Jadę z Kozielska przez Smoleńsk w nieznane
  • Marek GałęzowskiAutor:Marek Gałęzowski

Jadę z Kozielska przez Smoleńsk w nieznane

Dodano: 
Memoriał "Katyń"
Memoriał "Katyń"Źródło:PAP / Wojciech Pacewicz
W katyńskich dołach, przy zwłokach polskich oficerów, odnaleziono ich zapiski. A w nich były ostatnie myśli, nadzieje i tęsknoty...

„Pragnąłbym, ażeby Bóg umożliwił mi powrót [wraz ze wszystkimi] do Polski, do normalnych warunków pracy – ażebym skończył prawo, mógł zrealizować zamierzenia swoje odnośnie rodziny – a potem [...] pracować naukowo [...], a przy tym życie moje tak ułożyć, aby ono mi dawało maksimum korzyści moralnych, fizycznych, materialnych, ażebym mógł rozwijać i swój charakter, swój umysł, swe ciało, ażebym się ożenił z piękną, dobrą i kochaną kobietą, ażebym miał z nią dzieci – takie, o jakich nieraz marzyłem: – Lecz przede wszystkim proszę Cię o to, by to się działo tylko – jeśli to możliwe Boże – w ramach Wielkiej, Nowej i Potężnej Polski!” – zapisał 3 kwietnia 1940 r. ppor. rez. Zbigniew Przystasz, jeden z polskich oficerów więzionych w obozie w Kozielsku.

Trzy lata później notatnik zawierający przytoczone słowa odnaleziono w Lesie Katyńskim. Był jednym z 20 zachowanych dzienników, w których zabrzmiał ostatni głos przywiezionych tam na śmierć oficerów WP. Prawdziwych narodowych relikwii, jak określił je jeden z pierwszych historyków zbrodni katyńskiej Janusz K. Zawodny.

Marzenie o pięknej bibliotece

Wśród tych odnalezionych świadectw w polskim piśmiennictwie najmocniej zabrzmiało to, które pochodziło od mjr. Adama Solskiego. Jego zapiski urywają się bowiem na miejscu zbrodni, kilka chwil przed egzekucją, kiedy jeńcy są po raz ostatni rewidowani; ze słów, w części zatartych, udało się odczytać, że odebrano mu zegarek, ruble, scyzoryk, pas główny. Niemniej naznaczone tragizmem są dzienniki innych oficerów, odnalezione w mogile. Jak te przywołane powyżej, sanoczanina Zbigniewa Przystasza, jednego z najmłodszych, którzy zginęli w Lesie Katyńskim.

W chwili wybuchu wojny był jeszcze studentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego, pracującym równocześnie jako urzędnik kontraktowy w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Służbę wojskową odbył zaraz po maturze w 5. Pułku Strzelców Podhalańskich i 1 stycznia 1937 r. został mianowany podporucznikiem. Jako oficer rezerwy dowodził plutonem w 23. pp im. płk. Leopolda Lisa-Kuli. W opinii służbowej sporządzonej rok przed wybuchem wojny podkreślano jego dużą inteligencję, pilność i obowiązkowość, wyrobienie charakteru, ambicję w pracy, lojalność wobec przełożonych, dobrze też oceniano dowodzenie plutonem i zdolności instruktorskie. „Poczucie honoru i godności osobistej b.[ardzo] duże” – zauważono. We wrześniu 1939 r. Przystasz służył w ośrodku zapasowym swojego pułku, który wszedł następnie w skład Grupy „Włodzimierz” i być może uczestniczył w walkach z Niemcami w rejonie Uściługa. Zapewne 20 września 1939 r. został wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną i wywieziony do Kozielska.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.