Nautilus był to pierwszy w dziejach atomowy okręt podwodny, który przepłynął pod geograficznym biegunem północnym, nie wynurzając się ani na moment. Chwila ta przypadła na apogeum zimnowojennej rywalizacji i było jednym z najbardziej spektakularnych osiągnięć XX wieku.
Perfekcjonista
Historia Nautilusa zaczyna się od człowieka o niezwykle ciekawym życiorysie. Hyman G. Rickover, uważany za ojca amerykańskiej floty atomowej, urodził się w 1900 roku w Makowie Mazowieckim w żydowskiej rodzinie. Jako dziecko wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych. W pracy był człowiekiem tak wymagającym, że współpracownicy określali go mianem pasjonata, a przeciwnicy fanatykiem i tyranem. To właśnie jego upór sprawił, że pierwszy atomowy okręt podwodny świata powstał kilka lat przed planowanym terminem.
![]()
21 stycznia 1954 roku pierwsza dama USA, Mamie Eisenhower, rozbiła butelkę szampana o dziób okrętu w stoczni w Groton w stanie Connecticut. 30 września tego samego roku Nautilus wszedł do służby. Był prawdziwym gigantem w porównaniu z dotychczasowymi okrętami dieslowskimi: miał 97 metrów długości i wyporność ponad 3 tysiące ton. Jego reaktor jądrowy, zasilany uranem, produkował parę napędzającą turbiny. Dzięki temu okręt mógł pozostawać w zanurzeniu praktycznie bez ograniczeń czasowych i osiągać pod wodą prędkość przekraczającą 20 węzłów. Nazwa jednostki nie była przypadkowa. Amerykanie świadomie nawiązali do legendarnej łodzi kapitana Nemo z powieści Juliusza Verne’a.
Kolejne rekordy
Wczesne lata służby Nautilusa to pasmo rekordów. Kulminacją stała się jednak tajna operacja o kryptonimie „Sunshine”, znana też jako „Przejście Północno-Zachodnie”. 23 lipca 1958 roku okręt opuścił Pearl Harbor na Hawajach. Na pokładzie znajdowało się 116 osób: oficerowie, marynarze oraz czterech cywilnych naukowców. Celem było nie tylko osiągnięcie bieguna, ale przede wszystkim udowodnienie, że pod arktycznym lodem można wyznaczyć nową, krótszą drogę z Pacyfiku na Atlantyk.
Okręt popłynął na północ przez Cieśninę Beringa, wynurzył się jeszcze koło Point Barrow na Alasce, a 1 sierpnia zanurkował pod czapę lodową. Płynął na głębokości około 150 metrów. Nad głowami załogi znajdowała się warstwa lodu o grubości od trzech do dziesięciu (lub więcej) metrów. W niektórych miejscach arktyczne słońce przeświecało przez niebieski lód, tworząc niesamowity, prawie nieziemski efekt świetlny. Nawigacja w tych warunkach była niezwykle trudna, a tradycyjne metody zawodziły. Nautilus korzystał z nowatorskiego systemu bezwładnościowego, wcześniej testowanego m.in. w pociskach manewrujących.
![]()
3 sierpnia okręt przeciął geograficzny biegun północny bez zatrzymywania się. Dwa dni później, 5 sierpnia, Nautilus wynurzył się na Morzu Grenlandzkim, między Spitsbergenem a Grenlandią. Cała trasa pod lodem wyniosła około 1830 mil morskich (ponad 3300 kilometrów) i trwała 96 godzin. 7 sierpnia okręt zawinął na Islandię, kończąc historyczny rejs.
Sukces był ogromny. Świętowali nie tylko naukowcy i wojskowi, ale i politycy. W szczycie zimnowojennego konfliktu Amerykanie pokazali Związkowi Sowieckiemu, że potrafią operować pod lodem Arktyki, czyli obszarem o kluczowym znaczeniu strategicznym. Prezydent Dwight Eisenhower osobiście odznaczył komandora Andersona Legią Zasługi, a cała załoga otrzymała Presidential Unit Citation (najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe przyznawane) po raz pierwszy w czasie pokoju.
Nautilus służył jeszcze przez ćwierć wieku i przepłynął niemal pół miliona mil. Wycofano go ze służby 3 marca 1980 roku. Dwa lata później uznano go za Narodowy Obiekt Historyczny. Od 1986 roku stoi jako muzeum w Submarine Force Library and Museum w Groton.
Ciekawostką jest fakt, że nie była to pierwsza próba dotarcia pod biegun okrętem podwodnym. Już w 1931 roku polarnik Hubert Wilkins próbował tego samego na dieslowskiej jednostce… również nazwanej Nautilus. Ekspedycja zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero atomowy napęd i determinacja Rickovera sprawiły, że zamierzenie można było zrealizować.
Czytaj też:
Polak, który pokonał Bank Francji Czytaj też:
Visy na Tygrysy Czytaj też:
Iluzja spokoju. Po co Polska podpisała pakt o nieagresji z ZSRS?
