesieniowy i kierunkowy, w lufie wciąż tkwił nabój. Informacja o odkryciu armaty, zamieszczona w „Kurierze Polskim”, pozwoliła ustalić jej dokładną historię. Na apel pracowników muzeum odpowiedział mjr Stanisław Grudziński, będący w 1939 r. dowódcą kompanii przeciwpancernej 79. Pułku Piechoty Strzelców Słonimskich.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
