Anty-Katyń, czyli rosyjska ofensywa propagandowa
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

Anty-Katyń, czyli rosyjska ofensywa propagandowa

Dodano: 
Flaga Rosji
Flaga Rosji Źródło: Pixabay / Etereuti / Domena Publiczna
Forsowanie tezy o symetrii win to nieodłączny element polityki historycznej państw, które niechętnie rozliczają się z własnej trudnej przeszłości. Skandaliczna prowokacja na cmentarzu polskich oficerów jest częścią większej operacji.

„W Katyniu ustawiono tablice poświęcone pamięci o tysiącach czerwonoarmistów, zamęczonych w polskiej niewoli” – głosi tytuł informacyjnego rzekomo artykułu na jednym z regionalnych portali obwodu smoleńskiego. Czytamy w nim, że zamieszczone na tablicach treści dotyczą „tragicznych faktów historycznych z okresu wojny sowiecko-polskiej (1919-1921)”. Portal cytuje: „Jak zaświadczają dokumenty Czerwonego Krzyża, raporty polskich władz, świadectwa Amerykańskiego Stowarzyszenia Młodzieży Chrześcijańskiej i inne dokumenty, warunki przetrzymywania jeńców w obozach jenieckich były koszmarne. Źle ocieplane baraki i półziemianki, złe i nieregularne odżywianie, brak obuwia i odzieży, choroby zakaźne, brutalne i okrutne traktowanie jeńców, samowola administracji obozowej – to wszystko doprowadziło do zagłady dziesiątków tysięcy czerwonoarmistów. Na temat dokładnej liczby poległych historycy spierają się do dziś. W ciągu 20 miesięcy wojny w polskiej niewoli znalazło się około 175 tysięcy czerwonoarmistów. Do ojczyzny po wojnie wróciło około 75 tysięcy”.

Pomijając emocjonalny ton, przedstawione na tablicy treści nie odpowiadają ustaleniom historyków, zarówno polskich, jak i rosyjskich. Nie chodzi tu jednak o historię, ale o politykę historyczną. Podobnie jak ukraińscy badacze, nastawieni „patriotycznie”, próbują przedstawić zbrodnie dokonywane przez UPA i o wiele mniej liczne akty polskiej zemsty jako „wojnę polsko-ukraińską”, próbując tym samym podzielić odpowiedzialność za ofiary po połowie, tak Rosjanie w relacjach z Polską nie mają zamiaru godzić się z niewygodnymi dla ich przeszłości faktami. Nawet gdy w obliczu zmierzchu potęgi sowieckiego imperium byli zmuszeni w końcu przyznać się do eksterminacji polskich oficerów w Katyniu i o zbrodniach na Polakach nie byli w stanie już milczeć, szukali argumentów do budowy symetrii win we wzajemnych relacjach.

Nic dziwnego, że wybór padł na lata wojny polsko-bolszewickiej. Przegrana w konflikcie była kompromitacją dla młodego państwa sowieckiego. Aby zamazać ten wstyd, już po śmierci Stalina próbowano zrzucić winę właśnie na „wodza narodów” – to bowiem Stalin, jako komisarz Frontu Południowo-Zachodniego, jakoby z zawiści do Tuchaczewskiego, nie puścił na północ osławionej I Armii Konnej, tym samym przyczyniając się do klęski bolszewików pod Warszawą. To jednak tłumaczy jedynie klęskę militarną, nie przyczynia się natomiast do moralnego zwycięstwa, którego rosyjska propaganda tak potrzebuje. Stąd też temat wziętych do polskiej niewoli czerwonoarmistów, z których istotnie – nawet zdaniem polskich historyków – około kilkunastu tysięcy zmarło. Powodami śmiertelności były jednak epidemie chorób zakaźnych i przepełnienie obozów, a nie rozkazy polskiego dowództwa czy bestialstwo obozowych strażników.

Absolutnym skandalem jest porównywanie tej sytuacji do zbrodni katyńskiej – szczegółowo zaplanowanej i wykonanej z zimną krwią eksterminacji ponad 20 tysięcy polskich oficerów. A dokładnie taki jest cel rosyjskiej polityki historycznej – stawiając tablice o mijającej się z prawdą (zawyżona liczba ofiar) i nieadekwatnie emocjonalnej treści dotyczącej niezaplanowanej przez Polaków tragedii sowieckich jeńców obok cmentarza polskich ofiar sowieckiego ludobójstwa. Inna sprawa, że, czerwonoarmiści, wzięci do niewoli choćby pod Warszawą w 1920 roku, byli agresorami. Natomiast polscy oficerowie, wzięci do niewoli dwadzieścia lat później przez czerwonoarmistów, byli ofiarami agresji. Takie subtelne różnice ciężko jednak pojąć Rosjanom, którzy w większości uważają, w najlepszym przypadku, że Polacy powinni być im wdzięczni za wyzwolenie od faszyzmu (antykomunistów nazywają przy tym, podobnie jak zachodnia lewica, za neofaszystami), w najgorszym natomiast – twierdzą, że to Polska wywołała II wojnę światową (warto przypomnieć słowa ambasadora Rosji w Warszawie).

Kreml kontynuuje zacieranie win i relatywizowanie historii. Tablica „informacyjna” o sowieckich jeńcach to nie jest żadna jednorazowa prowokacja, ale część większej operacji. Do grudnia bowiem na tym terenie ma powstać Centrum Wystawowe Kompleksu Memorialnego „Katyń”, gdzie planowana jest ogromna ekspozycja pt. „Relacje rosyjsko-polskie w XX wieku”. Tym samym miejsce pamięci o sowieckiej zbrodni w Katyniu stanie się miejscem pamięci także o innych wydarzeniach z dziejów polsko-rosyjskich stosunków, które z pewnością będą przedstawione zgodnie z kremlowską interpretacją naszej trudnej przeszłości. Naukową pieczę nad instytucją będzie bowiem sprawować Rosyjskie Towarzystwo Wojenno-Historyczne, podlegające ministrowi kultury Federacji Rosyjskiej.

Źródło: DoRzeczy.pl