W nocy z 5 na 6 października 1942 roku w podobozie niemieckiego obozu Auschwitz w przysiółku Bór koło Brzeszcz doszło do brutalnej i niemal nieznanej zbrodni. Sześć niemieckich więźniarek funkcyjnych wraz z esesmanami zamordowało około 90 więźniarek, głównie młodych Żydówek z Francji. Zbrodni dokonano pałkami, siekierami, kolbami karabinów, kobiety wyrzucano też z okien. Oficjalnie argumentowano tę rzeź wybuchem buntu. W rzeczywistości była to bestialska bezsensowna masakra, po której Niemcy zatarli wszystkie dowody i zlikwidowali świadków.
Masakra w Budach
Podobóz rolniczy Wirtschaftshof Budy powstał w kwietniu 1942 roku na terenach wysiedlonych polskich wsi Budy, Bór i Nazieleniec. Już w czerwcu, po ucieczce polskiej więźniarki Janiny Nowak, Niemcy zemścili się na innych więźniach, stosując odpowiedzialność zbiorową. Około 200 więźniarek, głównie Polek, ogolono na łyso i skierowano do nowo utworzonej karnej kompanii w budynku dawnej szkoły w Borze. Wkrótce dołączyło do nich kolejne 200 kobiet, w tym grupa młodych francuskich Żydówek, które SS uznawało za komunistki, a także kilka Polek z emigracji we Francji. Łącznie przez kompanię przeszło około 400 więźniarek.
Warunki były ekstremalne. Kobiety pracowały ponad siły przy oczyszczaniu stawów, pogłębianiu koryta Wisły, wyrębie lasu, wyburzaniu domów i budowie dróg. Kadrę funkcyjną stanowiły niemieckie kryminalistki i prostytutki. Francuskie Żydówki zakwaterowano na strychu budynku szkolnego, którego parter zajmowały nadzorczynie.
Do masakry więźniarek doszło wieczorem 5 października. Jedna z funkcjonariuszek, Elfriede Schmidt (nazywana nawet później „królową siekiery”), twierdziła, że francuska więźniarka wracająca z ubikacji trzymała w ręku kamień i ją zaatakowała. Jednak prawdziwym motywem mógł być romans nadzorczyni z wartownikiem SS. Alarm wszczęty przez nią pozwolił strażnikom z SS wejść do budynku, co normalnie było zabronione.
![]()
Po podniesieniu alarmu esesmani i sześć funkcyjnych wbiegli na poddasze. Zaczęli w szale obijać pałkami i kijami oraz rąbać siekierami śpiące tam kobiety. Część z nich zepchnięto ze schodów, inne wyrzucono przez okna. Te, które udało się wypędzić na zewnątrz, dobijano kolbami i strzałami z karabinów. Niektóre ofiary zginęły na drucie kolczastym, próbując uciec. Szacuje się, że zginęło około 90 kobiet.
Komendant Rudolf Höss został poinformowany o „stłumieniu buntu” około godziny 5 rano. Odwiedził miejsce zbrodni i przekazał sprawę Wydziałowi Politycznemu (obozowemu Gestapo).
Likwidacja świadków
Następnego dnia SS kontynuowało „działania”. Zdecydowano o dobijaniu i mordowaniu rannych oraz wszystkich świadków masakry. „Sanitariusze” wstrzykiwali rannym kobietom fenol do serca. Próbowano też zabić wszystkie więźniarki, które ukryły się wśród zwłok. Ciała zabitych wywieziono do krematoriów w Birkenau. Sześć funkcjonariuszek, które uczestniczyły w rzezi (w tym Elfriede Schmidt), stracono 24 października 1942 roku również przez wstrzyknięcie fenolu. Ale nie z powodu kary za zbrodnię, lecz po to, aby usunąć niewygodnych świadków.
Śledztwo, które tak szybko wszczęto, prawie tak równie szybko umorzono. Höss w swoich wspomnieniach pisał o „rzezi w Budach” z niezadowoleniem, jednocześnie oficjalnie przedstawiając wydarzenie jako bunt więźniarek. Dokumentacja umożliwiająca identyfikację ofiar nie zachowała się.
Budynek dawnej szkoły, gdzie doszło do masakry przetrwał. Dziś znajduje się w nim ekspozycja Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau. Rzeź w Budach to jedna z nielicznych masakr w systemie obozów Auschwitz dokonanych bez bezpośredniego rozkazu najwyższego dowództwa, a do tego zbrodnia, którą sprawcy niemal całkowicie wymazali z oficjalnych zapisów.
Czytaj też:
Złożyli broń, ale się nie poddali. Ostatnia bitwa Września Czytaj też:
Koniec Powstania Warszawskiego. Walki trwały ponad dwa miesiące Czytaj też:
Norymberga. Sprawiedliwości stało się za dość?
