Rumkowski - dyktator getta łódzkiego. Zbrodniarz czy wybawiciel?
  • Piotr ZychowiczAutor:Piotr Zychowicz

Rumkowski - dyktator getta łódzkiego. Zbrodniarz czy wybawiciel?

Dodano: 

W getcie wprowadzony został również kult jednostki. Jego obiektem był oczywiście „Prezes”. Dziś trudno powiedzieć, na ile było to zaplanowane odgórnie, a na ile był to efekt lizusostwa, jakie cechowało otoczenie Rumkowskiego. Czytając wydawaną w getcie gazetę „Geto-Cajtung”, trudno nie uniknąć skojarzeń z opiewającą Stalina sowiecką „Prawdą”. Płomienne mowy wygłaszane przez Rumkowskiego do mieszkańców dzielnicy zamkniętej – według części świadków – miały być zaś wzorowane na wystąpieniach Hitlera.

Kluczowe w zrozumieniu fenomenu, jakim było getto łódzkie, jest jednak to, że Rumkowski był zagorzałym syjonistą. Na terenie swojego państewka starał się więc zrobić mniej więcej to samo, co działo się wówczas w Palestynie. Dokonać przemiany Żydów z narodu kupców w naród robotników i rolników. Stworzyć nowego Żyda, który po wojnie będzie budował wymarzone państwo żydowskie.

Getto, tak jak przyszły Izrael, miało być autonomiczne i samowystarczalne. Na terenie zamkniętej dzielnicy szkolono młodych chaluców, czyli przyszłych żydowskich osadników w Palestynie. Rumkowski był niemal do końca przekonany, że po wojnie triumfalnie zawiezie ich na Bliski Wschód. Dlatego chronił chaluców przed kolejnymi deportacjami. Tak jak chronił inny „materiał wartościowy” – lekarzy, pisarzy, inżynierów. Ludzi, którzy mieli przydać się w Palestynie.

Niemiecka i żydowska policja przy bramie do getta łódzkiego

Chcąc zamienić Żydów w normalne nowoczesne społeczeństwo, Chaim Rumkowski wypowiedział wojnę przebywającym na terenie getta chasydom. Nakazał im zgolić brody i pejsy, a nawet skrócić tradycyjne chałaty. Zabronił działania jesziw, czyli tradycyjnych szkół talmudycznych, których uczniowie nie pracują, tylko zajmują się zgłębianiem tajemnic Tory.

„Dziś przyjechał z Łodzi Rumkowski – pisał kronikarz getta warszawskiego Emanuel Ringelblum. – Opowiadał cuda o łódzkim getcie. Jest tam państwo żydowskie”.

Seks i przemoc

Stworzony przez Rumkowskiego system – tak jak każdy totalitaryzm – niemal natychmiast doprowadził do poważnych patologii. Policjanci żydowscy nagminnie nadużywali władzy wobec cywili i stali się zmorą getta. Przedstawiciele obozowej elity (tak zwane szyszki) załatwiali sobie dodatkowe przydziały żywnościowe i opływali w luksusy. Podczas gdy zwykli Żydzi konali z głodu, oni uprawiali hazard w lokalu Adria.

Rozprzestrzeniała się plaga kradzieży, oszustw i łapownictwa. Głośna stała się sprawa heimów, czyli sanatoriów na położonym na obrzeżach getta Marysinie. Zamiast robotników korzystali z nich członkowie żydowskiego patrycjatu. W getcie szerzył się nepotyzm. Wystarczyło mieć dobre koneksje, aby przyzwoicie się „ustawić” i żyć w dobrobycie.

„Dużo szyszek – pisał świadek Jakub Poznański – ma drugie mieszkania latem na Marysinie. Żony i inne kobiety, a nawet mężczyźni, cały dzień plażują i wylegują się na trawie. Podobnie nawet grają i tańczą, urządzają równe hece i wszystko niedaleko drutów, na oczach Niemców, których to bardzo szokuje”.

Jaką rolę odgrywał w tym procederze Rumkowski? Jedyne, co można mu zarzucić, to posiadanie dwóch mieszkań – zimowego w centrum miasta i letniego na wspomnianym Marysinie. Wydaje się jednak, że „Prezes” gardził dobrami doczesnymi. Jadał kiepsko – co rano członkowie rodziny przynosili mu do biura termos z owsianym kleikiem i dwa kawałki chleba. Pił zwykłą wodę.

Rumkowski pracował po kilkanaście godzin na dobę. Kosztowało go to bardzo wiele. Jak wynika z relacji jego współpracowników, miał skołatane nerwy, po wyjątkowo trudnych negocjacjach z Niemcami – chodziło o ocalenie 25 żydowskich skazańców – zasłabł. Po getcie przemieszczał się dorożką zaprzężoną w „szpakowatego konika”.

W getcie Rumkowski się nie wzbogacił. Zarzuty, jakie mu stawiano, są innej natury. Po pierwsze „Prezes” stosował przemoc. Publicznie, na ulicy, bił po twarzy ludzi, którzy próbowali wręczyć mu podanie lub bezpośrednio zwrócić się z jakąś prośbą. Policzkował ludzi, którzy – według niego – źle wykonywali swoje obowiązki. Raz zdarzyło się nawet, że pewien młody człowiek oddał Rumkowskiemu policzek. Natychmiast trafił do więzienia.

Drugi zarzut jest poważniejszy. Otóż Rumkowski, mimo swego podeszłego wieku, miał pociąg do młodych dziewcząt. Zachowały się relacje kobiet, które były przez niego molestowane seksualnie. Andrzej Bart, autor powieści poświęconej „Prezesowi” „Fabryka Muchołapek”, sugeruje, że miał on również skłonności pedofilskie.

Czytaj też:
Prawdziwe oblicze Schindlera. Spielberg ukrył niewygodną prawdę

Jedną z dziewcząt, które padły ofiarą „Prezesa”, była 17-letnia Lucille Eichengreen. W swoich wspomnieniach ujawniła, że Rumkowski zmuszał ją do stosunków. „Brał mnie za rękę – pisała – kładł ją sobie na penisie i mówił: »Rozpal go…«. Cały czas odsuwałam się od niego, a on wciąż się do mnie przysuwał, to było straszne. Byłam tym wstrząśnięta, chciał, żebym wprowadziła się do mieszkania, do którego tylko on miałby dostęp. Zaczęłam płakać – nie chciałam się tam wprowadzać. Nie mogłam zrozumieć, jak można było czegoś takiego żądać… ale seks w getcie był bardzo cennym towarem i handlowało się nim jak każdą inną rzeczą”.

Już na terenie getta dowiedziała się, że Rumkowski molestował dzieci jeszcze przed wojną, gdy kierował domem dla żydowskich sierot na Helenówku. Przyszły „Prezes” miał gwałcić tam dziewczynki oraz… 13-letniego chłopca o imieniu Julek. Ten ostatni fakt dziś jest już nie do zweryfikowania.

Wielka Szpera

Rumkowski znalazł się na równi pochyłej. Jego strategia polegająca na niedrażnieniu Niemców i spełnianiu ich wszystkich oczekiwań wkrótce doprowadziła go do sytuacji tragicznej. Władze okupacyjne zaczęły domagać się od niego coraz większej liczby ludzi do deportacji. Rumkowski nie mógł odmówić.

„Aby uratować getto, muszę działać szybko. Jak chirurg, który amputuje członki, by serce nie ustało – tłumaczył swoje działania »Prezes«. – By ratować całość, poświęcę jednostkę” – dodawał. Gdzieś umknęło mu jednak to, że całość składała się właśnie z jednostek. I kolejne poświęcanie jednostek ostatecznie może doprowadzić do zagłady całości.

Pod koniec sierpnia 1942 r. Niemcy zażądali wydania im 24 tys. ludzi. Rozpoczęto dramatyczne negocjacje, w wyniku których Rumkowskiemu udało się zmniejszyć tę liczbę do 20 tys. Musiał jednak się zgodzić na deportację starców, chorych oraz… dzieci.

W efekcie rozegrał się dramat, który przeszedł do historii jako Wielka Szpera. 4 września „Prezes” wystąpił z mową, w której padły słynne słowa: „Dajcie mi swoje dzieci”. Tłumaczył w niej mieszkańcom dzielnicy zamkniętej, że muszą poświęcić swoje potomstwo, by ratować siebie i resztę mieszkańców getta – wówczas jeszcze około 80–90 tys. ludzi.

Mowa ta wywołała panikę. Ludzie ukrywali swoje dzieci albo całymi rodzinami popełniali samobójstwa. Żydowska policja rzuciła się do wypełniania rozkazu „Prezesa” i czyniła to z wyjątkową brutalnością i gorliwością. Jej funkcjonariuszom obiecano bowiem, że ich dzieci zostaną ocalone. Musieli tylko wyłapać i dostarczyć na dworzec resztę nieletnich… Getto stało się areną iście dantejskich scen.

„Zmobilizowano żydowską policję – pisał świadek Jakub Poznański. – Dziś rano obstawiono szpitale. Ze szpitala przy Mickiewicza pacjenci podjęli gremialną ucieczkę. Na miejscu pozostało tylko czternastu obłożnie chorych. Całą noc trwał pościg za uciekinierami. Wyciągano ich z łóżek i odstawiano do szpitala”.

Chaim Rumkowski w czasie rozmowy z niemieckim nadzorcą getta Hansem Biebowem

Po zakończeniu Wielkiej Szpery Rumkowski wezwał pozostałych przy życiu do zachowania spokoju i powrotu do normalnej pracy.

Postawie Rumkowskiego przeciwstawia się często postawę szefa Judenratu w warszawskim getcie Adama Czerniakowa. Kiedy Niemcy, w lipcu 1942 r., zażądali od niego podpisania obwieszczenia o deportacji Żydów do Treblinki, Czerniakow odmówił. I popełnił samobójstwo, zażywając cyjanek potasu.

Czyn Czerniakowa przeszedł do historii jako akt heroizmu. Szef Judenratu bez wątpienia uratował swój honor osobisty. Warszawskim Żydom jednak jego śmierć w niczym nie pomogła. „Zrobił źle – pisał Henryk Makower – bo po jego odejściu pozostało blisko 400 tysięcy ludzi bez kierownictwa. Powinien był, moim zdaniem, to przewidzieć i wykazać jeszcze większą odwagę, pozostając przy życiu”.

Pracujące na pełnych obrotach łódzkie getto dotrwało do lata 1944 r. Tempo sowieckiej ofensywy było zawrotne i wydawało się, że zdobycie Łodzi i jej getta przez Armię Czerwoną jest kwestią dni. Wybuchło jednak powstanie warszawskie i Stalin, chcący doprowadzić do wykrwawienia Armii Krajowej, zatrzymał swoje wojska na linii Wisły. Niecałe 140 km od Litzmannstadt.

Dało to Niemcom niezbędny czas. Decyzję o zniszczeniu getta podjął osobiście Reichsführer-SS Heinrich Himmler. 29 sierpnia ostatni transport z Żydami z Łodzi wyruszył do Auschwitz. W pociągu znalazł się Chaim Rumkowski…

Łzy dyktatora

Trafną ocenę Rumkowskiego przedstawił więzień getta Bencjon Borsztajn. „Nie był osobą o jednoznacznym charakterze – pisał o »Prezesie« – był wewnętrznie rozszczepiony, jeden jego rys był przeciwieństwem drugiego”. Rzeczywiście Rumkowski był pełen kontrastów. Z jednej strony jak lew walczył o ratunek dla Żydów, z drugiej potrafił dopuszczać się czynów najbardziej ordynarnych i niskich.

Sam Rumkowski nie miał sobie nic do zarzucenia. Choć oczywiście miał momenty zwątpienia, generalnie uważał, że droga, którą obrał, była słuszna. Niemal do końca miał nadzieję, że jego strategia zakończy się sukcesem. Że uratuje przynajmniej część swoich ludzi. Chciał, by po wojnie go zrozumiano i doceniono. „Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu” – mówił.

Sylwetka Chaima Mordechaja Rumkowskiego nie byłaby pełna, gdyby nie pewna okoliczność jego śmierci. Otóż Biebow zaoferował mu możliwość ratunku. Nie musiał jechać do Auschwitz, mógł wyjechać razem z Niemcem do Rzeszy. Kiedy jednak odmówiono mu prawa do uratowania rodziny, odrzucił propozycję. Postanowił podzielić los rodziny i mieszkańców getta. Dobrowolnie pojechał na śmierć.

„Obok mnie – pisał Moniek Kaufman o swoim przybyciu do Birkenau – na schodkach, jakich się używa pod szubienicę, siedział Rumkowski z rodziną. Siwe jego włosy były rozwiane, a oczy spuszczone. Siedział ten stary morderca i w ostatniej godzinie przed śmiercią przyglądał się zakończeniu getta. Po ustawieniu wszystkich piątek ruszyliśmy w drogę. Ominął nas samochód ciężarowy, na którym siedział Rumkowski z rodziną. Rumkowski, mijając szereg, płakał. Klątwy i wyzwiska, które przez cały okres jego panowania padały pod jego adresem, odprowadziły go i teraz w jego ostatniej podróży”.

Pewien czas temu w jednym z polskich kin odbył się pokaz filmu poświęconego Rumkowskiemu. Na sali obecni byli głównie Żydzi. Po zakończeniu projekcji miała się odbyć dyskusja, która przerodziła się w niezwykle ostrą, emocjonalną awanturę. Sala podzieliła się na zdecydowanych obrońców i zdecydowanych krytyków „Prezesa”. Myślę, że obie strony miały mocne argumenty.

Artykuł został opublikowany w 6/2016 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.