ANNA SZCZEPAŃSKA: Czy wszystko, czego uczymy się w szkołach o średniowieczu, to stereotypy?
ANNA BRZEZIŃSKA: Nie, choć szkoła faktycznie daje dość podstawowy obraz przeszłości. Upraszcza, bo musi, gdyż przekazuje wiedzę młodym odbiorcom. Niedawno zajrzałam do podręcznika do V klasy szkoły podstawowej, do przykładowego rozdziału „Walka cesarza z papieżem”, i rzeczywiście ten spór został przedstawiony jako spór „państwa” z „Kościołem”, co dla mnie jest przykładem nieco stereotypowego spojrzenia na średniowiecze i przeceniania roli polityki kosztem duchowości. Rzeczywistość była bardziej złożona. Średniowieczni cesarze też czuli się częścią Kościoła i niejednokrotnie pragnęli jego naprawy. Nie jest przypadkiem, że Henryk II wydał wraz z papieżem Benedyktem VIII dekret przeciwko żonatym duchownym, a cesarz Henryk III wspierał papieża Leona IX w walce z małżeństwami księży i symonią. Tyle że nie sposób opisać świata w całej jego złożoności – czy to minionego, czy dzisiejszego. Jeszcze trudniej opowiedzieć o nim dzieciom.
Mam jednak wrażenie, że wciąż pokutuje pogląd o „ciemnym średniowieczu”. Takie odniesienia, nawet w języku potocznym, wciąż się pojawiają.
Obraz średniowiecza jako ciemności jest bardzo stary, da się go znaleźć już w pismach Petrarki, który z pogardą cisnął w tę ciemność wszystko pomiędzy przyjęciem przez Rzym chrześcijaństwa a wiekiem XIV. Jest niezmiernie ironiczne, że zaczerpnął tę metaforę od pisarzy wczesnochrześcijańskich, tyle że dla nich mrokiem był pogański Rzym, a światłem – Dobra Nowina.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
