22 września 1939 r. Na warszawski Targówek nacierają masy niemieckiej piechoty, silnym ogniem wspiera je 12. Pułk Artylerii Meklemburskiej. Niemcy zajmują ówczesny folwark Zacisze i niewielką fabrykę atramentu leżącą na przedpolu polskich pozycji. Polscy strzelcy, najprawdopodobniej pod dowództwem por. Jana Borkowskiego, ruszają, by odbić zakład.
Borkowski osobiście skorygował celownik karabinu maszynowego, gdy z folwarku wyszło trzech niemieckich oficerów. Obserwowali pole walki i studiowali mapy. Nie spodziewali się żadnego niebezpieczeństwa. Myśleli, że siły polskie zostały odrzucone z tego rejonu. Jeden z oficerów miał czerwone lampasy i charakterystyczną siodłatą czapkę. Borkowski nacisnął spust i wypuścił serię. Oficerowie padli na ziemię.
Polski porucznik nie wiedział, że trafiony przez niego niemiecki oficer w czapce to generał pułkownik Werner von Fritsch, były naczelny dowódca niemieckich wojsk lądowych i jeden z najsłynniejszych, najwyższych rangą oficerów Wehrmachtu. Kula z polskiego automatu – jak wiadomo ze źródeł niemieckich – rozerwała mu arterię w nodze.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

