Do wymordowania polskiej wsi w czasie drugiej wojny światowej Niemcom nie trzeba było wiele. Pouczająca jest tu historia z okupowanego Pomorza, oddalonego o setki kilometrów od terenu działania „Hubala”. Otóż niejaki Fritz pewnego jesiennego dnia 1939 r. wszedł pijany z cygarem w ręku do swojej stodoły i zaprószył w niej ogień. Budynek poszedł z dymem, a wraz z nim jego niemiecki gospodarz.
O śmierć Fritza oskarżono natychmiast miejscowych Polaków, ale nawet lokalna policja była w tej kwestii sceptyczna i wypuściła nieszczęśników. Szef lokalnej policji Ludolf von Alvensleben był jednak mniej wyrozumiały i nakazał rozstrzelanie 150 sąsiadów Fritza „dla przykładu”. Żona zmarłego gospodarza wiedziała dokładnie, że są niewinni, ale nic nie zrobiła. Nie chciała, by wyszło na jaw, że jej mąż, wzorowy gospodarz, zginął przez promile. Jeśli Niemcy byli gotowi do takich bestialstw z powodu wypadku w stodole, to jaki los mógł spotkać mieszkańców wsi oskarżonych o sprzyjanie polskim partyzantom?
W mundurze
Major Henryk Dobrzański miał nieco inny pomysł na walkę z Niemcami niż dowództwo Związku Walki Zbrojnej. Podstawowa różnica polegała na tym, że „Hubal” przez całą swoją działalność walczył w mundurze i tego samego wymagał od rekrutów. Jego oddział był w istocie regularnym wojskiem. O innym sposobie walki major nie chciał słyszeć. Na przełomie lat 1939 i 1940 jeden z członków miejscowego ZWZ nieśmiało wspomniał, że z powodu kręcących się wszędzie zwycięskich Niemców „jeszcze za wcześnie na wojsko”. „Hubal” zjeżył się i w krótkich żołnierskich słowach uciął wszelkie wątpliwości. Już zimą kazano mu jednak skadrować oddział – to znaczy zostawić jedynie oficerów – i to w cywilu, a resztę poukrywać po wsiach i miastach jako potencjalnych zaprzysiężonych rekrutów. ZWZ chciała dużo głębszego zakonspirowania działań. W myśl tych zasad nie do pomyślenia było paradowanie po wsiach i lasach w mundurach i, co najbardziej karygodne, posługiwanie się w korespondencji prawdziwymi danymi osobowymi, co przecież nagminnie robił „Hubal”. Do powstania, czyli ujawnienia się i przywdziania mundurów, wolno było przejść tylko wówczas, gdy klęska Niemiec będzie oczywista. Generał Stefan „Grot” Rowecki powtarzał swój rozkaz wiele razy od lutego do kwietnia 1940 r. „Hubal” jednak się do niego nie stosował.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
