Pod znakiem skorpiona
  • Łukasz CzarneckiAutor:Łukasz Czarnecki

Pod znakiem skorpiona

Dodano: 
Proklamowanie Klaudiusza cesarzem
Proklamowanie Klaudiusza cesarzem Źródło: Wikipedia / Lawrence Alma-Tadema / Domena publiczna
W XXI w. mianem pretorianów określa się potocznie najwierniejszych zwolenników różnego rodzaju liderów, często mając na myśli niestroniące od przemocy bojówki. Nazwa ta sięga korzeniami czasów antycznych, gdy rzymskich cesarzy ochraniały tzw. kohorty pretoriańskie. Jak jednak szybko przekonać mieli się władcy imperium, przy odrobinie nieuwagi, reżimowi opartemu na mieczach bardzo szybko mogą zagrozić ci, którzy owe miecze dzierżą…

Gwardia pretoriańska jest pojęciem używanym przez współczesnych historyków na określenie formacji, która funkcjonowała w ramach rzymskiego systemu militarnego przez blisko trzy i pół stulecia. Sami Rzymianie mówili o „kohortach pretoriańskich”. Ich liczba zmieniała się i nie zawsze jesteśmy w stanie ją określić. Kasjusz Dion w III w. n.e., pisząc o czasach Oktawiana Augusta, wspominał o 10 tysiącosobowych kohortach, bliższy epoce Tacyt wspominał zaś o dziewięciu. Wśród historyków trwa spór, czy oddziały te liczyły od początku po tysiąc ludzi czy też pierwotnie kohorty były 500-osobowe jak to było przyjęte w regularnych legionach. Choć pretorianie w formie znanej nam z książek i filmów historycznych stanowili element cesarskiego ustroju, to po raz pierwszy na scenę dziejową wkroczyli jeszcze w czasach Republiki. W źródłach z III w. p.n.e. znajdujemy informacje o doborowych jednostkach ochraniających dowodzących legionami wodzów, określanych właśnie mianem „kohort pretoriańskich”. Nie stanowiły one jednak stałej formacji, lecz były dobierane przez poszczególnych generałów wśród służących pod ich komendą weteranów, po zakończonej kampanii podobnie jak reszta legionistów wracających do domów. Dwa wieki później, gdy rzymska demokracja znajdowała się w poważnym kryzysie rozszarpywana na strzępy przez ambitnych przywódców, posiadanie przy swoim boku przybocznej straży stało się już normą. O pretorianach zaczynamy słyszeć coraz częściej, a o tym, że stanowili oni bezwzględny przymus w bezlitosnym świecie polityki, najlepiej świadczył casus Juliusza Cezara, który zwyciężywszy w wojnie domowej… zwolnił ze służby swych pochodzących z Hiszpanii ochroniarzy, twierdząc, że jest zbyt kochany przez lud, by lękać się zamachu na swe życie. Które postradał prawie nazajutrz po tej niefortunnej decyzji, gdy został zasztyletowany w senacie.

Miecz w fałdach togi

Śmierć Cezara miast przywrócić Republikę, na co liczyli zabójcy, zapoczątkowała nową serię walk o władzę i czystek mającą trwać aż do roku 31 p.n.e. i zwycięstwa ciotecznego wnuka dyktatora Oktawiana nad siłami Marka Antoniusza i Kleopatry w bitwie pod Akcjum. Obydwaj przeciwnicy mieli pod swymi sztandarami własne kohorty pretoriańskie, a triumfator okazał gwardzistom pokonanego wroga łaskę, wcielając ich w szeregi własnej armii. Na bazie doświadczonych weteranów z obu stron konfliktu w 27 r. p.n.e. Oktawian (teraz zwany już Augustem) sformułował gwardię pretoriańską, mającą odpowiadać za bezpieczeństwo princepsa (bo taki tytuł oficjalnie nosił władca) i jego najbliższych. Pretorianie stanowili ponadto ekwiwalent policji politycznej, w źródłach znajdujemy wzmianki o urządzanych przez nich prowokacjach, kiedy to wniknąwszy w tłum, wznosili antyrządowe okrzyki, po czym aresztowali tych z gapiów, którzy je podchwytywali.

Niewiele wiadomo nam o uzbrojeniu cesarskiej gwardii, przypuszcza się jednak, iż w samym Rzymie żołnierze oddziałów specjalnych nie paradowali w pełnym rynsztunku – August nie chciał prowokować obywateli jawnym manifestowaniem skrzętnie ukrywanego faktu, że rządził z racji swej siły wojskowej, a nie osobistych cnót. Część badaczy przychyla się do opinii, że służący na ulicach Wiecznego Miasta pretorianie nosili stroje cywilne, kryjąc krótkie miecze w fałdach tóg. Możliwe jest też, że używali tunik z narzuconym na ramię wojskowym płaszczem.

Warto zauważyć, że kohorty pretoriańskie, których liczba wynosiła między dziewięcioma a dziesięcioma (zależnie od tego, czy bardziej prawdomówny był Dion czy Tacyt), za czasów pierwszego cesarza nie koncentrowały się w stolicy i przeważająca ich część stacjonowała w różnych newralgicznych punktach Italii. Groby mężczyzn opisanych jako gwardziści cezara, znajdowane są na całym Półwyspie Apenińskim (m.in. w sławnych Pompejach), podobnie jak odnoszące się do nich inskrypcje. Wyłania się z owych tekstów ciekawy obraz działalności pretorianów, których władca wykorzystywał często jako terenowych przedstawicieli reżimu oddelegowanych do rozwiązywania konkretnych lokalnych problemów. A August i jego następcy potrafili słać swych strażników naprawdę daleko; jednym z bardziej zaskakujących źródeł poświadczających obecność grupy żołnierzy z kohort pretoriańskich jest papirus znaleziony w Górnym Egipcie! Zadziwiające bywają też zadania, jakimi ich obarczano. Pewien znany nam z nagrobka wojak z oddziałów specjalnych w swym epitafium został opisany jako wojskowy… hydraulik. Posiadamy też wzmianki o sprawach sądowych rozstrzyganych przez cesarskich gwardzistów, budowaniu akweduktów i innych pracach inżynieryjnych, organizacji transportu zboża i różnych czynnościach, z którymi raczej nie kojarzylibyśmy tej budzącej groźne skojarzenia jednostki.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.