Legendy warowni

Dodano: 
Ruiny zamku w Złotorii
Ruiny zamku w Złotorii Źródło: DoRzeczy / Leszek Lubicki
Nasze zamki nie miały jedynie bronić granic. Były również ośrodkami kolonizacji, a to znaczy, że miały być bezpiecznym i wygodnym gniazdem dla króla, księcia, jego rodziny, urzędników lub – co stało częste w XIV w. – dla prywatnych właścicieli, czyli rycerzy i biskupów.

W obecnych polskich granicach do XIII w. nie było zamków, lecz grody. Różnica jest powszechnie znana. Gród otoczony był pochyłym, misternej konstrukcji wałem zbudowanym z drewna, ziemi i nieobrobionych kamieni. Był odporny na uderzenia taranów, a jeśli oblepiono go gliną – to również na ogień. To właśnie w grodach rozegrały się dwa najsłynniejsze oblężenia w historii Polski średniowiecznej. Mowa o obronie Niemczy w 1017 r. i Głogowa w 1109 r.

Niemcza była grodem dość oryginalnym. W zasadzie były to trzy grody zbudowane na jednym wzgórzu, w razie potrzeby mogące pomagać sobie nawzajem. W tej epoce w Polsce nie było jeszcze rycerzy – czyli wojowników mających osobne prawa, obyczaje, dzierżących prywatne lub feudalne dobra. Elitą wojska byli zawodowi drużynnicy na utrzymaniu księcia, wyposażeni jednak w podobny sposób jak zachodnioeuropejskie rycerstwo.

Atakujący Polskę Henryk II najpierw próbował wziąć Niemczę z marszu. Gdy to się nie udało, zaczął budować trebusze oraz wieże oblężnicze. Chrobry kategorycznie zakazał załodze bluzgać i złorzeczyć napastnikom, którzy widząc milczący gród, uznali jego obrońców za zimnokrwistych profesjonalistów. Niekontrolowane wrzaski mogły poza tym łatwo spowodować wewnątrz grodu panikę.

Po trzech tygodniach przygotowań cesarz dał rozkaz do drugiego szturmu. Wieże mogły podjechać pod gród tylko od południa i tu walki były najkrwawsze. Obrońcy rzucali z wałów faszynę i podpalali ją, od czego zajęła się większość cesarskich wież. W drugiej fali ruszyli na gród lennicy cesarstwa – Czesi. Za pomocą drabin wdarli się na wał, jednak zostali odparci. Po nich szczęścia spróbowali pogańscy Wieleci zachęceni przez cesarza wizją bogatych łupów, ale i oni nie dali rady. Na wałach Niemczy obrońcy wystawili wtedy gigantyczny krzyż, będący przepowiednią i niemym wyrzutem wobec cesarza: „Trzymasz z poganami i dlatego przegrasz!”. Henryk wojnę rzeczywiście przegrał, czego skutkiem był korzystny dla nas pokój w Budziszynie.

Oblężenie Głogowa podczas inwazji Henryka V miało bardzo podobny przebieg, z tą różnicą, że cesarska jazda nieomal wzięła gród z zaskoczenia, wpadając do podgrodzia i siekąc odpoczywających tam polskich wojów. Trzystu obrońców zdołało jednak zawrzeć wrota grodu i przez kilka tygodni bronić się w środku przed cesarskimi hufcami. Po kilkuset latach oblężenie Głogowa stało się powodem do kpin z pewnego znanego polskiego aktora, który raczył stwierdzić, że pod Cedynią Polacy wiązali niemieckie dzieci do machin oblężniczych. Nie pod Cedynią, ale właśnie pod Głogowem, i nie Polacy niemieckie, ale Niemcy polskie. Rzeczone dzieci to synowie głogowskich drużynników oddani jako zakładnicy Niemcom w czasie, gdy polska załoga słała gońców do Krzywoustego z pytaniem, czy pozwoli poddać Głogów. Krzywousty, grożąc potencjalnym defetystom wyrafinowanymi mękami, kazał gród bronić do upadłego.

Artykuł został opublikowany w 1/2024 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

Autor: Jakub Ostromęcki