W drugiej połowie lat 60. XX w. ulicami chińskich miast rządzili „mali generałowie”. Doktor Zehao Zhou (rocznik 1955), historyk z York College of Pennsylvania, który napisał pracę doktorską o rewolucji kulturalnej, może o nich wiele opowiedzieć z własnego doświadczenia. Jego rodzina mieszkała w Szanghaju, gdy ChRL ogarnęło szaleństwo rewolucji kulturalnej. Ojciec Zehao Zhou w czasie drugiej wojny światowej służył w armii Czang Kaj-szeka, więc cała jego rodzina w naturalny sposób znalazła się na celowniku hunwejbinów.
– W końcu po niego przyszli. Ojciec był już jednak wtedy ciężko chory na gruźlicę. Leżąc w łóżku, kompletnie bezbronny, ojciec spokojnie powiedział do nich: „Mali generałowie, mam gruźlicę, a to jest zaraźliwe”. Czerwonogwardziści uciekli gdzie pieprze rośnie – powiedział w rozmowie ze mną dr Zhou. – Chodziło o to, żeby ci nastolatkowie czuli władzę. Mao mawiał do nich: „Nie bójcie się ani trudów, ani śmierci”, ale najwyraźniej akurat ta banda czerwonogwardzistów nie za bardzo wzięła sobie do serca słowa Mao, skoro przestraszyła ich gruźlica.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
