Na politycznym spalonym
  • Tomasz Zbigniew ZapertAutor:Tomasz Zbigniew Zapert

Na politycznym spalonym

Dodano: 
Reprezentacja Polski przed meczem z Czechosłowacją, rozegranym w Warszawie, 15 października 1933
Reprezentacja Polski przed meczem z Czechosłowacją, rozegranym w Warszawie, 15 października 1933 Źródło: NAC
Czterokrotnie o mundialowej absencji reprezentacji Polski nie zadecydowało boisko, lecz kwestie pozasportowe

W pierwszym mundialu mogliśmy uczestniczyć bez eliminacji. Regulamin przewidywał bowiem rozgrywanie ich wyłącznie w przypadku zgłoszenia się co najmniej 32 kandydatów. Ostatecznie aplikacje złożyło jedynie 13 państw, ale Polacy i tak nie dojechali do Urugwaju. Czemu zatem zabrakło nas na tych pionierskich zawodach? To ciągle nierozwiązana zagadka, ponieważ archiwum PZPN z lat międzywojennych zaginęło.

Snop światła na zagadkowe kulisy polskiej nieobecności na urugwajskich boiskach rzucają słowa czołowego dziennikarza sportowego tamtej epoki, Jana Erdmana: „Wyjazd polskich piłkarzy do Urugwaju nie doszedł do skutku z przyczyn ekonomicznych. Dopadł nas światowy kryzys gospodarczy i bacznie oglądano każdą złotówkę. A na przygotowania oraz podróż potrzeba ich było bardzo, ale to bardzo wiele”. W podobnym tonie utrzymana jest relacja publicysty i pisarza Karola Zbyszewskiego: „W inauguracyjnym czempionacie globu nie wystąpiliśmy na własne życzenie. Wprawdzie kasa Polskiego Związku Piłki Nożnej świeciła pustkami, lecz sanacja zignorowała potencjał propagandowy płynący z udziału (a może i sukcesu?) Polski w mistrzostwach i nie zaoferowała żadnego wsparcia finansowego”.

Inna kwestia, że mistrzostwa nie mogły przykuć uwagi naszych kibiców. Raczkujące Polskie Radio podawało tylko wyniki meczów, a gazety zamieszczały jedynie lapidarne komunikaty agencji prasowych. Najobszerniejsza była „korespondencja własna” podsumowująca zawody, opublikowana na łamach tygodnika „Stadjon”, sygnowana: M. Książelnicki. Nieodżałowany kronikarz futbolu, redaktor Leszek Jarosz, ustalił, że autorem był Mosze Książelnicki, nasz krajan wyznania mojżeszowego, emigrant przybyły do Ameryki Południowej wraz z żoną, Malką, kilka miesięcy przed pierwszym gwizdkiem urugwajskiego mundialu.

Polityczny walkower

Cztery lata później nasza drużyna narodowa została zmuszona do rezygnacji z uczestnictwa w imprezie, której gospodarzami byli Włosi. Zarazem jednak zapisaliśmy się w sportowych annałach – walkowerem politycznym. Pionierskim w dziejach futbolowych mistrzostw świata!

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.