Nad Pełtwią zawsze istniał klimat sprzyjający spożywaniu alkoholu w dużych ilościach, co doceniali nawet wytrawni konsumenci trunków. Gdy Tadeusz Boy-Żeleński chciał wyleczyć serce złamane przez Jadwigę Mrozowską (aktorka wybrała włosko-polskiego bankiera Toeplitza), to oczywiście przyjechał do stolicy Galicji. „[…] Nigdzie się tak cudownie nie pije jak […] we Lwowie – wspominał. – Przebyłem tam takie trzy tygodnie w ciężkim momencie mojego życia. Piło się co dzień, piło się na umór, szampanskoje z koniakiem i z Kornelem [Makuszyńskim], szklankami, kuflami i cukiernicami. Muzyka grała do świtu, nadradca namiestnictwa, kochany Antek Zoll, za pięć koron śpiewał mi do ucha […], a w głowie tylko jedna myśl: czemuż to nie może trwać wiecznie?”.
Podobnie obyczaje panowały we Lwowie także w czasach II RP. Miasto uważane było za najlepsze miejsce do suto zakrapianych zabaw. Dlatego często odwiedzali je popularni artyści, choć wizyty te rzadko łączono ze sprawami zawodowymi. Lwów zapewniał relaks i zapomnienie, a jego mieszkańcy sprawiali wrażenie, jakby nigdy nie kładli się spać. „Pociąg przychodził rano – opowiadał Kazimierz Wierzyński – i już od wczesnej godziny wpadało się w nurt lwowskiej zabawy. Nie było czasu na żadne odwiedziny, na żadne spotkania, nawet znalezienie hoteli. Fredzio Altenberg [wydawca ze Lwowa] porywał nas z miejsca w swój wir zaproszeń, umówionych z góry śniadań, obiadów, kolacji, dyskusji o nowych wydawnictwach, rozmów o nowych pisarzach, aż wreszcie śpiewów, tańców i długich spacerów po nocnym mieście”.
Alfred Altenberg był typowym obywatelem Lwowa, miał „niewyczerpane poczucie humoru, lubił mieć ludzi wokół siebie, grał okropnie na fortepianie, śpiewał lwowskie piosenki”. Jednak pisarze musieli z czegoś żyć, więc choć tak dobrze bawili się we Lwowie, to publikować woleli w Warszawie. Nie dotyczyło to jednak poety Henryka Zbierzchowskiego, który nie wyobrażał sobie życia poza Lwowem. Był uzależniony od tego miasta i jego atmosfery, a także od miejscowych lokali z wyszynkiem. Regularnie bywał w wielu lwowskich knajpach, ale najczęściej w Atlasie na Rynku Starego Miasta.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

