Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?

Dodano: 
Parlament Europejski, zdjęcie ilustracyjne
Parlament Europejski, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP/EPA / Ronald Wittek
Anglicy mówią "every cloud has silver lining", czyli "każda chmura ma swoją srebrną podszewkę". My, Polacy mówimy mniej może metaforycznie, ale dobitnie "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Im i nam chodzi o to samo: trzeba widzieć dobre strony nawet w porażkach, kryzysach, złych wydarzeniach.

O tych przysłowiach z dwóch stron Kanału Angielskiego – jak mówią synowie Albionu – czy też Kanału La Manche – jak mówimy my z Europy kontynentalnej – przypomniały mi się na wieści o wynikach wyborów na Słowenii. Przegrała je niespodziewanie partia, która co prawda należy do Europejskiej Partii Ludowej, ale sytuuje się na jej prawym skrzydle i jest w gruncie rzeczy bardziej prawicowa niż niektóre (mniejszość)formacje tworzące Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Lider Słoweńskiej Partii Demokratycznej – bo o niej mowa – były trzykrotny szef rządu w Lubljanie i były więzień (spędził kilka miesięcy w areszcie pod sfabrykowanymi zarzutami korupcyjnymi) Janez Jansa od ubiegłego roku mrugał okiem do naszego ECR. Sugerował nieoficjalnie, że jego partia przejdzie do konserwatystów zaraz po zwycięskich dla siebie słoweńskich wyborach. Mówiłem kilku osobom, że w to nie wierzę. Argumentowałem, iż pragmatyczny Jansa, jeśli wygra, będzie wolał być dalej w EPL Manfreda Webera, który go zresztą bardzo mocno wsparł – bo w tej grupie politycznej jest względnie dużo szefów rządów i łatwiej jest rozgrywać swoje gry w Unii Europejskiej, zwłaszcza w Radzie Europejskiej mając w tym gronie ewentualne wsparcie. Zresztą tak właśnie robił i to przez 18 lat (sic!) Viktor Orban. Krytykował Unię, a jednocześnie był w środku establiszmentowego kręgu szefów rządów wywodzących się z partii tworzących Europejską Partię Ludowa.

I to jest właściwy moment, aby zacytować angielską mądrość: "ever cloud has silver lining". A po naszemu " nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Oto bowiem, paradoksalnie czy nie, wyborcza niespodziewana porażka Słoweńskiej Partii Demokratycznej Janeza Jansy, która "już była w ogródku, już witała się z gąską", by znów oddać cześć polskim przysłowiom – może przynajmniej w jednym aspekcie wyjść na dobre. A konkretnie: Europejskim Konserwatystom i Reformatorom, bo właśnie tu, prędzej po porażce niż po zwycięstwie (którego nie było) może trafić partia ekspremiera Jansy. A ECR bardzo potrzebuje głosów w wyścigu o bycie grupą nr 3 w parlamencie w Brukseli i Strasburgu. Na razie ECR jest czwarty (tak było zresztą od początku, od lipca 2024) za wspomniana już tu Europejską Partią Ludową, socjalistami i prawicowymi Patriotami dla Europy. Ta ostatnia frakcja tworzona jest głównie przez rządzące Węgrami i Czechami partie FIDESZ Viktora Orbana i ANO Andrija Babisa oraz Zgromadzenie Narodowe Marine Le Pen. Z Polski jest tam reprezentacja Ruchu Narodowego Krzysztofa Bosaka – niegdyś 2-osobowa, obecnie 3-osobowa.

EKR powiększył się przyjmując dwójkę europosłów z Królestwa Niderlandów. Jest jeszcze "dogadanych" do przejścia kilku innych posłów do europarlamentu z paru krajów. Z inicjatywą wyszli Polacy (PiS), ale to chyba nie wzbudza entuzjazmu Włochów, którzy z nami oczywiście współpracują, ale też trochę rywalizują, tak jak współpracuje, ale też i rywalizuje ECR z Patriotami dla Europy. Większa liczba "przyprowadzanych" przez np. Polaków nowych członków EKR to większa siła tej nacji, która takie rozszerzenie załatwiła. To oczywiste. Przykładowo: gdy na początku nowej kadencji Parlamentu Europejskiego Włosi z Fratelli d'Italia Giorgii Meloni zainicjowali wejście do ECR Hiszpanów z nowego ruchu "Hasta la vista" (którzy zastąpili Hiszpanów z partii VOX, bo ci z ECR w lipcu 2024, zaraz po inauguracji europarlamentu, przeszli do "Patriotów dla Europy") to w oczywisty sposób zwiększyło to siłę delegacji włoskiej.

Europejskim Konserwatystom i Reformatorom brakuje zaledwie trzech "szabel", aby zrównać się liczbą mandatów do PE z frakcją nr 3 czy PfE, zarządzaną przez Węgrów Orbana, Francuzów Le Pen i Czechów Babisa. Jest na to spora szansa i to niezależnie od wyników wyborów nad Dunajem za niespełna dwa tygodnie. Jeśli tak się stanie to wcale nie będzie to pierwszy raz w historii parlamentu w Strasburgu i Brukseli, że konserwatyści są na podium PE pod względem liczby posłów. Tak było przecież w latach 2014-2019. Wtedy ECR ustępował tylko EPL i socjalistom. Pamiętam to dobrze: byłem wtedy wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Powrót na trzecie miejsce byłby więc powtórka z nieodległej historii. Będzie to też jednak płaszczyzna cichej rywalizacji z grupą Patriotów dla Europy. Prawica w Europie rośnie w siłę,ale się nie jednoczy...

Źródło: DoRzeczy