Zabójstwo czerwonego zdrajcy. Przerażająca zemsta wywiadu PRL
  • Piotr ZychowiczAutor:Piotr Zychowicz

Zabójstwo czerwonego zdrajcy. Przerażająca zemsta wywiadu PRL

Dodano: 
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski 
Szpieg PRL Władysław Mróz przeszedł na stronę tajnych służb Zachodu. Zemsta jego kolegów z „firmy” była przerażająca.

Jasnożółty peugeot 403 sunął uliczkami podparyskiej Argenteuil. W środku było trzech mężczyzn. Kierowca. Obok niego pasażer. A na tylnym siedzeniu mężczyzna z pistoletem w garści. Lufa pistoletu przystawiona była do głowy siedzącego z przodu pasażera. Wysokiego, szczupłego mężczyzny około trzydziestki. Jechali w milczeniu. Tylko kierowca co pewien czas spoglądał we wsteczne lusterko, aby upewnić się, że w ślad za nimi jedzie citroen 2 CV z obstawą. Nagle pojazd zaczął zwalniać. Wjechali w Route de Saint-Gratien, ulicę, przy której znajdowało się zwałowisko kamieniołomu.

Pasażer zrobił się niespokojny, zaczął się nerwowo rozglądać.
– Panowie, gdzie my jedziemy? – spytał po polsku. – To jakaś pomyłka.
– Zdradziłeś, Mróz – wycedził grobowym głosem siedzący na tylnej kanapie mężczyzna.
– A za to jest tylko jedna kara.

W tej samej chwili rozległ się pierwszy strzał. A zaraz po nim drugi. Mężczyzna nie mógł chybić. Strzelał z przyłożenia. Jedną kulę wpakował pasażerowi w głowę, a drugą w szyję. Czaszka ofiary dosłownie eksplodowała. Cały przód samochodu w ułamku sekundy pokrył się krwawym rozbryzgiem. Kule roztrzaskały szybę. Peugeot zatrzymał się przy zwałowisku. A zaraz za nim citroen, z którego wyskoczyło dwóch kolejnych mężczyzn. Otworzyli drzwi peugeota i wywlekli z niego bezwładne ciało. Zaczęli obszukiwać kiszenie denata. Udało im się znaleźć i zabrać dokumenty osobiste. W tym momencie doszło jednak do nieprzewidzianych komplikacji.

W stronę samochodów szedł energicznym krokiem właściciel posesji położonej naprzeciwko zwałowiska. Francuz był przekonany, że ma do czynienia z osobami podrzucającymi nielegalnie śmieci. Mężczyźni wskoczyli do peugeota, kierowca wcisnął gaz do dechy i samochód odjechał z piskiem opon. Na miejscu został citroen z otwartymi drzwiami. Francuz zdążył zapisać część numeru rejestracyjnego uciekającego pojazdu. A następnie – ku swojemu przerażeniu – zobaczył leżące obok samochodu zakrwawione ciało. Pobiegł do domu, aby zadzwonić po policję. Francuscy inspektorzy, którzy natychmiast wszczęli śledztwo, szybko odnaleźli żółtego citroena. Stał zaparkowany w podparyskiej Saint-Ouen. W środku znaleziono plamy krwi, dwie dziury po kulach i dwie pistoletowe łuski. Okazałosię, że pojazd 48 godzin przed morderstwem został ukradziony. Policja bez większego trudu zidentyfikowała również denata. Był Polakiem i nazywał się Władysław Mróz. Oficjalnie pracował jako fotograf, ale francuskie służby doskonale wiedziały, że w rzeczywistości był kapitanem wywiadu PRL, który przybył do Paryża, aby stworzyć siatkę szpiegowską.

(...)

Cały tekst w najnowszym numerze miesięcznika!

Cały artykuł dostępny jest w 3/2020 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.