Poniższy tekst jest fragmentem książki Zdzisława Gajdy pt. „Historia medycyny dla każdego” (Wyd. Fronda)
Medycyna z jej problemami bardziej wnikała w historię powszechną i kształtowała nasze dzieje, niż sobie z tego zdajemy sprawę. A działo się to zarówno w odniesieniu do całych społeczeństw, jak i do jednostek nimi kierujących: przywódców politycznych i duchowych. W historii Grecji mówi się o słynnej zarazie ateńskiej i jej skutkach, które miały wpływ na bieg dziejów greckich; jedną z przyczyn upadku imperium rzymskiego – zdaniem niektórych historyków – miała być gnębiąca mieszkańców Rzymu malaria, której źródło było w pobliskich bagnach; epidemia dżumy wyraźnie przyspieszyła upadek średniowiecza i stworzyła warunki do rozwoju nowych prądów odrodzeniowych; cholera i gorączka okopowa (tyfus plamisty?) nieraz przyczyniały się do klęsk jednych i zwycięstw drugich, zwłaszcza w czasie oblężeń. Klęska Napoleona nie jest wyłącznie tryumfem militarnym Rosjan, lecz wynikiem epidemii cholery. W czasie I wojny światowej więcej zginęło ludności cywilnej i żołnierzy z powodu chorób epidemicznych, niż z powodu działań wojennych. O tym dobrze wiedzieli Niemcy, przygotowując się do nowej wojny. Ich przesadną ostrożność względem chorób zakaźnych udawało się wykorzystywać Polakom do własnych celów.
![]()
A oto dwa przykłady szczególnych sytuacji, w których nie losy jednostek, ale wynik bitwy miał uwarunkowania zdrowotne. W bitwie pod Waterloo, Napoleon, bóg wojny, który zazwyczaj ze wzgórza, siedząc na koniu, patrzał na swoich żołnierzy i był przez nich widziany, który wzrokiem elektryzował ich i zagrzewał do walki, tym razem, zniewolony zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi spędzał większość czasu w wygódce. Wynik bitwy wiadomy. W jakim stopniu choroba cesarza miała na to wpływ?
Drugi przykład pochodzi z naszej historii. Oto bitwa grunwaldzka. W przeddzień niezwykły upał. W nocy burza i huragan. Król Władysław Jagiełło, jak pisze Długosz, „stanął na polach Tannenberga i Grunwaldu, mających się wsławić przyszłą w dniu tym bitwą i pomiędzy gajami i gąszczami, które zewsząd to miejsce zakrywały, kazał rozbić namioty”. Słońce wschodziło. Wojsko krzyżackie wyszło w pole. Oczekiwano starcia. Tymczasem król „wysłuchał z wielkim nabożeństwem dwóch mszy”. Witold niecierpliwił się. Hufce stały w gotowości do bitwy, tymczasem „żadne prośby i zaklęcia, a nawet samo niebezpieczeństwo, nie zdołały oderwać króla od nabożeństwa”. Słońce wschodziło coraz wyżej. Krzyżacy stali w otwartym polu. Nie atakowali „wnosząc atoli, że wojsko królewskie nie przypadkowo, ale umyślnie obrało stanowisko między gajami i zaroślami”, bali się zasadzki. Król nie ruszał jednak do walki. Słońce Krzyżakom przygrzewało. Niecierpliwili się. Herold, który zjawił się przed Jagiełłą z dwoma mieczami, proponuje w imieniu mistrza Ulryka ustąpienie pola, by wciągnąć króla do walki. I rzeczywiście, „wojsko krzyżackie wystąpiło na pole obszerniejsze, aby snać czynem potwierdzić to, co przez swoich posłanników mistrz zapowiedział”. Jest upalny lipiec. Słońce stoi już wysoko. Król wreszcie dał hasło do walki.
![]()
To opóźnienie Długosz odnosił do pobożności króla, bo nie znał spraw rycerskich, ale Jagiełło wiedział, i to z własnego doświadczenia, jak jest ubrany rycerz. My słyszeliśmy co najwyżej o kolczudze i zbroi, a tymczasem aż siedem warstw różnych materiałów okrywało jego ciało. Tak odziany rycerz, stojąc na słońcu, po kilku godzinach nietknięty spadał z konia. Udar cieplny! Jagiełło tak by tego nie nazwał, ale ze skutków, jakie wywoływało słońce na stojących w otwartym polu Krzyżakach, doskonale zdawał sobie sprawę. Dlatego swoich rycerzy ukrył w krzakach i zaroślach; jednym słowem w cieniu. I czekał. Dostatecznie długo.
Poczynania jednostek sprawujących władzę uzależnione były od różnych czynników, w tym również od chorób. Karol V odziedziczył po matce Joannie Szalonej endogenną psychozę, schizofrenię, co uniemożliwiło mu sprawowanie władzy nad rozległym terytorium cesarstwa. Z tego powodu musiał zrezygnować z Niderlandów, a następnie z Hiszpanii.
Najdokuczliwszą wszakże chorobą nękającą króla była podagra, która ujawniła się już w 30. roku życia. Król, mimo wskazań lekarzy, jadł i pił ponad miarę, co zaostrzało ataki, tak że okresowo nie mógł sprawować władzy. Choć z przekonania katolik, nie miał dość siły, by dostatecznie ostro wystąpić przeciw Lutrowi. Stąd zrodziło się powszechne przekonanie, że „podagra cesarza uratowała reformację”.
