• Piotr WłoczykAutor:Piotr Włoczyk

Szał ‘68

Dodano: 
Napisy w jednej ze szkół w trakcie rewolty 1968 roku, Lyon
Napisy w jednej ze szkół w trakcie rewolty 1968 roku, Lyon Źródło:Wikimedia Commons / GeorgeLouis
– Dawni młodzi rewolucjoniści przeniknęli kluczowe obszary życia publicznego, powołując się na autorytet swojego buntu przeciwko opresji – mówi publicysta.

PIOTR WŁOCZYK: Dlaczego to minister edukacji Francji miał się zająć „problemami seksualnymi” jednego z przywódców studenckich protestów z 1968 r?

KACPER KITA: Kwestia ta wypłynęła podczas wizyty ministra na Uniwersytecie Paris Nanterre. Daniel Cohn-Bendit, uważany powszechnie za jednego z prowodyrów protestów, krzyczał wręcz na ministra, że w jego programie dla młodzieży nie ma nic na temat jej problemów seksualnych! Cohn-Bendit zażądał, by minister zajął się jego problemami seksualnymi. Szef resortu edukacji zaproponował mu w odpowiedzi, by student ochłodził się w basenie. Ekscentryczny postulat Cohn-Bendita trzeba rozpatrywać w kontekście haseł tamtej rebelii. Organizatorzy protestów w 1968 r. wystrzegali się formułowania konkretnego programu pozytywnego, skupiając się za to na hasłach w rodzaju: „Zabrania się zabraniać”. Manifestanci narzekali, że są traktowani przez starszych w sposób zbyt autorytarny i potrzebują więcej swobody – przede wszystkim w kwestiach seksualnych, choć nie tylko.

O co tak naprawdę walczył ten prowodyr buntu ’68?

Cohn-Bendit jest tu postacią bardzo charakterystyczną. Personifikował w sferze seksualnej hasło „Zabrania się zabraniać”. Wygląda na to, że to na tym aspekcie ludzkiego życia zależało mu najbardziej. W 1975 r. wydał książkę, w której opisał absolutnie obrzydliwe, pedofilskie zachowania. Po latach wyciągnięto mu to, gdy kwestia pedofilii stała się centralnym elementem walki z Kościołem. I dogrzebano się, że w latach 70., gdy permisywizm seksualny osiągnął na Zachodzie swoje apogeum, Cohn-Bendit pisał zupełnie otwarcie, że pracując w przedszkolu, „pobudzał” dzieci, a one „pobudzały” jego. Później wielokrotnie mu to wypominano w telewizyjnych debatach, m.in. Marine Le Pen nazywała go wprost pedofilem.

Jak to się więc stało, że ten człowiek nie został poddany ostracyzmowi i nie zniknął na zawsze z życia publicznego?

Cohn-Bendit zdobył na lewicy na tyle duży autorytet, że jest właściwie „teflonowy”. Trudno wyobrazić sobie, czy jest w ogóle cokolwiek, co mogłoby go bardziej skompromitować niż pedofilskie wspomnienia w rodzaju: „Och, kiedy pięcioletnia dziewczynka się przed wami rozbiera, to jest to coś fantastycznego”. Tolerancja dla takich wynaturzeń to też jeden z efektów buntu z 1968 r. Cohn-Bendita jest obecnie tym trudniej zaatakować, że już jakiś czas temu przeszedł on na pozycje establishmentowe – zaczął akceptować status quo, popiera coraz głębszą integrację Unii Europejskiej, a działalność wielkich koncernów już mu nie przeszkadza. Najważniejsze, żeby nikt nie próbował ograniczać wolności seksualnej. Cohn-Bendit mocno zaangażował się też w kwestie ekologiczne.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.