Krzyki z Wołynia
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Krzyki z Wołynia

Dodano: 
Okolice Korostenia, Wołyń, lata 20. XX wieku. Autor: Jan Bułhak
Okolice Korostenia, Wołyń, lata 20. XX wieku. Autor: Jan Bułhak Źródło: Biblioteka Narodowa, Polona
Rodzina mojego dziadka pochodziła z Wołynia. Tylko jej część przeżyła ludobójstwo UPA. „Drogi bracie Janku! Obecnie jestem i mieszkam u stryjka we Włodzimierzu. Uciekliśmy wszyscy z domu. Mama z Olesiem i Czesiem siedzą już dwa tygodnie w krzakach. Symeny mordują wszystkich Polaków, z Głęboczycy większa połowa ludzi nie żyje” – pisała do mojego dziadka jego siostra

Najczęściej jeździliśmy na jarmarki do Włodzimierza, bo tam odbywały się największe targi, również było dużo różnego rodzaju sklepów. Miasto Włodzimierz było zamieszkane przez Polaków i Żydów. Miasto było raczej handlowe, przemysł też był, ale niezbyt duży.

Do tego było bardzo dużo Wojska Polskiego. Zaraz na początku miasta, jak się wjeżdżało od naszej strony, stały duże, piętrowe, murowane z czerwonej cegły koszary, po obydwu stronach ulicy […]. Często jeździłem do Włodzimierza, przeważnie z ojcem. Moim marzeniem było nieraz godzinami przestać przy koszarach i przyglądać się, jak ułani ćwiczą” – pisał w swoim pamiętniku mój dziadek Jan Szczepański.

Obrazy Wołynia towarzyszyły mu do końca jego dni (zmarł w 1998 r.). Myślę, że spisywanie wspomnień przynosiło mu ulgę, nawet kiedy pisał o rzeczach najtrudniejszych (można odnieść wrażenie, że drżała mu wtedy ręka, bo pismo stawało się bardziej chwiejne).

Wymarzona Głęboczyca

Jan Szczepański urodził się 13 maja 1925 r. Jego przodkowie pochodzili z Mazowsza, a na Kresy trafili po powstaniu styczniowym. Dziadek przyszedł na świat we wsi Grabina, gdzie wraz z rodzicami, Bronisławem i Zofią, a potem z dwa lata młodszą siostrą Wandą i pięć lat młodszym bratem Aleksandrem mieszkał do piątego roku życia.

„Był rok 1931, ojciec gospodarkę w Grabinie sprzedał i kupił drugą, we wsi Świętoczyn. Tam było bardzo ładnie, budynki ładne, zgrabne podwórko, dookoła ogrodzone ładnym płotem, a pośrodku studnia. Jednym słowem, zagroda jak wymalowana w książce na obrazku”.

Dziadkowie nie mieszkali tam jednak długo. Gdy trafił się dobry kupiec, sprzedali gospodarkę i przenieśli się do Hajek, ale później żałowali tej decyzji.

„[…] Hajki była to wieś zamieszkała przez dość zamożnych Ukraińców i właśnie wtedy ogarnęła mnie jakaś tęsknota i sam nie wiedziałem za czym, jak gdybym czuł i wiedział, co się tam stanie za parę lat” – wspominał dziadek.

„Stamtąd zacząłem chodzić do szkoły, do pierwszej klasy. Szkoła była w sąsiedzkiej wsi Jagodno […]. Między Hajkami a Jagodnem przepływała rzeka Turia. Latem przyjemnie tamtędy było przechodzić, bardzo dużo kwiatów kwitło na łące, a przy wodzie stało kilku rybaków i łowiło ryby.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.