W ogień za rannymi
  • Piotr WłoczykAutor:Piotr Włoczyk

W ogień za rannymi

Dodano: 
Powstanie Warszawskie. Patrol sanitarny Wojskowej Służby Kobiet na ul. Moniuszki 9
Powstanie Warszawskie. Patrol sanitarny Wojskowej Służby Kobiet na ul. Moniuszki 9 Źródło: Wikimedia Commons
Służby medyczne AK w czasie powstania dokonywały rzeczy niemożliwych. Wspomnienia powstańców pełne są historii, które zapierają dech w piersiach

Maria Gutowska (z domu Płachecka) miała zginąć w masowej egzekucji już pierwszego dnia powstania. W miejscu, gdzie po wojnie komuniści zbudowali gmach KC PZPR, stał wówczas budynek, w którym zbierali się powstańcy. Maria Gutowska (ps. Dźwina, Mulka) przyprowadziła tam tuż przed Godziną „W” pięć wyszkolonych przez siebie sanitariuszek. Jednak wieczorem Niemcy otoczyli kamienicę i wyprowadzili na zewnątrz wszystkich zebranych tam młodych ludzi.

„To była chwila potwornego napięcia – wspominała w rozmowie ze mną Maria Gutowska (1920–2018). – Niemcy już się szykowali do rozstrzelania nas, ale... pojawił się jakiś oficer, który odwołał egzekucję! Okazało się, że Niemcom potrzebnych było jeszcze więcej zakładników. Zaprowadzili nas wszystkich do podziemi Muzeum Narodowego. Piwnice pełne były ludzi, potem gdzieś czytałam, że było nas tam w sumie ponad 3 tys. osób. Ścisk niemożliwy, ja spałam na gipsowych figurkach Józefa Piłsudskiego”.

Do pękających w szwach piwnic muzeum Niemcy wkrótce zaczęli przywozić rannych. Okoliczni mieszkańcy, widząc ten dramat, przynosili do Muzeum Narodowego domowe apteczki i różne tkaniny, z których można było robić dla rannych bandaże.

„Tylko jak my mieliśmy im pomagać, skoro nawet jedzenia nie było? Było za to potwornie gorąco i trudno się oddychało, ponieważ tuż obok nas płonęły kamienice. W takich warunkach niewiele mogłyśmy zrobić dla ciężej rannych” – opowiadała Maria Gutowska, wówczas 24-latka, która miała za sobą ukończoną szkołę pielęgniarską i dwa lata medycyny. Swój „chrzest” szpitalny przeszła pięć lat wcześniej w Żyrardowie, gdy opatrywała rannych żołnierzy trafiających tam z pola bitwy nad Bzurą.

Niemcy uwolnili w końcu z piwnic Muzeum Narodowego kobiety, dzieci i starców. „Mulka” od razu dołączyła do zespołu pracującego w ambulatorium przy ul. Wspólnej, ale już po kilku dniach dostała przydział do Szpitala Polowego nr 1 „Blaszanka” na Czerniakowie. Mieścił się on przy ul. Przemysłowej 19/21 w Fabryce Opakowań Blaszanych „Tłocznia”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.