Tajemnica śmierci Róży Luksemburg. Jak zginęła słynna polska komunistka?
  • Marcin BartnickiAutor:Marcin Bartnicki

Tajemnica śmierci Róży Luksemburg. Jak zginęła słynna polska komunistka?

Dodano: 

Hipoteza Tsokosa

Michael Tsokos – kierujący oddziałem medycyny sądowej w szpitalu Charité – stwierdził w maju 2009 r., że zwłoki pochowane w grobie Róży Luksemburg należały prawdopodobnie do innej osoby. Ciało zginęło z grobu w 1935 r., gdy miejsce pochówku zostało zdewastowane przez nazistów. Nie wiadomo, co stało się ze zwłokami. Gdy wyłowiono je z Landwehrkanal po kilku miesiącach, było już w stanie zaawansowanego rozkładu. Sekcji zwłok dokonało jednak dwóch wybitnych specjalistów. Jak twierdzi prof. Tsokos, raport wskazuje, że ciało wyłowione z kanału należało do kogoś innego. Eksperci stwierdzili m.in., że nogi kobiety są równej długości, co zaprzecza, że mieli do czynienia ze zwłokami Róży Luksemburg.

Władze Niemiec chciały zamknąć sprawę śmierci liderki komunistów szybko i przy jak najmniejszym rozgłosie. Niewykluczone więc, że wyłowienie innego ciała z Landwehrkanal 1 czerwca 1919 r. wykorzystano do zorganizowania pogrzebu i zamknięcia sprawy. W opinii Tsokosa raport z autopsji wskazuje, że zwłoki uznane za należące do Róży Luksemburg, mogły być ciałem samobójczyni. Niewykluczone też, że była to inna ofiara walk w Berlinie. W samym powstaniu Spartakusa zginęło w styczniu kilkaset osób. Ciało było trudne do zidentyfikowania i znajdowało się w stadium rozkładu wskazującym, że przeleżało w wodzie kilka miesięcy.

Z kolei szczątki odnalezione w piwnicy szpitala wskazują, że może być to ciało Róży Luksemburg. Są pozbawione głowy, dłoni i stóp, które mogły oderwać się, ponieważ w tych miejscach do zwłok przywiązano obciążenie mające zatrzymać szczątki na dnie kanału. Zgadza się również wiek – Róża Luksemburg została zamordowana w wieku 47 lat.

Czytaj też:
Prostytutki Stalina. Te nazwiska na zawsze będą budziły obrzydzenie

Hipotezie Tsakosa zaprzeczył Klaus Gietinger w wydanej w 2010 r. książce „Rosa Luxemburgs Tod – Dokumente und Kommentare”. Raport z sekcji zwłok nie jest jedynym dokumentem wskazującym na tożsamość kobiety uznanej za Różę Luksemburg. Mathilde Jacob – przyjaciółka zamordowanej dokonała identyfikacji ciała. Widziała je na policyjnych zdjęciach. Rozpoznanie samych zwłok było już niemożliwe, kobieta wskazała jednak, że odnalezione ciało ubrane jest w suknię Luksemburg, należą do niej również rękawiczki, które Róża otrzymała od identyfikującej ciało Jacob. Do Luksemburg miał też należeć znaleziony na zwłokach złoty amulet.

Dokumenty przypisujące odnalezionym zwłokom tożsamość Róży Luksemburg mogły jednak zostać sfałszowane. Kierujący akcją schwytania i zamordowania komunistycznych liderów Waldemar Pabst stwierdził w 1962 r. w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”, że polecenie morderstwa wydał minister obrony, socjalista Gustav Noske. Decyzja miała zapaść na najwyższym szczeblu, miał ją podjąć kanclerz Friedrich Ebert. Obaj politycy zdecydowali się wykorzystać Freikorpsy do stłumienia komunistycznej rewolucji. Egzekucja komunistycznych liderów wpisywała się w ich plan. Naturalną konsekwencją tych działań musiało być więc zatarcie wszelkich śladów wskazujących na prawdziwych sprawców. Nie tylko aby uchronić się przed odpowiedzialnością, lecz także aby powstrzymać kolejne fale buntów i prób obalenia władzy.

Znaczki bez śliny

Morderstwo w gangsterskim stylu, mimo że trudne do pochwalenia, okazało się niewielką ceną za powstrzymanie komunistycznej rewolucji. Nawet jeśli w Niemczech przybrałaby ona łagodniejszy charakter niż w Rosji – tak chciała Róża Luksemburg – skala terroru i tak byłaby olbrzymia. Rewolucja Luksemburg miała mieć również charakter ekonomiczny – z odbieraniem majątków i parcelowaniem posiadłości ziemskich włącznie. Niemcy nie oddaliby ich dobrowolnie. Jeśliby niemieccy socjaliści nie posunęli się do morderstw politycznych, nawet gdyby ostatecznie udało im się opanować sytuację, to skala terroru byłaby znacznie większa, a widmo regularnej wojny domowej, ze wsparciem bolszewików dla niemieckich komunistów, było całkiem realne. Nie dziwi więc, że kolejne niemieckie rządy nie były zainteresowane skazaniem sprawców morderstwa.

Pomnik Luksemburg w Berlinie nad Landwehrkanal (2005)

Powstanie wzniecone w styczniu 1919 r. w Berlinie m.in. przez Różę Luksemburg, mimo że wiązało się z ryzykiem przejęcia władzy w Niemczech przez komunistów, dla Polski okazało się korzystne. Niemcy zajęci walką z komunistami nie mogli wesprzeć swoich żołnierzy walczących z powstańcami wielkopolskimi w decydującym momencie naszego zrywu. Rząd w Berlinie zdławił skutecznie komunistyczne rewolty, poniósł jednak porażkę w walce z Polakami. Walki z komunistami dały Polsce niezbędny czas na podjęcie działań dyplomatycznych, dzięki którym udało się przekonać Francję do wywarcia presji na Niemcy, aby zaakceptowały nową granicę z Polską, wywalczoną przez powstańców. Z kolei utworzenie państwa polskiego i nasza wojna z bolszewikami powstrzymały możliwość sowieckiego wsparcia dla niemieckich komunistów, które mogłoby okazać się decydujące.

Kierujący akcją Waldemar Pabst, który wydał rozkaz zabójstwa, nigdy nie odpowiedział za zbrodnię. Po II wojnie światowej wyjechał do Szwajcarii. W 1955 r. wrócił jednak do Niemiec, angażował się w działalność skrajnej prawicy i neonazistów. Zmarł w 1970 r. w wieku 89 lat.

Na kilka miesięcy więzienia skazani zostali Otto Wilhelm Runge oraz Heinz von Pflugk-Harttung, którzy brali udział w zbrodni. Kurt Vogel za ukrycie zwłok miał trafić do więzienia na cztery miesiące. Udało mu się jednak uciec. Hermann Souchon, który według jednej z hipotez miał pociągnąć za spust, został uniewinniony, a następnie wyjechał do Finlandii. W czasie rządów Hitlera objęła go amnestia.

Kwestia zwłok Róży Luksemburg pozostała nierozstrzygnięta. Nie ma bowiem materiału genetycznego, który mógłby posłużyć do porównania z denatką znalezioną w piwnicy szpitala Charité. Profesor Tsokos nie znalazł śladów DNA na listach. Liderka komunistów nie miała w zwyczaju przyklejania znaczków pocztowych na ślinę, co mogło pozostawić na nich DNA, ale przyklejała je za pomocą wody. Tsokos sprawdzał również zielnik przechowywany w Warszawie w Archiwum Akt Nowych. Luksemburg zasuszała rośliny, opisywała je skrupulatnie w języku niemieckim i po łacinie. Prowadziła go nawet podczas pobytu w więzieniu. Nie zostawiła w nim jednak własnych śladów genetycznych. Wiadomo, że jej grób, do którego pielgrzymują zwolennicy radykalnej lewicy, pozostaje pusty.

Artykuł został opublikowany w 5/2018 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.