Tajemnica Mistrza Suna
  • Łukasz CzarneckiAutor:Łukasz Czarnecki

Tajemnica Mistrza Suna

Dodano: 
Chińska książka bambusowa „Sztuka wojny ” Sun Zi
Chińska książka bambusowa „Sztuka wojny ” Sun Zi Źródło: Wikimedia Commons / vlasta2, CC BY-SA 2.0
„Sztuka wojny” Sun Zi jest pierwszym i równocześnie najbardziej wpływowym traktatem z dziedziny teorii wojskowości. Stanowi podstawową lekturę studentów szkół oficerskich, i to nie tylko w ojczyźnie autora. Czy możliwe jest jednak, że Sun Zi nigdy nie… istniał?

Według tradycji w roku 513 p.n.e. panującego w państwie Wu króla Helu poinformowano, że w księstwie Qi (dzisiejszy Szantung) mieszka pewien szlachcic cieszący się opinią militarnego geniusza. Zaintrygowany władca zaprosił obcokrajowca na swój dwór. Gdy ten stanął przed obliczem monarchy, Helu postanowił sprawdzić, czy aby renoma gościa nie jest przesadzona, i nakazał mu dowieść jej w trakcie manewrów. W zadaniu tkwił jednak pewien haczyk. Pod komendę rzekomego mistrza sztuki wojennej oddano bowiem nie żołnierzy z królewskiej gwardii czy stołecznego garnizonu, lecz… 180 konkubin z monarszego haremu.

Kobiety podzielono na dwa oddziały. Na ich czele postawiono ulubione nałożnice Helu, ewidentnie nietraktującego sytuacji poważnie i pragnącego zapewnić sobie rozrywkę kosztem szlachcica z Qi. Nikt by się nie zdziwił, gdyby potraktowany w ten sposób przybysz poczuł się śmiertelnie obrażony. Ten jednak pozostał niewzruszony i zebrawszy „wojsko” na dziedzińcu, nakazał wydać mu broń z pałacowej zbrojowni, a następnie przystąpił do musztry. Rzecz jasna, wszystko zmierzało w kierunku totalnej kompromitacji, bo damy z haremu zamiast wykonywać rozkazy, biegały po całym dziedzińcu niczym stado perliczek, chichocząc i strasząc się wzajemnie mieczami i włóczniami.

Król Helu obserwujący wydarzenia z balkonu zapewne miał z tego wszystkiego świetną zabawę, ale dobry humor szybko ustąpił miejsca przerażeniu, gdy na jego oczach szlachcic z Qi przystąpił do zaprowadzania dyscypliny w powierzonych mu oddziałach. Jego metodą było… ścięcie obydwu ulubionych faworyt władcy! Monarcha ogarnięty furią wypadł z balkonu i popędził na dziedziniec. Gdy wbiegł na placyk, zastał tam szlachcica z Qi jak gdyby nigdy nic wydającego kolejne komendy oraz śmiertelnie przerażone pozostałe konkubiny, wykonujące rozkazy mężczyzny z precyzją, która zawstydziłaby zawodowych wojskowych! Skołowany monarcha zaczął miotać gromy na gościa i grozić mu straszną śmiercią, na co otrzymał stoicką odpowiedź: „Wasza wysokość, wojna to nie zabawa. Nie ma sensu interesować się teorią, jeśli nie zamierza się wykorzystać jej w praktyce”.

To było jak kubeł zimnej wody. Helu ochłonął i zamiast oddać zabójcę ulubionych nałożnic w ręce specjalistów od tortur, mianował go generałem. Ten zaś szybko pokazał swe umiejętności w dowodzeniu prawdziwymi żołnierzami, odnosząc dla królestwa Wu wielkie zwycięstwo w bitwie pod Boju w roku 506 p.n.e. Rozgromił w niej wojska o wiele silniejszego państwa Chu, dzięki czemu jego przybrana ojczyzna wyrosła wkrótce (co prawda, na niezbyt długo) na największą potęgę w podzielonych politycznie Chinach. Emigrant z Qi nazywał się Sun Wu, lecz przyszłe pokolenia miały go znać jako Mistrza Suna, czyli po chińsku – Sun Zi.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.