Ostatni wielki pożar Krakowa. Niewiele brakowało, a spłonęłoby całe miasto

Ostatni wielki pożar Krakowa. Niewiele brakowało, a spłonęłoby całe miasto

Dodano: 
Pożar Krakowa, obraz Teodora Baltazara Stachowicza
Pożar Krakowa, obraz Teodora Baltazara Stachowicza Źródło: Wikimedia Commons
Pożar Krakowa, który miał miejsce w 1850 roku, uznawany jest za jedno z najtragiczniejszych wydarzeń, jakie dotknęło miasto w XIX stuleciu. Tragedia mogłaby być jeszcze większa, ale wiatr szczęśliwie nie rozniósł płomieni jeszcze dalej

Pożar zaczął się 18 lipca 1850 roku. Ogarnął znaczną część centrum oraz ówczesnych przedmieść. Spaliła się prawie cała zabudowa południowej pierzei Małego Rynku, południowa i połowa wschodniej pierzei Rynku Głównego oraz budynki przy ulicach: Krupniczej, Gołębiej, Wiślnej, Franciszkańskiej, Dominikańskiej, Brackiej, Grodzkiej (do przecięcia z Poselską), Stolarskiej, Wielopole i Starowiślnej. Zniszczeniu uległo, jak się szacuje, dziesięć procent zabudowy miasta: około 160 kamienic i domów, a także Pałac Biskupi i pałac Wielopolskich, kościoły św. Franciszka z Asyżu, Świętej Trójcy, św. Norberta i (częściowo) św. Józefa oraz przylegające do nich klasztory.

Susza i łatwopalne dachy

Jak wykazało późniejsze śledztwo, pożar został wywołany przez przypadek. Zaczęło się w tzw. Dolnych Młynach nad Młynówką Królewską przy końcu ulicy Krupniczej. Nieumyślnymi sprawcami byli młynarczyk Piotr Fic i Jan Trójka, który terminował u kowala Ignaszewskiego. Pracowali oni nad dopasowaniem żelaznej obręczy na wał koła młyńskiego, którą rozgrzali. Od zapalonego w izbie czeladnej ognia zajęły się cewie – drewniane kliny do kół młyńskich, suszone w kominie. Pożaru nie udało się mężczyznom ugasić i młyn stanął w płomieniach.

Kościół Świętej Trójcy przed pożarem, widok z placu Wszystkich Świętych, Kraków, pierwsza poł. XIX wieku

Silny wiatr wkrótce rozniósł ogień na sąsiednie budynki. W ciągu pół godziny spłonęło dziewięć drewnianych domów. Niespodziewanie pożar przeniósł się do centrum. Bardzo silny wiatr przerzucał zarzewia ponad ogrodami i Plantami, niosąc płonące gonty, resztki rupieci, tlące się ziarno oraz przepalone orzechy włoskie, które zachowywały się jak najlepsza podpałka.

Zabudowa centrum była wyjątkowo podatna na ogień. Prawie wszystkie budynki, nawet Sukiennice, kryte były gontem, który po dwóch miesiącach suszy, bo w okolicach Krakowa przez kilka tygodni wstecz w ogóle nie padał deszcz, stał się ekstremalnie łatwopalny. Do tego wiele kamienic miało wciąż drewniane elementy, a na strychach domostw, zresztą wbrew przepisom, gromadzono rupiecie, które zapalały się od razu, kiedy dach kamienicy zajął się ogniem.

Ogień strawił m.in. kamienicę Emilii Bartynowskiej przy Gołębiej, Drukarnię Uniwersytecką, kościół św. Norberta, zabudowania przy Wiślnej i Gołębiej. W wielkim niebezpieczeństwie znalazło się Collegium Maius z Biblioteką Jagiellońską – uratowali je studenci i profesorowie, m.in. Józef Muczkowski, Stefan Kuczyński i Wincenty Pol.

Po krótkim czasie pożar ogarnął południową pierzeję Rynku Głównego, ulicę Bracką, Pałac Biskupi, kościół Franciszkanów, pałac Wielopolskich, Grodzką, Stolarską i wschodnią pierzeję Rynku, a następnie kościół Świętej Trójcy z klasztorem Dominikanów. Pod wieczór ogień zatrzymał się na wysokości południowej pierzei Małego Rynku i ulicy św. Józefa. Nietknięte przetrwały m.in. kamienica Wentzla (Pod Obrazem) i pałac Jabłonowskich dzięki dachom z blachy lub dachówki.

„Gdyby w czasie palenia się wiatr na inną stronę miasta skierował się, całe miasto poszłoby w perzynę” – pisał lekarz i poseł na Sejm Wolnego Miasta Krakowa, Fryderyk Hechel.

18 lipca 1850 roku zapisał najczarniejszymi zgłoskami w dziejach Krakowa. Historyk i księgarz Ambroży Grabowski pisał:

„Ten dzień 18 lipca był prawie dniem sądu Bożego. Dym i płomienie osiadały nad całym miastem i zasłoniły przed wzrokiem całe niebo... Wicher szalał, niosąc palące się głownie, gonty, iskry i zasypując nimi dachy domów... Trzask palących się gontów, huk upadających dachów... płacz, krzyk, lament ludzi... było to tak okropne, że przechodzi możliwość opowiedzenia lub opisania”.

Walka z żywiołem

Z ogniem mieszkańcy Krakowa walczyli głównie na własną rękę Straż pożarna była słabo wyposażona, a strażacy nieliczni. Pomocy udzielali też austriaccy żołnierze, choć wielu Krakowian zarzucało później wojskowym władzom austriackim, że w czasie pożaru zrobili zbyt mało i nie kwapili się do wysyłania jednostek na pomoc płonącemu miastu.

Nabożeństwo na gruzach kościoła Świętej Trójcy po pożarze Krakowa w 1850 roku. Oryginał rysunku w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej

W kolejnych dniach dogaszano tlące się zgliszcza. 26 lipca wybuchł pożar na Kleparzu, ale dzięki brakowi wiatru spłonęło tylko sześć domów. Ofiar śmiertelnych było pięć – m.in. małżeństwa Żebrowskich i Ziobrowskich oraz Filipowski. Ponadto byli liczni ranni, a około tysiąc rodzin zostało bez dachu nad głową. Straty materialne były ogromne, szacowane na milion złotych reńskich lub ponad 4,5 mln złotych polskich. Spłonęły cenne zbiory sztuki, biblioteki (m.in. 16 tys. woluminów u dominikanów), wyposażenie kościołów. Zniszczeniu uległy nagrobki, ołtarze, obrazy Dolabelli i inne skarby.

Wielki pożar z 1850 roku był ostatnią tak wielką tragedią, jaka spotkała Kraków. Po pożarze zaczęto wprowadzać przepisy, które miały zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości: nastąpił rozwój straży pożarnej, zaczęto lepiej chronić zabytki, wprowadzono nowe standardy w budownictwie. Odbudowa centrum Krakowa trwała piętnaście lat, a kościołów nawet kilka dekad.

Na pomoc wszystkim pogorzelcom ruszyli mieszkańcy niezajętej ogniem części Krakowa. Niemal natychmiast po ustaniu pożaru zawiązano Komitet Pogorzeli (za zgodą austriackich władz cywilnych i wojskowych). Przewodnictwo nad nim objęli hrabina Zofia Potocka oraz Wincenty Kirchmajer, kupiec i bankier. Na rzecz osób poszkodowanych zbierano pieniądze we wszystkich trzech zaborach. Datki przekazali m.in. biskupi Wrocławia i Lyonu, papież Pius IX oraz cesarz Franciszek Józef. Rada Miejska zwolniła poszkodowanych od opłat miejskich i przedłużała im koncesje. Władze austriackie, aby ułatwić odbudowę miasta, zwolniły natomiast od ceł materiały budowlane importowane z Królestwa Polskiego (Kongresówki) i Prus, na pewien czas zawiesiły podatek konsumpcyjny od żywności oraz przekazały około sto tysięcy złotych reńskich na odbudowę budynków rządowych.

Czytaj też:
Straszny koniec buntowników. Król nie miał żadnej litości
Czytaj też:
505 lat symbolu. Ponad pół wieku temu Kraków głośno świętował
Czytaj też:
Kultowy, historyczny szlak. Mimo swoich trudności przyciąga masę turystów

Opracowała: Anna Szczepańska
Źródło: DoRzeczy.pl