TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT: We wrześniu 1939 r. Polskę zaatakowały nie tylko Niemcy i Rosja?
KRZYSZTOF DROZDOWSKI: Tak, i warto to mocno podkreślić, bo w powszechnej pamięci historycznej ten fakt bywa spychany na margines. Oczywiście głównym agresorem 1 września 1939 r. była III Rzesza, a 17 września do napaści dołączył Związek Sowiecki. Ale między tymi dwoma wydarzeniami jest jeszcze trzeci napastnik – Słowacja ks. Jozefa Tisy, świeżo utworzone państwo satelickie Berlina.
Słowacja nie była tylko biernym zapleczem niemieckiej agresji. Wzięła udział w działaniach zbrojnych przeciw Polsce. Do wojny skierowano Armię „Bernolák”, liczącą ok. 50 tys. żołnierzy, zorganizowaną w trzy dywizje: „Jánošík”, „Škultéty” i „Rázus”, a także zgrupowanie manewrowe „Kalinčak”. Co istotne, armia słowacka ruszyła do działań zaledwie kwadrans po uderzeniu Wehrmachtu. Było to zatem uczestnictwo natychmiastowe, zaplanowane i politycznie czytelne.
Słowacy zajęli m.in. Jaworzynę i Niedzicę, a następnie posuwali się w głąb polskiego terytorium. Część oddziałów pełniła później funkcje okupacyjne, m.in. w Zakopanem. To pokazuje, że wrzesień 1939 r. nie był wyłącznie prostą opowieścią o niemieckim i sowieckim uderzeniu. Był także momentem, w którym mniejsi sojusznicy Hitlera próbowali realizować własne interesy terytorialne i polityczne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
