Pierwszy rozdział tej długiej wojny można byłoby uznać za mały sukces Chrobrego, ponieważ Henrykowi nie udało się podporządkować polskiego władcy. A przecież ten niemiecki król nie mógł znieść wyniesienia Chrobrego na zjeździe gnieźnieńskim do rangi wyższej niż tylko książę jakiegoś słowiańskiego państewka.
Bolesław I mógł czuć niedosyt, ale nie czuł się pokonany, ponieważ „pokonani bywają jednak tylko ci, którzy sami uznają się za pokonanych. Bolesław I do takich oczywiście nie należał” (Labuda, 2012). Polski władca rozpoczął więc od razu działania dyplomatyczne, chcąc m.in. odzyskać wpływy na Pomorzu Zachodnim, które utracił w wyniku pierwszej fazy wojny. Żyjący tam Wolinianie i Lucice, Słowianie, którzy wcześniej byli sojusznikami Niemiec, poczuli się zagrożeni i udali się ze skargą do Henryka II.
Była Wielkanoc 1007 r. „Zarzuty musiały być tak poważne, że król i jego rada powzięli decyzję o zerwaniu niedawno zawartego pokoju i zagrozili wojną” (Labuda, 2012). Chrobry, mając wszędzie szpiegów, szybko o tym się dowiedział i ruszył pierwszy do ataku. Jak trafnie to ujął Karol Szajnocha, Bolesław podwójnie wojował: żelazem i złotem.
Krwawe przygotowania
Król Henryk II miał w swoim państwie mocną opozycję. Byli w jego otoczeniu również ludzie, którzy sprzyjali Chrobremu. Musiał zatem najpierw się z nimi uporać, gdyż winił ich za niepowodzenia, których doznał w czasie pierwszej fazy wojny zakończonej pokojem w 1005 r. Pamiętajmy o słowach Władysława Konopczyńskiego, który tak widział naszego zachodniego sąsiada i wroga: „Święte Cesarstwo Rzymskie Niemieckiego Narodu to ani państwo jednolite, ani związek stanów: jest to zlepek grup różnego kalibru i układu”. Saski kronikarz Thietmar tak to natomiast oceniał: „Wytępiwszy sprawców wszelkich niegodziwości, król zabiegał usilnie po tych wypadkach o ugruntowanie w naszym kraju upragnionej pomyślności oraz bezpieczeństwa. Dlatego kazał powiesić na stryczku w Fallersleben sławnego rycerza Bruncjona z Merseburga, spośród Słowian zaś możnego Borysa i Wszemysła wraz z ich stronnikami. Często odbywał zjazdy ze Słowianami w Wierzbianach leżących nad Łabą i, czy chcieli czy nie chcieli, omawiał z nimi potrzeby swego państwa i narzucał w końcu swoją wolę”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
