Nad Wisłą gnieżdżą się nędzarze,
W kościołach – dobroczynne tłumy.
Arystokraci i bogacze
Topią w wyścigach ciężkie sumy.
Nikt nie wie, co naprawdę warte
Poświęceń po powstańczym dziele –
Rzeckiemu śni się Bonaparte,
Wokulski kocha Izabelę
Tak streścił „Lalkę” Jacek Kaczmarski, poświęcając jej jeden ze swoich, powiedziałbym, historycznoliterackich utworów. Poetyckim słowem opowiedział o pierwszej z trzech wielkich powieści Bolesława Prusa, poprzedzającej „Emancypantki” i „Faraona”. Druk „Lalki” w odcinkach rozpoczęty został w 1887 r. w „Kurierze Codziennym”; trwał 20 miesięcy.
Jak przyjęta została powieść? Bez entuzjazmu, choć czytelnicy wszczynali awantury, gdy następowały przerwy w druku kolejnych odcinków. A jednak w – nazwijmy je tak – rankingach poczytności Prus zawsze przegrywał z Sienkiewiczem, co akurat nie dziwi, ale i, bywało, z Józefem Ignacym Kraszewskim, a nawet Teodorem Tomaszem Jeżem. Nie został uznany za pisarza narodowego, nie stworzono też wokół niego legendy, ominęło go mitotwórstwo. Jednak sam od mitów tych też się odżegnywał. I to radykalnie. On, uczestnik powstania styczniowego, wychodził z założenia, że nasz naród jest osłabiony, gdyż „wszelkie zatargi i nienawiści wewnętrzne albo wojny i powstania zbrojne są nieszczęściami. I bynajmniej nie dlatego, że się nie udają, ale dlatego, że sprzeciwiają się zasadniczemu prawu rozwoju. Jedyną dobrą, choć nie zawsze łatwą, polityką jest wszechstronne stosowanie zasady wymiany usług tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. Życie nasze narodowe dopiero wówczas potoczy się normalnie, gdy staniemy się użytecznym, niezbędnym czynnikiem cywilizacji, gdy potrafimy nic nie dawać darmo i nic nie żądać darmo”. A przede wszystkim należy przezwyciężyć „grzechy” narodowe – wyliczał – marzycielstwo i próżniactwo, niedbalstwo i marnotrawstwo, wreszcie ciemnotę.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
