Wśród książek historycznych sporą ich część stanowią te, których autorzy próbują odpowiedzieć na pytanie: Co poszło nie tak? Tymczasem twórcy ekspozycji w muzeum na terenie norweskiej twierdzy Oscarsborg stawiają sprawę zgoła odwrotnie.
Oto dzieje niewielkiej fortecy z niedoświadczonymi rekrutami, uzbrojonej w mocno przestarzałe armaty i niemodernizowane od paru dekad wyrzutnie torpedowe, która zatrzymała ogromną niemiecką flotyllę, chcącą dokonać desantu na stolicę kraju Oslo i pojmać z zaskoczenia króla Norwegów.
Gościowi z Polski odwaga płk. Birgera Eriksena może kojarzyć się z naszą obroną Westerplatte, choć trwała znacznie krócej niż obrona naszej placówki. A nawet to porównanie wypada korzystniej dla Norwegów, bo oni zatopili krążownik ciężki „Blücher”, a nam pancernika „Schleswig-Holstein” zatopić się nie udało.
Dlaczego ta nierówna walka Norwegów udała się mimo tak wielu ograniczeń? To naprawdę fascynująca opowieść.
Kluczowy punkt
Czytanie tego tekstu proponuję rozpocząć od zerknięcia na mapę Norwegii. Jedyna droga z Morza Północnego do Oslo wiedzie przez długi i kręty Oslofjord, który wcina się na ok. 100 km w głąb Półwyspu Skandynawskiego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
