Gdy 4 października 1941 r. do miejscowości Łokot wkroczyły pododdziały 17. Dywizji Pancernej gen. Hansa Jürgena von Arnima, mało kto mógł przewidywać, że w ciągu kilku miesięcy miasteczko stanie się centrum tzw. Republiki Łokockiej. Był to swoisty fenomen funkcjonujący w niemieckim systemie okupacyjnym na zajętych obszarach ZSRS. Główną rolę w procesie tworzenia tej struktury odegrali dwaj mężczyźni o podobnych biografiach.
Pierwszym z nich był Konstantin Woskobojnik, nauczyciel fizyki w miejscowej szkole, mianowany burmistrzem Łokotu. Woskobojnik w wieku 23 lat wstąpił ochotniczo do Armii Czerwonej i walczył w jej szeregach dwa lata podczas wojny domowej w Rosji. Jednak dość szybko jego probolszewicka optyka uległa zmianie, przez co stał się socjalrewolucjonistą i wziął udział w powstaniach chłopskich, stłumionych bezwzględnie przez bolszewickie władze. Woskobojnikowi udało się przeżyć, a dzięki fałszywym dokumentom pozostał nierozpoznany. Jednak po 10 latach postanowił ujawnić przed organami bezpieczeństwa swoją przeszłość. Co ciekawe, nie stanął przed sądem, ale został w trybie administracyjnym zesłany na okres trzech lat do obwodu nowosybirskiego. Po odbyciu kary, nie mogąc zamieszkać w żadnym dużym mieście, trafił do Łokotu. Poznał tam Bronisława Kamińskiego, którego po wkroczeniu Niemców w 1941 r. mianował swoim zastępcą.
Kamiński był z pochodzenia Polakiem. Jego ojciec, Franciszek, pojął za żonę Ewę Zabłocką urodzoną w Rydze, a pochodzącą z mieszanej rodziny polsko-niemieckiej (jej matka była Niemką). Uważający się za Rosjanina Kamiński jako student w 1918 r. wstąpił zarówno do Armii Czerwonej, jak i do partii bolszewickiej. Po zakończeniu wojny zrezygnował ze służby wojskowej, skończył studia i został inżynierem chemikiem. Ponieważ krytykował kolektywizację, został usunięty z partii i zesłany do Szadrinska w rejonie kurgańskim. Gdy okres kary minął, osiedlił się w Łokocie. W tym czasie Kamiński został też tajnym współpracownikiem NKWD o kryptonimie Ultramaryna. Podpisanie zobowiązania do współpracy nastąpiło zapewne pod przymusem, ponieważ – jak wynika z dokumentów – nie wypełniał on należycie swych agenturalnych obowiązków, co skrzętnie odnotowali funkcjonariusze sowieckiej bezpieki.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
