Lodołamacze „Wajgacz” i „Tajmyr” mijały kolejną dużą czapę lodową. Pod koniec sierpnia słońce schodziło coraz niżej, zbliżając się do linii horyzontu. Choć wciąż trwał dzień polarny, lada chwila miało się to zmienić i nieustanne światło miało zacząć ustępować nocy. Wciąż był to jednak dobry czas na eksplorację wybrzeża. Temperatura często nie schodziła poniżej zera, a lód w Arktyce miał w tym czasie najmniejszą powierzchnię, co pozwalało bezpiecznie docierać do niezbadanych wcześniej zatok i wysypek.
Rosyjscy marynarze płynący na dwóch jednostkach przystosowanych do poruszania się w ekstremalnych, arktycznych warunkach byli częścią rozpoczętej w 1910 r. Ekspedycji Hydrograficznej Oceanu Arktycznego. Było to przedsięwzięcie naukowe finansowane przez rosyjski skarb państwa i marynarkę wojenną, które pomagał przygotowywać m.in. adm. Aleksandr Kołczak, znany później jako jeden z dowódców „białych”. Liczącą 32 osoby załogą złożoną z marynarzy i naukowców dowodził Boris Wilkicki. Część załogi na pewno zdawała sobie sprawę, że bierze udział w historycznym wydarzeniu: mieli dokończyć to, co niemal 200 lat wcześniej zaczął car Piotr I Wielki oraz duński żeglarz w rosyjskiej służbie, Vitus Bering. W latach 30. i 40. XVIII w. Rosja zorganizowała bowiem jedną z największych wypraw eksploracyjnych w historii, zwaną Wielką Wyprawą Północną. Jej celem było zbadanie rosyjskiego wybrzeża arktycznego oraz odkrycie drogi morskiej z Europy do Azji prowadzącej przez Arktykę. Tego drugiego nie udało się wtedy osiągnąć.
„Tajmyr” i „Wajgacz” również miały z tym problem, gdyż arktyczne lody nie pozwoliły przebyć całej trasy. Załoga Wilkickiego nie zmarnowała jednak czasu ani środków przeznaczonych na wyprawę. 3 września 1913 r. marynarze oraz naukowcy płynący w ekspedycji ujrzeli przed sobą ląd, który w teorii nie miał prawa się tam znajdować, ponieważ nie było go na żadnej mapie. Tego dnia ludzie po raz pierwszy stanęli na jednej z ostatnich nieznanych dotąd wysp na Ziemi. Na lądzie wbili w ziemię rosyjską flagę i ogłosili, że „roboczo” wyspa otrzymuje nazwę Tajwaj (był to akronim utworzony od pierwszej sylaby każdego z lodołamaczy). Załoga w kolejnych dniach próbowała lepiej poznać wyspę, lecz brakowało jej na to czasu, gdyż celem wyprawy było zmapowanie syberyjskiego wybrzeża, a nie „zapuszczanie” się coraz bardziej na północ. Nie wiedzieli jeszcze zatem, że znaleźli nie tylko pojedynczą wyspę, lecz także cały archipelag: Ziemię Północną, ostatni nieodkryty ląd na naszej planecie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
