Horror w domu Bordenów
  • Piotr WłoczykAutor:Piotr Włoczyk

Horror w domu Bordenów

Dodano: 
Kadr z filmu "The Legend of Lizzie Borden" (1975), w roli głównej Elizabeth Montgomery
Kadr z filmu "The Legend of Lizzie Borden" (1975), w roli głównej Elizabeth Montgomery Źródło: Wikimedia Commons
Z Krzysztofem Drozdowskim, historykiem, autorem książki „Sprawa Lizzie Borden. Historia prawdziwa” rozmawia Piotr Włoczyk

PIOTR WŁOCZYK: Jak głośna była w Ameryce sprawa Lizzie Borden?

KRZYSZTOF DROZDOWSKI: Zajmuje ona szczególne miejsce w historii amerykańskiej kryminalistyki i kultury popularnej, ponieważ była jedną z pierwszych spraw kryminalnych w Stanach Zjednoczonych, które osiągnęły tak ogromny rozgłos ogólnokrajowy. Znaczenie tej historii wynikało nie tylko z samej brutalności morderstw, lecz także z niezwykłego połączenia kilku elementów: zamożności rodziny, konfliktów między jej członkami oraz podejrzenia, że sprawczynią mogła być córka jednego z zamordowanych i pasierbica drugiej ofiary. Powstała w ten sposób historia niezwykle atrakcyjna dla prasy: kobieta z dobrej, szanowanej rodziny, która miała zabić ojca i macochę przy użyciu topora, a następnie zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Gazety relacjonowały kolejne zeznania, analizowały zachowanie Lizzie, opisywały argumenty prokuratury i obrony, a opinia publiczna zaczęła tworzyć własne wersje wydarzeń. W efekcie sprawa przestała być wyłącznie postępowaniem sądowym, a stała się jednym z wielkich spektakli medialnych swojej epoki.

Dziś – dzięki masowym mediom i popkulturze – jesteśmy już przyzwyczajeni do myśli, że nawet krucha kobieta może być potworem. W ówczesnej Ameryce to nie było chyba tak oczywiste?

Lizzie nie pasowała do stereotypowego obrazu brutalnego mordercy. Była młodą kobietą pochodzącą z zamożnego domu, a jej ojciec był powszechnie szanowanym człowiekiem. Pojawiło się zatem pytanie, jak osoba o takim statusie społecznym mogła dopuścić się takiej zbrodni. Dodatkowo w sprawie nie brakowało zagadek. Nie znaleziono jednoznacznie zidentyfikowanej broni czy zakrwawionych ubrań Lizzie. Nie było też świadka, który widziałby ją podczas mordowania rodziców. Z drugiej strony istniały okoliczności, które wyglądały podejrzanie.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.