Lato 1944 r. dla przeciętnego Lwowiaka nie zapowiadało się najgorzej. Na budynkach publicznych powiewały polskie flagi wywieszone podczas akcji „Burza”. Pod nosem armii sowieckiej można było śpiewać na cały głos: „Niech żyje orzeł biały”. O tym, że przywódcy Armii Krajowej zostali podstępnie przez Sowietów aresztowani, ludzie dowiedzieli się na początku sierpnia i były to wiadomości przekazywane szeptem. Twierdzono jednak, że to „sytuacja przejściowa” i żołnierze AK zaraz „powrócą do swoich”. Komunistyczny Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, będący tylko wykonawcą moskiewskiego dzieła przesiedleń, 9 września 1944 r. podpisał z sowiecką Ukrainą (faktycznie z ZSRS) umowę o wymianie ludności. Wywieźć można było do 100 rubli i maksymalnie dwie tony dobytku. Kto chciał zostać, musiał się liczyć z utratą obywatelstwa polskiego i przyjęciem sowieckiego.
Przez kilka miesięcy Sowieci, jakże inaczej niż w roku 1939, pozorowali szacunek dla polskich symboli narodowych. 11 listopada Stalin przesłał kurtuazyjne życzenia szefowi PKWN Edwardowi Osóbce-Morawskiemu. Salę teatru we Lwowie zdobiły tego dnia biało-czerwone barwy oraz godło z „piastowskim” orłem, który – jak wiemy – piastowski nie był. W środku dało się jednak już wyczuć nadchodzące zmiany. Zanim na scenę weszli aktorzy, odegrano najpierw hymn sowiecki, a dopiero potem „Mazurka Dąbrowskiego”. Według komunistycznego „Czerwonego Sztandaru” jacyś polscy handlarze siedzący w trzecim rzędzie nie okazali sowieckiej pieśni należytej czci, wstając dość opornie, a potem ostentacyjnie kaszląc w czasie przemówień dygnitarzy. Manifestacja w dniu Wszystkich Świętych odbyła się bez przeszkód. Na Cmentarzu Obrońców Lwowa zapalono wielki znicz, ale potem doszło do kilku aresztowań. W szkołach obchodzono jeszcze rocznice polskich powstań, na 1946 r. planowano huczne świętowanie rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. W listopadzie 1944 r. odbył się uroczysty pogrzeb abp. Bolesława Twardowskiego. Tysiące ludzi przemaszerowały ku Cmentarzowi Łyczakowskiemu, ale w tłum celowały już lufy sowieckich czołgów. Kilka dni później miasto żegnało Stefana Banacha. Był to ostatni katolicki pogrzeb, w którym pozwolono konduktowi na przemarsz przez miasto.
Łacina z kanałów
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
