SS-Totenkopfverbände a empatia i zło

SS-Totenkopfverbände a empatia i zło

Dodano: 
Rudolf Höß w drodze na szubienicę w obozie Auschwitz
Rudolf Höß w drodze na szubienicę w obozie AuschwitzŹródło:Wikimedia Commons
Rafał Guzik || Gerhard Palitzsch po wykonaniu egzekucji często przychodził na koncerty orkiestry obozowej. „Kazał sobie grać piękne rzeczy i godzinami słuchał” – opowiadał jeden z więźniów. (...) W każdą niedzielę w godzinach popołudniowych obozowa orkiestra grywała koncerty na placu pomiędzy willą komendanta Hoessa a budynkiem krematorium.

Punktem wyjścia do niniejszych rozważań jest uznanie, iż moralność nie jest zjawiskiem obiektywnym, istniejącym niezależnie od subiektywnych, ludzkich przekonań. Dobro i zło nie są bowiem w stanie być postrzegane w taki sam sposób, jak inne zjawiska naturalne, za pomocą zmysłów, lecz u podstaw rozróżniania dobra i zła leży wewnętrzne, kształtowane przez każdego, przekonanie. To emocje są tym bodźcem, które odgrywają znaczącą rolę w przynajmniej niektórych rodzajach decyzji moralnych. Tym, co kształtuje w nas moralność nie jest zatem obiektywna, zewnętrzna ocena, lecz uczucie. Uczuciem, które odgrywa przy tym szczególną rolę jest empatia, rozumiana jako umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby, w jej uczucia i potrzeby. Nasze odczucia moralne opierają się więc na współczuciu – cierpieniu wspólnie z drugim człowiekiem. Gdy brak nam owego współczucia, zachowania, z pozoru złe, lecz dotykające zupełnie obcych nam osób – są przez nas akceptowane i wręcz aprobowane. Z kolei, gdyby dane zachowanie przytrafiło się osobie nam bliskiej (w różny sposób), z całą pewnością nasza własna moralność nakazywałaby traktować je jako zło.

Postawa członków SS-Totenkopfverbände jako przykład roli empatii w kształtowaniu moralności

Przykładów wyjaśnienia mechanizmów empatii i jej wpływu na kształtowanie moralności dostarcza przede wszystkim okres II wojny światowej, który stanowi niewątpliwie kopalnię postaw ludzkich w obliczu różnego rodzaju sytuacji, które wymagają podjęcia wyborów. Warto w tym kontekście rozważyć postawę członków SS-Totenkopfverbände, czyli specjalnych oddziałów SS stworzonych w 1934 r. przez Theodora Eicke, zajmujących się zarządzaniem i służbą wartowniczą w niemieckich obozach koncentracyjnych i zagłady.

Selekcja przybyłych więźniów na rampie KL Auschwitz

Omawiając zagadnienie skupię się na dwóch członkach, istotnych z punktu widzenia rozpatrywanego zagadnienia. Będą nimi SS-Hauptscharführer Gerhard Palitzsch (funkcjonariusz załogi SS z KL Auschwitz) oraz SS-Obersturmbanführer Rudolf Höß (I komendant KL Auschwitz w latach 1940-1943 i na krótko w 1944 r. w czasie zagłady węgierskich Żydów). Życiorysy wskazanych osób stanowią ciekawy przykład możliwości funkcjonowania na jednej płaszczyźnie postaw – wydawałoby się na pierwszy rzut oka – skrajnie niemożliwych do pogodzenia; ich zachowania stanowią interesujący przykład rozpatrywania ludzkiej moralności.

Gerhard Palitsch

SS-Hauptscharführer Gerhard Palitzsch z zawodu był rolnikiem, który do NSDAP i SS wstąpił dopiero w 1933 r. Po uprzedniej służbie w obozach koncentracyjnych w III Rzeszy (Oranienburg, Buchenwald, Sachsenhausen), w maju 1940 r. został przeniesiony do Auschwitz, by tworzyć tutaj od podstaw obóz koncentracyjny przeznaczony początkowo dla polskich więźniów politycznych.

Gerhard Palitzsch

W relacjach więźniów podkreślany jest szczególny sadyzm, jaki cechował Palitzscha. Od listopada 1941 r. był on głównym wykonawcą egzekucji pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu Bloku 11. Liczbę ofiar samego tylko Palitzscha szacuje się na tysiące istnień ludzkich. Jego humor zależał od zaspokojenia sadystycznych skłonności. Dopiero, jak kilku więźniów „znokautował” lub później, kiedy zaczął rozstrzeliwać pod ścianą śmierci, było widać na jego twarzy zadowolenie. Po wykonaniu egzekucji często przychodził na koncerty orkiestry obozowej. „Kazał sobie grać piękne rzeczy i godzinami słuchał” – opowiadał jeden z więźniów. [1]

We wrześniu 1941 r. kierował wraz z SS-Hauptsturmführerem Karlem Fritzschem pierwszą w obozie Auschwitz akcją masowego gazowania więźniów przy użyciu Cyklonu B. Po rozpoczęciu służby w Birkenau, uczestniczył w akcji gazowania Żydów w komorach gazowych. W 1943 r. za dopuszczenie się Rassenschande, czyli „zhańbienia rasy” w formie kontaktów seksualnych ze słowacką Żydówką, został aresztowany, a następnie skierowany na front wschodni do walk z Sowietami na Węgrzech, gdzie zginął 7 grudnia 1944 r.

W swych wspomnieniach Rudolf Höß (komendant KL Auschwitz) tak opisał Palitzscha: „Obojętny i opanowany, bez pośpiechu i z nieporuszoną twarzą wykonywał swoje okropne dzieło. W czasie jego służby przy komorach gazowych miał zawsze nieruchomą twarz. Był prawdopodobnie tak zahartowany psychicznie, iż mógł bez przerwy zabijać, o niczym nie myśląc (...) Szedł on dosłownie po trupach, by zaspokoić swoją żądzę władzy”. [2]

Od lewej Richard Baer, Josef Mengele oraz Rudolf Höß (Auschwitz, 1944)

Jednocześnie Palitzsch – jak i pozostali członkowie obozowej załogi SS – mieszkał w jednym z domów po wysiedlonych Polakach w Oświęcimiu, który zajmował wspólnie ze swoją żoną Luizą i dziećmi. Z relacji Heleny Kłysowej – Polki zatrudnionej u Palitzschów jako pomoc domowa – można dowiedzieć się m.in., iż „Palitzschowie żyli spokojnie i kochali się (…) Do cięższych prac w domu przychodzili więźniowie (…) Gdy Palitzsch był w domu, to nie rozmawiałam z więźniami. Przy Palitzschowej odważałam się rozmawiać z więźniami (…) Wtedy dowiedziałam się, jakim postrachem w obozie jest Palitzsch. Nie mogłam w to uwierzyć. W domu był najlepszym człowiekiem. Do mnie też odnosił się dobrze. Swoje dzieci kochał szalenie” [3].

Dalej Kłysowa relacjonowała: „Pewna dnia latem 1942 r. (?) Palitzsch powiedział nam, że w obozie panuje tyfus i zarządzono z tego powodu przymusowe szczepienie (…) Po tygodniu, może jeszcze później, Palitzschowa poczuła się źle (…) Przewieziono ją w końcu karetką z obozu do szpitala w Katowicach (…) On często do niej jeździł. Pewnego razu rano Palitzsch wrócił do domu z pracy. Ja z dziećmi jeszcze leżałam w sypialni na górze, gdy usłyszałam z pokoju na dole głośny jego płacz, który przeszedł prawie w żałosny ryk (…) Palitzsch, gdy przyszedł na górę, zaczął tulić do siebie i całować dzieci, mówiąc, że nie mają już matki”[4].

W innym oświadczeniu więźnia można przeczytać, iż „Palitzsch po śmierci żony rozpaczał i płakał jak wrażliwy, kochający mąż. Nie przeszkadzało mu to jednak, aby w chwilę potem rozstrzelać stu lub trzystu więźniów” [5].

Rudolf Höß

Pryncypałem Gerharda Palitzscha był SS-Obersturmbanführer Rudolf Höß, członek SS od 1934 r. 4 maja 1940 r. otrzymał on od Heinricha Himmlera nominację na komendanta mającego powstać nowego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Funkcję tę pełnił do 1 grudnia 1943 r. Za czasów jego „panowania” obóz koncentracyjny – początkowo przeznaczony wyłącznie dla polskich więźniów politycznych, rozrósł się do największego kompleksu obozów w III Rzeszy i nabrał nowego przeznaczenia – obozu zagłady. Höß osobiście nadzorował m.in. deportacje do obozu Żydów węgierskich, a także uczestniczył w gazowaniu Żydów, obserwując przez wizjer w drzwiach komory gazowej proces uśmiercania. Po wojnie, wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Warszawie z dnia 2 kwietnia 1947 r., został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 kwietnia 1947 r. poprzez powieszenie. Egzekucja odbyła się na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz.

Rudolf Höß w trakcie procesu.

Rudolf Höß podczas pobytu w Oświęcimiu zamieszkał w jednej z willi po wysiedlonych Polakach, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie obozu Auschwitz, wraz ze swoją żoną Hedwig oraz czwórką dzieci (w 1943 r. narodziło się piąte dziecko). Höß w znaczący sposób przyczyniał się do dbania o estetyczny wygląd swojego domu, zatrudniając więźniów m.in. do pracy przy budowie szklarni oraz w ogrodzie.

Höß był pasjonatem muzyki. W każdą niedzielę w godzinach popołudniowych obozowa orkiestra grywała koncerty na placu pomiędzy jego willą a budynkiem krematorium. Jeden z członków obozowej orkiestry Adam Kopyciński wspominał: „Makabrycznym przeżyciem był dla nas koncert pod willą Hössa, gdy w odległości około 100 metrów od nas komin krematoryjny wyrzucał z siebie słodkawy swąd spalonych zwłok. Do dziś pamiętam, jak w czasie jednego koncertu kolega Dulin głośno powiedział »nieboszczyki śmierdzą«. Tenże Dulin następnego dnia był nieboszczykiem” [6]. Żona Hoessa tak uwielbiała swój nowy dom, że zwykła mawiać „Tu żyć i tu umierać”. Dzieci Hoessów miały w Oświęcimiu swojego wychowawcę, kąpały się w rzece Sole oraz w przydomowym basenie, a więźniowie zapewniali im zabawki.

Höß, wiedząc już o wyroku śmierci, w kwietniu 1947 r. sporządził do rodziny listy pożegnalne, w których pisał m.in. „Bolesne, gorzkie i trudne będzie dla mnie tylko z rozstanie z Wami, z Tobą, najukochańsza i najlepsza Mutz, i z Wami, moje kochane, dobre dzieci. Że Was, moi biedni, nieszczęśliwi, muszę pozostawić w potrzebie i nędzy” [7]. Pisał też: „Szczególnie jestem Ci wdzięczny, Najukochańsza, za ostatni list (…) Jak jednak wiele gorzkiego żalu i głębokiego bólu zawarte jest między wierszami (…) Jak trudna jest konieczność rozstania się”. W pożegnalnym liście do dzieci pisał, „Nie zapominajcie nigdy Waszej dobrej, kochanej mateczki! Z jaką pełną poświęcenia i miłości troskliwą opieką zawsze Was otaczała. Jej życie poświęcone było jedynie Wam. Z ilu pięknych chwil zrezygnowała dla Was. Jak martwiła się o Was, gdy byliście chorzy, jak cierpliwie i niezmordowanie Was pielęgnowała” [8]. I dodawał: „Moja kochana mała Annemausl! (…) Kochana, dobra mamusia ma Ciebie, moja myszko, wziąć mocno za mnie ramiona i opowiadać o Twoim kochanym ojczulku, jak bardzo on ciebie kochał” [9].

Dzieci Rudolfa Hößa w ogrodzie jego willi bezpośrednio przy obozie Auschwitz. Stoją od lewej córki: Ingebritte (Brigitte) i Heidetraut, poniżej synowie: Hans-Jürgen (Burling) i Klaus-Berndt. (Najmłodsza córka Annagret urodziła się w Auschwitz – w 1943)

Tymczasem – ze wspomnień więźniarki (Marta Minarikova) pracującej w willi Hoessa wyłania się inny obraz Hedwig Höß, która „któregoś dnia usiadła u nas w mansardzie, przyglądając się jakiś czas w milczeniu naszej robocie. Potem nagle powiedziała: »Pracujecie szybko i dobrze. Jak to jest? Przecież wszyscy Żydzi to pasożyty i oszuści, a Żydówki nic innego nie robiły, tylko wysiadywały w kawiarniach. Gdzie wy nauczyłyście się tak pracować?«”. Wedle Stanisława Dubiela – ogrodnika w domu Hoessów – żona komendanta o Żydach wyrażała się, że „muszą zniknąć z kuli ziemskiej” [10].

Podkreślić należy, iż Höß pod koniec życia nawrócił się, zrozumiał swoje złe postępowanie, mówiąc m.in.: „Widzę dzisiaj jasno, co jest dla mnie nader ciężkie i gorzkie, że cała ideologia, cały świat, w które tak mocno i świecie wierzyłem, opierały się na zupełnie fałszywych założeniach i musiały pewnego dnia runąć” [11].

Moralność uzależniona jest od empatii

W swej książce „Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt” D. Livingstone Smith rozważając zagadnienie moralności stwierdza, iż niemożliwym jest uznanie zła i dobra jako zjawisk obiektywnych, istniejących niezależnie od subiektywnych, ludzkich osądów [12].

Autor ten pisze, iż „Jeśli atrybuty moralne takie jak dobro i zło miałyby stanowić obiektywną właściwość świata, musielibyśmy móc postrzegać je w taki sam sposób, jak postrzegamy inne zjawiska naturalne – za pomocą zmysłów (…) Czymkolwiek jest zło, na pewno nie jest to coś, co da się zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, posmakować czy powąchać [13]. Autor przy tym potwierdza Hume’owską koncepcję moralności (moralność jako kwestia odczuć). Ludzie podejmują decyzje moralne nieświadomie – mają „wewnętrzne poczucie”, że tak właśnie trzeba zrobić, dla którego później wymyślają pozornie racjonalne lub wręcz nieracjonalne uzasadnienia [14].

Pytanie, która stawia jednak autor, to dlaczego w różnych sytuacjach aprobujemy pewne zachowania, a inne uznajemy za naganne. Powołując Hume’a, autor stwierdza, iż odczucia moralne opierają się na „współczuciu” – uczucie to dziś częściej zwane jest jednak „empatią”, czyli cierpieniem wspólnie z drugim człowiekiem [15]. D. Livingstone Smith stwierdza jednakże, iż idea, że moralność opiera się na zdolności do empatii brzmi wspaniale tylko w teorii. Większość ludzi jest bowiem doskonale obojętna wobec ogromu ludzkiego cierpienia.

Autor wskazuje równocześnie, iż nasza empatia ma pewne ograniczenia – nasze współczucie nie obejmuje wszystkich ludzi w równej mierze, niektórzy z nas mają szczególne znaczenie i ich dobrostan znacznie mocniej leży nam na sercu [16]. Dlaczego tak jest? Otóż kierujemy się podobieństwem – preferujemy ludzi, którzy są do nas podobni. Jak pisał Chris Hedges: „Czcimy i opłakujemy naszych zmarłych, ale ludzie, których zabijamy, są nam w zasadzie obojętni (…) Nasi zmarli. Ich zmarli. To nie są tacy sami ludzie” [17]. Dalej, jesteśmy też z natury przychylniej nastawieni do tych, z którymi mamy bezpośredni kontakt. Dlatego też niesprawiedliwość tuż przed naszym nosem budzi głębokie oburzenie, ale okropności, które dzieją się daleko i dotykają obcych pozostają dla nas obojętne [18].

Tory kolejowe, wartownia i brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu, 1945

Wreszcie, trzecim czynnikiem, który determinuje Hume’owskie współczucie są związki krwi. Moralność może więc zostać uznana za formę nepotyzmu – bardziej troszczymy się o członków rodziny niż wszystkich, z którymi nie łączy nas pokrewieństwo; życie naszych bliskich cenimy wyżej, a ich cierpienia więcej dla nas ważą [19]. Hume twierdził, iż etnocentryzm, ksenofobia i nepotyzm stanowić mają „naturalne” wyposażenie każdej istoty ludzkiej. Jako że trudno o szlachetne ideały, natura ludzka rządzi się bowiem swoimi prawami, dlatego też tak łatwo ludziom ześlizgnąć się w rasizm, nacjonalizm, ksenofobię – „uogólniony punkt widzenia” mimo najlepszych intencji samego Hume’a to zdecydowanie zbyt słaba tama, by powstrzymać potężny nurt namiętności i uprzedzeń, którym płyną ludzkie sprawy [20].

Z powyższego wydawałoby się więc, że altruizm jako taki jest zjawiskiem co najmniej dziwnym – sprzecznym z naturą ludzką, nastawioną egoistycznie wobec innych, obcych dla siebie stworzeń. Jedno z wytłumaczeń zachowań altruistycznych socjobiologia upatruje w tym, że w pewnych warunkach po prostu opłaca się wspomagać całkiem obce nam osoby, a to z tej przyczyny, że gdy my znajdziemy się w potrzebie, ów bliźni zrewanżuje się nam [21]. Polega to zatem na czystej wymianie dóbr – beneficjent rewanżuje się swojemu dobroczyńcy. Cóż jednak począć, gdy człowiek daje jałmużnę drugiemu, wcale nie licząc na jej zwrot? Tutaj zaś uzasadnieniem również jest możliwa korzyść dla darczyńcy, tym razem nie tyle stricte jako odwzajemniona zapłata materialne, lecz jako zapłata niematerialna w postaci możliwości poprawy swojej reputacji, podwyższenia statusu itp. [22] Niezależnie jednak od powyższych uzasadnień działań altruistycznych – wszędzie dostrzec można jednak elementy egoizmu – nawet jeżeli czynimy dobro dla obcych, to spodziewamy się przez to korzyści materialnych lub niematerialnych dla nas samych. Smutna to wizja ludzkiej natury.

Co zatem?

Na podstawie powyższego wywieść zatem można, iż ocenianie określonych zachowań w kategoriach dobra i zła, nie jest zależne od obiektywnych czynników, ukształtowanych w społecznościach i stojących już de facto ponad nimi, lecz moralność kształtowana jest przez nasze emocje, a konkretnie przez empatię.

Jeżeli jesteśmy świadkami jakiegoś zachowania, które – gdyby odnosiło się do nas lub do naszych bliskich uznalibyśmy za złe – wobec obcych nam osób pozostaje zachowaniem neutralnym, czy wręcz dobrym. Dopiero zatem możliwość „wczucia się” w drugą osobę pozwala nam przyjąć jej punkt widzenia, a tym samym jej poczucie moralności. D. Livingstone Smith cytuje przy tym Biblię, zauważając, iż nie zabrania ona zabijania, lecz narzuca tylko pewne ograniczenia. Można zabijać bowiem obcych na wojnie i można zabijać swoich, którzy łamią prawa obowiązujące wewnątrz wspólnoty. Ludzie od zawsze musieli radzić sobie z problemem ograniczenia przemocy wewnątrz społeczności przy akceptacji kierowania jej na zewnątrz. To dzięki tym mechanizmom kochający mąż i ojciec potrafi, czule pożegnawszy się rodziną, wyruszyć, by szlachtować inne istoty ludzkie, a powrocie do domu dalej żyć jako praworządny obywatel [23] Takiego przykładu dostarczają nam właśnie powołane przeze mnie postawy członków SS-Totenkopfverbände, a konkretnie SS-Hauptscharführera Gerharda Palitscha oraz SS-Obersturmbanführera Rudolfa Hößa.

PRZYPISY:

[1] http://ofiaromwojny.republika.pl/teksty/0229.htm (dostęp: 06.05.2014 r.);

[2] R. Höß, Autobiografia, wyd. Mireki, s. 237-241;

[3] H. Kłysowa [w:] P. Setkiewicz (red.), Życie prywatne esesmanów w Auschwitz, Oświęcim 2013, s. 57;

[4] Ibidem, s. 59;

[5] http://ofiaromwojny.republika.pl/teksty/0229.htm (dostęp: 06.05.2014 r.);

[6] T. Kobylański, Życie codzienne w willi Hoessa, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1534501,2,zycie-codzienne-w-willi-komendanta-oswiecimia.read (dostęp: 08.05.2014 r.);

[7] R. Höß, op. cit., s. 135;

[8] Ibidem, s. 139;

[9] Ibidem, s. 140;

[10] T. Kobylański, op. cit.;

[11] Ibidem, s. 138;

[12] D. Livingstone Smith, Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt. Natura ludzka i przyczyny wojen, Warszawa-Stare Groszki 2011, s. 194;

[13] Ibidem;

[14] Ibidem, s. 198;

[15] Ibidem, s. 199;

[16] Ibidem, s. 200-201;

[17] C. Hedges, War Is a Force That Give Us Meaning, New York, s. 13-14;

[18] D. Livingstone Smith, op. cit., s. 202;

[19] Ibidem;

[20] Ibidem, s. 203;

[21] R.L. Trivers, The evolution of reciprocal altruism, Quartery Review of Biology 46, 1971, s. 35-57;

[22] R.D. Alexander, The Biology of Moral Systems, New York: Aldine de Guyter, 1987;

[23] D. Livingstone Smith, op. cit., s. 210.

Informacje o autorze:

Rafał Guzik – dr nauk prawnych, adwokat i adwokat kościelny w Oświęcimiu. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, a także absolwent Salezjańskiego Publicznego Liceum Ogólnokształcącego w Oświęcimiu (matura 2007). Rodowity oświęcimianin, miłośnik historii Oświęcimia.

Czytaj też:
Siedmiu niemieckich zbrodniarzy, którzy uciekli do Ameryki po II wojnie światowej
Czytaj też:
Polacy w pierwszym transporcie do Auschwitz. Kim byli pierwsi więźniowie niemieckiego obozu?
Czytaj też:
Iro Druks. Niezwykła historia oświęcimskiego adwokata

Źródło: DoRzeczy.pl