PIOTR WŁOCZYK: Skąd się wziął pomysł na operację „Cezary”?
PIOTR LIPIŃSKI: Ubecy dowiedzieli się ze źródeł agenturalnych, że niedługo do Polski przyjedzie Adam Boryczka, kurier Delegatury Zagranicznej Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN). Uznali to za świetną okazję do stworzenia wielkiej prowokacji.
Mówimy o początku 1948 r. W listopadzie poprzedniego roku aresztowany został Łukasz Ciepliński, dowódca IV – ostatniej prawdziwej – Komendy WiN.
UB od dłuższego czasu chciał stworzyć organizację podziemną, która pozwoliłaby bezpiece osiągnąć dwa główne cele. Najważniejszy był zagraniczny: „wyjście” na Zachód w celu dezinformacji Delegatury WiN w Niemczech, a za jej pośrednictwem także wywiadów amerykańskiego i brytyjskiego. Drugi cel, krajowy, był moim zdaniem tak naprawdę mniej istotny: chodziło o zinfiltrowanie i doszczętne rozbicie resztek podziemia. Pamiętajmy, że wtedy – w 1948 r. – podziemie było już bardzo słabe, choć oczywiście angażowało nieproporcjonalnie duże siły komunistyczne.
Po tym, gdy aresztowano całe dowództwo IV Komendy WiN, przejęcie kontroli nad podziemiem i przeprowadzenie wielkiej prowokacji wydawały się w zasięgu bezpieki. Bardzo szczęśliwie dla ubeków udało im się zwerbować Stefana Sieńkę, dość istotnego członka IV Komendy WiN.
Bez niego ta operacja mogła się powieść?
Trudno to sobie wyobrazić, ponieważ był to absolutnie kluczowy człowiek. Ubecy nie mogli sobie tego lepiej wymarzyć.
(...)
Cały wywiad dostępny w najnowszym numerze miesięcznika!