Czaszki w niemieckich magazynach
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Czaszki w niemieckich magazynach

Dodano: 2
Obraz "Bitwa pod Mahenge" Friedricha Wilhelma Kuhnerta z 1908 roku. Bitwa była częścią powstania Maji-Maji w Niemieckiej Afryce Wschodniej
Obraz "Bitwa pod Mahenge" Friedricha Wilhelma Kuhnerta z 1908 roku. Bitwa była częścią powstania Maji-Maji w Niemieckiej Afryce Wschodniej Źródło: Wikimedia Commons
Na początku XX w., zanim ktokolwiek pomyślał o Hitlerze, Niemcy dokonali w Afryce dwóch ludobójstw i zbudowali tam obozy koncentracyjne. Już wtedy niemieccy „naukowcy” rozpoczęli badania nad rasą.

– Kłaniam się ofiarom niemieckiego panowania kolonialnego. Jako prezydent Niemiec chcę prosić o przebaczenie za to, co Niemcy zrobili waszym przodkom” – mówił na początku listopada tego roku prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier podczas wizyty w Tanzanii, nawiązując do zbrodni, których państwo niemieckie dokonało na terenie Niemieckiej Afryki Wschodniej na początku XX w. W samej Tanganice (od 1964 r., po połączeniu z Zanzibarem, Tanzania) Niemcy zabili wówczas, wedle różnych szacunków, od 75 do 300 tys. ludzi. Niemal w tym samym czasie podobnych zbrodni niemieckie władze kolonialne dokonały w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej (dziś Namibia), gdzie zginęło ok. 100 tys. osób.

Jeszcze do niedawna władze Niemiec nie uznawały tych masowych mordów za ludobójstwo i próbowały uniknąć odpowiedzialności. Sytuacja zmieniła się kilka lat temu, przede wszystkim za przyczyną namibijskich działaczy z ludów Herero i Nama, którzy zaczęli domagać się od Niemców reparacji i oddania szczątków ich przodków, które od stu lat zalegają w magazynach niemieckich instytucji badawczych. Działaczy wsparł rząd Namibii, który oficjalnie wystąpił o wypłatę zadośćuczynienia. Rozmowy w tej sprawie prowadzono od 2005 r. Ostatecznie Namibijczykom udało się odzyskać kilkadziesiąt kości i zakonserwowanych fragmentów skóry swoich przodków. W 2021 r. Niemcy przyznali natomiast oficjalnie, że zbrodnie popełnione w Namibii były ludobójstwem, i zgodzili się przekazać na rzecz Windhuku 1,1 mld euro w ramach programu „odbudowy i rozwoju”. To sformułowanie nie jest przypadkowe, gdyż Berlin od początku unika słowa „reparacje”. Zastrzega przy tym, że w stosunku do tego, za co odpowiedzialne są kajzerowskie Niemcy, nie może być stosowana Konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 r., gdyż prawo nie działa wstecz, a poza tym konwencja ta dotyczyła zbrodni popełnianych przez nazistów.

Po Namibijczykach o podobną rekompensatę oraz zwrot szczątków i zagrabionych dóbr kultury upomniała się Tanzania. Czy ma szansę na podobne pieniądze? Czas pokaże. Przyznanie się Niemców do zbrodni sprzed lat oraz polepszanie relacji z państwami Afryki (w tym z byłymi koloniami) nie wynika w końcu z nagłego poczucia skruchy. Berlin dołącza w ten sposób do kolejnego „wyścigu o Afrykę”.

W samej Namibii nie wszyscy są zadowoleni z takiego porozumienia z Berlinem, choć z naszej, polskiej perspektywy wydaje się, że Namibijczycy osiągnęli sukces, wymuszając na Niemcach przyznanie się do ludobójstwa. Trudno będzie jednak wzorować się na namibijskich argumentach. Niemcy bowiem w ostry sposób rozgraniczają zbrodnie popełnione w czasach kolonialnych od tych, które popełniły „nazistowskie Niemcy” w czasie drugiej wojny światowej, jak gdyby w przypadku Cesarstwa Niemieckiego, Trzeciej Rzeszy i RFN nie istniała ciągłość państwowa.

Artykuł został opublikowany w 1/2024 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

Źródło: DoRzeczy.pl