Kontrkultura zatruwa Amerykanów
  • Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Kontrkultura zatruwa Amerykanów

Dodano: 
Uczestnicy festiwalu w Woodstock, 1969 rok
Uczestnicy festiwalu w Woodstock, 1969 rok Źródło:Wikimedia Commons / Ric Manning, CC BY-SA 3.0
Hipisi byli mikroskopijnym ułamkiem amerykańskiego społeczeństwa. Mimo to udało im się je kompletnie „przeorać”. Kontrkultura wytworzona przez dzieci kwiaty jak wirus zaatakowała społeczną tkankę w miejscu najbardziej wrażliwym, prowadząc do rozsiania go na resztę społeczeństwa.

Ameryka w swojej krótkiej historii zawsze poszukiwała własnej tożsamości. W kraju, w którym zamiast kilkusetletnich gotyckich katedr dominowały odbudowywane co kilkadziesiąt lat drewniane kościółki, w podobnym tempie wzbierały fale religijnego uniesienia, nazywane Wielkimi Przebudzeniami. Na nowo definiowały społeczną etykę, a nawet wpływały na politykę i prawo. Wędrowni kaznodzieje podróżowali od miasta do miasta, wzbudzając na nowo zapał religijnego uniesienia.

Amerykanie w zasadzie od początku walczyli ze sobą. Bogaci o utrzymanie zasad dzikiego kapitalizmu. Biedni o poprawę warunków pracy i ziemię. Emigranci o traktowanie jak pełnoprawni obywatele. Murzyni o wolność. Kryzysy udawało się rozładowywać zwykle poprzez mieszankę przemocy i rozdawnictwa. Jak podczas wojny secesyjnej, gdy uchwalono tzw. Homestead Act pozwalający na przydzielanie za półdarmo weteranom ziemi odebranej Indianom.

Po drugiej wojnie światowej zaczęła wzbierać kolejna fala społecznych zmian. Tym razem jednak miała ona być w kompletnej kontrze do amerykańskiej kultury i religii. „Socjalistyczne” reformy Nowego Ładu i udział USA w drugiej wojnie światowej paradoksalnie spowodowały wejście amerykańskiej gospodarki w okres długotrwałego rozwoju i niewidzianego wcześniej dobrobytu. Nakręcone wojenną koniunkturą zakłady przemysłowe dosłownie zalewały rynek swoimi produktami. Banki zaczęły udzielać kredytów na samochody, pralki i telewizory. Życie stało się łatwiejsze, a jednocześnie traciło smak. Jazda autostradą samochodem z automatyczną skrzynią biegów była monotonna. Chleb produkowany według uproszczonej, wojennej receptury zaczął przypominać gąbkę. Jak ujął to w 1968 r. belgijski pisarz Raoul Vaneigem: „Nie chcemy świata, w którym pewność, że nie umrzemy z głodu, okupiona jest ryzykiem śmierci z nudów”.

Ówczesna Ameryka wciąż poprzecinana była niewidzialnymi barierami, ściśle oddzielającymi od siebie klasy, rasy i grupy społeczne. Amerykańskie społeczeństwo mimo deklarowanej wolności wciąż, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, było konserwatywne i obsesyjnie trzymało się tradycyjnych, wręcz purytańskich wartości. W małych społecznościach, skupionych wokół religijnych wspólnot, rodzina i religia były podstawowymi wyznacznikami wartości.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.