Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem

Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem

Dodano: 
Otto von Bismarck
Otto von Bismarck Źródło: Wikimedia Commons
Grzegorz Kucharczyk Kulturkampf jest rozumiany tutaj jako program walki z katolicyzmem, rozumianym nie tylko jako religia, ale jako fenomen społeczny i kulturowy. Program ten był lansowany w niemieckich środowiskach liberalno – protestanckich od połowy dziewiętnastego wieku po kres istnienia II Rzeszy w 1918 roku.

Książka opowiada o historii zjawiska antykatolicyzmu, które w przypadku Niemiec ciągnęło się nieprzerwaną linią, od oświecenia po „pozytywne chrześcijaństwo” głoszone przez Narodowo Socjalistyczną Partię Robotników Niemiec (NSDAP). Ugrupowanie to wyrastało z ideologicznego podglebia z gruntu wrogiego nie tylko rzymskiemu katolicyzmowi, ale wobec chrześcijaństwa jako takiego.

Oddajemy do rąk czytelnika opracowanie, które ma również ambicję pomóc w weryfikacji opinii opisujących niemiecki narodowy socjalizm jako „skrajną prawicę”, która „wyrosła z chrześcijańskiego podglebia”. Ani to prawica, ani chrześcijańskie podglebie.

Niniejszy tekst to fragment książki prof. Grzegorza Kucharczyka pt. „Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem”, wyd. Fronda

Głęboki korzenie nienawiści

Niemiecki Kulturkampf wytoczony w latach siedemdziesiątych XIX wieku Kościołowi katolickiemu w Niemczech przez Bismarcka w sojuszu z liberałami znamy przede wszystkim jako kolejną odsłonę toczonej na ziemiach polskich „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”. Jednak był on również (a może przede wszystkim) częścią toczonych w XIX-wiecznej Europie antykatolickich wojen kulturowych. Był także wyraźnym przejawem tego, co we współczesnej nauce nazywa się „wiekiem rekonfesjonalizacji”, czyli wielkim powrotem religii do polityki jako osi najważniejszego sporu o kulturę – od bismarckowskich Niemiec, poprzez III Republikę we Francji, po republikańską (od 1910 roku) Portugalię.

Swoje wersje antykatolickich (antychrześcijańskich) wojen o kulturę od 1917 roku w Rosji toczyli bolszewicy, od początku lat trzydziestych hiszpańscy republikanie (z apogeum podczas wojny domowej w latach 1936–1939), a od 1933 roku narodowi socjaliści w Niemczech. Ci ostatni zastali kulturę polityczną w dużym stopniu przygotowaną przez kolejne Kulturkampfy, które przechodziły przez Niemcy od połowy XIX wieku.

Kulturkampf Bismarcka i niemieckich liberałów był bowiem tylko fragmentem większego procesu, który zaczął się (w przybliżeniu) po Wiośnie Ludów. Od początku do końca bardzo aktywni byli tutaj liberałowie niemieccy, już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku przekonani o tym, że największym zagrożeniem dla „niemieckiej kultury”, „niemieckich wolności”, wreszcie „niemieckich obyczajów” są szkodliwy ze wszech miar „duch Rzymu” i „rzymczyki” (tzn. katolicy). Te poglądy uległy jedynie wyostrzeniu w latach bismarckowskiej „wojny o kulturę” i przetrwały aż do końca istnienia wilhelmińskich Niemiec w 1918 roku.

"Rugi pruskie", obraz Wojciecha Kossaka z 1909 roku

Jak wiadomo, niemieccy narodowi socjaliści inaugurowali swoje rządy za pomocą tzw. wyjątkowego ustawodawstwa, którego najbardziej obrzydliwym przejawem były „ustawy norymberskie” z 1935 roku. Stygmatyzowanie pewnej części społeczeństwa, wskazywanie, że jest ona „elementem obcym”, wszystko to w oparach spiskowej teorii o „spisku światowego żydostwa przeciw Niemcom” nie było bynajmniej niczym nowym dla niemieckiej kultury politycznej. Grunt był dobrze przygotowany przez kolejne liberalne (liberalno-protestanckie) Kulturkampfy. Wystarczy, zamiast słowa „Żydzi”, wstawić słowo „katolicy” (a w przypadku teorii spiskowej: „jezuici”), by analogia stała się bardzo czytelna.

Rzecz jasna, grubym uproszczeniem byłoby twierdzić, że korzenie narodowego socjalizmu tkwią tylko w antykatolickich idiosynkrazjach XIX-wiecznego niemieckiego liberalizmu. Z drugiej jednak strony, bez poznania antykatolickich uprzedzeń żywionych i rozwijanych przez niemieckich (pruskich) liberałów trudno zrozumieć te aspekty niemieckiej kultury politycznej (myśli politycznej), które sprzyjały narodzinom i rozkwitowi ideologii narodowosocjalistycznej.

Należy jednak pamiętać, że antykatolickie imaginarium niemieckich (pruskich) liberałów w dużej mierze ukształtowane zostało pod wpływem epoki oświecenia, pełnej antykatolickich fobii i zabobonów. Nie była to zresztą przypadłość jedynie niemieckiej wersji „wieku świateł”. Duch nietolerancji i pogardy wobec katolików i katolicyzmu unosił się również we francuskich salonach oświeceniowych i przenikał w zachodniej Europie całą, wielką „diecezję bez granic” (wolnomularstwo).

O tym jest ta książka, która przedstawia zarys kolejnych liberalnych Kulturkampfów – od lat pięćdziesiątych XIX wieku po kres istnienia wilhelmińskiej Rzeszy – wymierzonych w niemiecki katolicyzm. Kulturkampf jest tutaj rozumiany jako program walki z katolicyzmem (rozumianym nie tylko jako religia, lecz także jako fenomen społeczny i kulturowy) artykułowany w niemieckich środowiskach liberalnych (czy też liberalno-protestanckich) od połowy XIX wieku po kres istnienia II Rzeszy w 1918 roku. Tak rozumianych Kulturkampfów było w tym okresie trzy: od Wiosny Ludów do zjednoczenia Niemiec w 1871 roku; tzw. bismarckowski Kulturkampf (lata siedemdziesiąte XIX wieku); oraz trzeci Kulturkampf z przełomu XIX i XX wieku, charakteryzujący się mocnym akcentowaniem wątków „narodowo-protestanckich”.

Tylko w przypadku drugiego z trzech wymienionych tutaj niemieckich „wojen o kulturę” państwo aktywnie wzięło udział w urzeczywistnianiu liberalnego programu budowania Niemiec zjednoczonych przeciw Rzymowi. W latach osiemdziesiątych XIX wieku Bismarck systematycznie rozmontowywał ustawodawstwo Kulturkampfu. Po pierwsze, aż do kresu istnienia II Rzeszy katolicy byli faktycznie dyskryminowani w obsadzaniu ważnych stanowisk państwowych. Po drugie, pozostała kultura polityczna przesiąknięta antykatolickimi resentymentami wciąż kształtowała radykalny niemiecki nacjonalizm (volkizm) rozwijający się na przełomie XIX i XX wieku. Ten zaś w dużej mierze oddziaływał na ideologię niemieckiego narodowego socjalizmu.

Książka jest więc opowieścią o historii „długiego trwania” zjawiska antykatolicyzmu, który w przypadku Niemiec ciągnął się linią niezbyt prostą, lecz nieprzerwaną, od oświecenia po „pozytywne chrześcijaństwo” głoszone przez Narodowosocjalistyczną Partię Robotników Niemiec (NSDAP). Ugrupowanie to wyrastało z ideologicznego podglebia w gruncie rzeczy wrogiego nie tylko rzymskiemu katolicyzmowi, ale wobec chrześcijaństwa jako takiego. Także o tym jest to opracowanie, które ma ambicję pomóc w weryfikacji obiegowych opinii, opisujących niemiecki narodowy socjalizm jako „skrajną prawicę”, która „wyrosła z chrześcijańskiego podglebia”. Ani to prawica, ani chrześcijańskie podglebie.

Okładka książki prof. Grzegorza Kucharczyka pt. „Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem”, wyd. Fronda

Walka z Rzymem jest toposem obecnym od wieków w niemieckiej kulturze, w tym w kulturze politycznej. Kolejne emanacje antykatolickiej propagandy i polityki – od epoki oświecenia po rządy narodowosocjalistyczne w Rzeszy Niemieckiej do 1939 roku – są ilustracją tego zjawiska. Identyfikacja sporej części poddanych króla pruskiego, a od 1871 roku także cesarza niemieckiego z papieskim Rzymem, była traktowana przez zwolenników „postępu i nowoczesności” nad Renem i Łabą z różnymi odcieniami niechęci przemieszanej z pogardą. To dziedzictwo zostało podjęte przez niemieckich narodowych socjalistów, również podejmujących dyskurs o postępie i nowoczesności, nadając tym pojęciom nowe znaczenie, ale – jak podkreślali sami ideolodzy i przywódcy NSDAP – wyrastające z „naukowych podstaw”.

Rzym oznaczał zacofanie, nietolerancję, ciało obce w wielkiej niemieckiej ojczyźnie. Anty-Rzym, czyli antykatolicyzm od czasów oświecenia po rządy NSDAP w Rzeszy Niemieckiej od 1933 roku, identyfikował się jako motor oraz gwarancja modernizacji, postępu i tolerancji.

W tle unosiła się zapożyczona od francuskich jakobinów maksyma, że „nie ma wolności (postępu, tolerancji) dla wrogów wolności (postępu, tolerancji)”. Z biegiem wieków zmieniało się grono „wrogów wolności/postępu/tolerancji”. Niektórzy dochodzili, inni znikali (Żydzi, socjaldemokraci, wolnomularze, Słowianie). Jednak zawsze w tym gronie byli katolicy.

Świadomie pomijam tutaj wątek prześladowania Kościoła działającego na ziemiach polskich wcielonych do Prus w wyniku zaborów. Po pierwsze dlatego, że temat ten (zwłaszcza dzięki wysiłkowi wybitnych badaczy tej problematyki, takich jak ks. prof. Zygmunt Zieliński i Lech Trzeciakowski) został już wyczerpująco opracowany w polskiej literaturze naukowej. Pod drugie, celem książki jest spojrzenie przede wszystkim na dzieje zmagań niemieckiego katolicyzmu z antykatolicką kulturą polityczną tworzoną od połowy XIX wieku nad Renem i Sprewą przez niemiecki liberalizm, zaprowadzający wolność żelazną ręką państwa.

Na omówienie w osobnym opracowaniu zasługuje ludobójcza eksterminacja katolickiego duchowieństwa oraz katolickiej inteligencji na okupowanych ziemiach polskich, dokonana przez różne agendy (wojskowe, policyjne i cywilne) Rzeszy Niemieckiej po 1 września 1939 roku. Jednak − aby zrozumieć nienawiść, jaką państwo niemieckie rządzone przez narodowych socjalistów oraz funkcjonariusze tego państwa żywili wobec Kościoła katolickiego nad Wartą i Wisłą, trzeba poznać jej długą historię, sięgającą swoimi najgłębszymi korzeniami „wieku świateł”.

Niniejszy tekst to fragment książki prof. Grzegorza Kucharczyka pt. „Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem”, wyd. Fronda

Czytaj też:
Historyk o słowach Nowackiej, Auschwitz i AfD. "Niewyobrażalna skala szkód dla Polski"
Czytaj też:
Prezydent powołał nowych doradców. Na liście znane nazwiska
Czytaj też:
Dramat zesłańców. Do dziś nie wiadomo, ilu Polaków wywieźli Sowieci

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Fronda