Zbrodnie świętego Konstantyna
  • Sławomir KoperAutor:Sławomir Koper

Zbrodnie świętego Konstantyna

Dodano: 
Obraz "Chrzest św. Konstantyna" namalowany przez uczniów Rafaela
Obraz "Chrzest św. Konstantyna" namalowany przez uczniów Rafaela Źródło: Wikimedia Commons
Konstantyn Wielki jest uznawany z jednego z najwybitniejszych władców Rzymu. Zjednoczył cesarstwo, dokonał jego reformy oraz zapewnił chrześcijaństwu zwycięstwo nad innymi wyznaniami imperium. Cesarz uznawany przez Kościół prawosławny za świętego ustalił datę obchodzenia Bożego Narodzenia na 25 grudnia. Władca miał również drugie, rzadziej pamiętane dziś oblicze. Zamknął swoją żonę w łaźni i ugotował ją żywcem, bo wcześniej zamordował przez nią syna.

Zamęt polityczny w cesarstwie rzymskim w III w. n.e. umożliwił zdobywanie władzy ambitnym wodzom, nie sprzyjał jednak stabilizacji. Potworne straty w ludziach podczas bratobójczych wojen, ciężkie walki na granicach imperium groziły upadkiem państwa. Potrzebny był genialny polityk i reformator, a do tego człowiek, który potrafiłby utrzymać się na tronie wystarczająco długo (przez 49 lat zmieniło się aż 22 cesarzy, było również ponad 30 uzurpatorów).

I taki człowiek się pojawił – w 284 r. do władzy doszedł Dioklecjan. Przeprowadził gruntowne reformy polityczne i gospodarcze, a co najważniejsze – pozostał na najwyższym stanowisku 20 lat. A na koniec dobrowolnie abdykował, uznając, że jego misja dobiegła końca.

Dioklecjan nie zamierzał podzielić losu poprzedników. Doszedł do wniosku, że Imperium Rzymskie jest zbyt wielkie, aby jedna osoba mogła nim sprawnie kierować. Po dwóch latach samodzielnych rządów ogłosił współrządcą jednego z wodzów – Maksymiana, a siedem lat później powołał dalszych dwóch współwładców (Galeriusza i Konstancjusza), opracowując nowy system sprawowania rządów. Najwyższą władzę miało sprawować dwóch równorzędnych cesarzy noszących tytuł Augusta i dwóch zastępców z tytułem Cezara (tzw. tetrarchia, czyli władza czterech). Oczywiście najwyższa władza pozostała w rękach Dioklecjana, a jego współpracownicy pełnili jedynie funkcję pomocniczą. Cesarz zaplanował, że po 20 latach Augustowie abdykują, a ich miejsce zajmą zastępcy, którzy dobiorą sobie kolejnych Cezarów. I faktycznie sam abdykował w 305 r., skłaniając do tego również Maksymiana.

Dioklecjan wprowadził wiele reform, dzięki którym państwo rzymskie miało przetrwać jeszcze przez półtora wieku. Zreorganizował siły zbrojne, sposób zarządzania prowincjami, zajął się gospodarką. I chociaż nie we wszystkich dziedzinach osiągnął sukces, imperium wyszło z kryzysu. A jak zwykle w takich przypadkach bywa, najsłabszym ogniwem reform Dioklecjana okazała się wiara w dobrowolne zmiany na tronie, bez względu na więzy rodzinne i ambicje.

Tetrarchia załamała się wkrótce po abdykacji jej twórcy. Maksymian jeszcze dwukrotnie wracał do władzy, z pominięciem przy obsadzie tronu nie pogodzili się synowie dotychczasowych tetrarchów. W pewnym momencie imperium miało aż ośmiu cesarzy zajadle rywalizujących o władzę. Jednym z nich był Konstantyn, któremu potomni nadali przydomek Wielki.

Rebeliant

Przyszły święty był synem Konstancjusza Chlorusa, jednego ze współrządców Dioklecjana. Tetrarchia w praktyce wykluczała jednak naturalną sukcesję, co stanowiło zalążek przyszłych rebelii. Jednak pierwszą osobą, która złamała zasady Dioklecjana, był właśnie Konstantyn. Jego ojciec zmarł w 306 r. w Brytanii i podległe mu legiony niezwłocznie okrzyknęły cesarzem Konstantyna. Wybraniec armii wysłał wkrótce list do legalnych współrządców, w którym bardzo pokrętnie tłumaczył się z zaistniałej sytuacji. Podobno żołnierze zmusili go do przyjęcia władzy, chociaż on sam się opierał. Ze łzami w oczach zrzucał purpurowy płaszcz, spinał konia do ucieczki, ale legioniści byli bezwzględni. Grożono mu nawet śmiercią (!), jeżeli się nie zgodzi. Wobec tego dla dobra państwa przyjął godność w obawie, że żołnierze znajdą mniej godnego kandydata. A zatem nie chciał, ale musiał.

Posąg Konstantyna w Yorku

Uzurpacja była jednak normalną drogą do purpury w dziejach cesarstwa rzymskiego i nawet twórca systemu tetrarchii zdobył tron poprzez rebelię. Buntownicy pozostawali rebeliantami tylko do chwili zwycięstwa, a później stawali się pełnymi czci wybrańcami bogów. Tak też zapewne myślał Konstantyn, obejmując władzę po ojcu. Cała intronizacja została dobrze wyreżyserowana, była to zbyt ważna sprawa, aby pozwolić na improwizację. Protesty przeciwko wyborowi były stałym elementem wszelkich uzurpacji, takie wahanie się było w dobrym tonie. Pół wieku później Julian Apostata również miał urządzać podobne sceny, chociaż całą akcję wcześniej dokładnie zaplanował.

Konstantyn różnił się jednak od innych uzurpatorów z epoki cesarstwa. Legalni współrządcy uznali prawnie jego władzę – rzecz raczej bez precedensu w dziejach imperium. Dziwny postępek tetrarchów miał jednak swoje głębokie uzasadnienie. Legiony brytyjskie i galijskie uchodziły za najbardziej wartościową część armii i starcie zbrojne zapowiadało się wyjątkowo krwawo. Plemiona barbarzyńskie zza Renu i Dunaju od dawna czekały na taką okazję i osłabienie oddziałów granicznych mogło mieć fatalne następstwa. Sto lat później Germanie wykorzystali wojnę domową i odsłonięcie granicy skończyło się upadkiem cesarstwa. Uznanie Konstantyna wydaje doskonałe świadectwo innym przywódcom, ale i tak w Rzymie okrzyknięto cesarzem Maksencjusza, syna Maksymiana.

Konstantyn zrewanżował się tetrarchom w sposób sobie właściwy – w ciągu kilkunastu lat kolejno wyeliminował współrządców ze sceny politycznej. Tylko Galeriusz zmarł śmiercią naturalną, a pozostali padli ofiarą człowieka, któremu kiedyś zaufali.

Zbrodniarz

Konstantyn miał na sumieniu wiele istnień ludzkich, tak jak zresztą i inni władcy w dziejach. W biografii Konstantyna można znaleźć morderstwa, których ofiarami padli członkowie najbliższej rodziny imperatora. To niezwykle ciekawa lista i nie powstydziłby się jej Tyberiusz czy Kaligula:

1. Maksymian – teść,
2. Maksencjusz – brat żony,
3. Licyniusz – mąż siostry,
4. Kryspus – syn,
5. Fausta – żona.

A jeżeli dodamy, że mordercą był pierwszy chrześcijański cesarz Rzymu, uznawany przez Kościół prawosławny za świętego, to ten fakt robi jeszcze większe wrażenie. A gdzie miłosierdzie i wybaczenie – cnoty zalecane przez naukę chrześcijańską? Przecież Neron wymordował mniej członków własnej rodziny, a uchodził za potwora. Tym bardziej że powody usunięcia ze świata żywych wyżej wymienionych osób były czasami wręcz niepoważne.

Teść Konstantyna jeszcze dwa razy usiłował powrócić na tron. Za pierwszym razem wywołał bunt przeciwko synowi, a za drugim przeciwko zięciowi. Była to postać bez wątpienia odrażająca, ale skompromitowana w oczach opinii publicznej i chyba już nieszkodliwa. Konstantyn był jednak przezorny i polecił go powiesić. Na poczekaniu spreparowano historyjkę o tym, jak to ułaskawiony buntownik zakradł się w nocy z nożem w ręku do sypialni Konstantyna i przyłapany na gorącym uczynku sam sobie wymierzył sprawiedliwość. A do tego dodano jeszcze wątek dzielnego eunucha ratującego cesarza, a wszystko w mdłym sosie propagandy najgorszej jakości. Konstantyn miał chyba jeszcze wówczas wyczucie sytuacji i wolał rozgłosić, że teść popełnił samobójstwo.

Osoba numer dwa na liście – Maksencjusz, syn poprzedniej ofiary. Tym razem był to przeciwnik w pełnym tego słowa znaczeniu, konkurent do władzy na zachodzie imperium. Trwała regularna wojna, Konstantyn zatriumfował, a Maksencjusz zginął podczas ucieczki. To jednak było zbyt mało i Konstantyn najwyraźniej żałował, że szwagier nie wpadł żywcem w jego ręce. Rozkazał odnaleźć zwłoki Maksencjusza, a jego odciętą głowę nakazał obnosić na włóczni po ulicach Rzymu. Gdyby polecił stracić szwagra, byłby mniejszym barbarzyńcą, niż gdy pohańbił jego zwłoki, tak jak jego pogańscy poprzednicy.

Trzecia ofiara – Licyniusz. System tetrarchii upadł wkrótce po uzurpacji Konstantyna i cesarstwo stało się areną bezwzględnej walki o władzę. I jak w takich sytuacjach zwykle bywa, zawierano różne sojusze, a Konstantyn związał się z Licyniuszem. Obaj zresztą figurowali pod słynnym edyktem mediolańskim zapowiadającym koniec prześladowań chrześcijan. W ciągu kilku lat wspólnie wyeliminowali kolejnych rywali, Licyniusz poślubił nawet siostrę Konstantyna, co uznano za dowód pełnego zrozumienia i harmonii. W rzeczywistości jednak obaj szykowali się do wojny i gdy doszło do starcia, zwycięstwo odniósł Konstantyn. Pokonany rywal zdał się na łaskę szwagra, a ten zagwarantował mu życie. Jednak po kilku miesiącach polecił go zamordować, tłumacząc, że Licyniusz szykował się do powrotu na tron. Wyglądało to na pretekst, by pozbyć się szwagra na zawsze. Zamordowano jeszcze małoletniego syna Licyniusza, tak na wszelki wypadek.

Niebawem po zgładzeniu Licyniusza ofiarą cesarza padł jego własny syn – Kryspus. Młodzieniec był oficjalnym następcą tronu, uznawano go za niezłego wodza i cieszył się dużą popularnością. Według oficjalnej relacji przyczyną śmierci Kryspusa była jego namiętność do własnej macochy. Podobno chciał zgwałcić żonę swojego ojca, a ta poskarżyła się mężowi. Cesarz wpadł we wściekłość (był bardzo zazdrosny) i kazał syna zamordować.

Po kilku miesiącach doszło do nowej tragedii w rodzinie cesarskiej. Tym razem ofiarą była oskarżycielka, druga żona cesarza. Faustę zamknięto w łaźni i stale podnosząc temperaturę, ugotowano żywcem. Pomysł równie makabryczny co oryginalny, jednak żona cesarza sama uknuła intrygę w celu pozbycia się pasierba. Miała z Konstantynem trzech synów, którym chciała zagwarantować sukcesję. Nie miała większych oporów moralnych, nie obszedł ją los brata i ojca (Maksencjusza i Maksymiana). Konstantyn uwierzył w winę Kryspusa, zapewne zresztą żona przedstawiła mu wiarygodnych świadków. Pierworodny nie żył, ale ziemia zaczęła się palić cesarzowej pod nogami. Jej przeciwnicy nie próżnowali, a szczególnie wyróżniała się matka Konstantyna od dawna skłócona z synową. Konstantyn również powoli uświadamiał sobie rozmiar popełnionej zbrodni i jego gniew skierował się przeciwko oskarżycielce.

Helena, matka Konstantyna, pochodziła z plebejskiej rodziny i przez wiele lat była konkubiną jego ojca. Ten po osiągnięciu godności cesarskiej poślubił kobietę z odpowiedniej sfery, podobnie postąpił Konstantyn. Kryspus był owocem nieformalnego młodzieńczego związku, co nie umacniało jego pozycji na dworze. Po objęciu władzy oficjalną żoną Konstantyna została Fausta, córka Maksymiana. Helenę drażniło zarozumialstwo synowej, a co więcej, była bardzo przywiązana do pierworodnego wnuka. I łatwo przekonała syna o zbrodniach Fausty. Cesarz osobiście wybrał okrutny sposób unicestwienia żony. Nie wiadomo, co chciał w ten sposób osiągnąć – może sprawiło mu to przyjemność, a może chciał dać odstraszający przykład. Jednak bez wątpienia osiągnął inny efekt. Już w starożytności mówiono, że Konstantyn splamił się zbrodniami godnymi Nerona. A złośliwość historii sprawiła, że pierwszy cesarz prześladowca i pierwszy cesarz chrześcijanin mogą stanąć obok siebie. Jeden jednak uchodzi za potwora, drugi odbiera zaś cześć jako święty.

Trzynasty Apostoł

Wkrótce po zdobyciu dominującej roli w świecie rzymskim hierarchia kościelna odeszła od propagowanego ubóstwa. Kościoły zamieniły się w kosztowne pałace, a biskupi w udzielnych książąt. Sprzeczność nauki Chrystusa z praktyką życiową rzucała się w oczy. Pycha niektórych hierarchów nie miała granic i to nie ostentacyjne bogactwo było najważniejsze. Biskup Atanazy z Aleksandrii, powracając z wygnania, dosiadł bardzo skromnego osiołka i otoczył się szpalerem wiernych, tak jak Chrystus wjeżdżający do Jerozolimy!

Trudno Konstantyna nazwać skromnym. Zachowane przekazy nie pozostawiają wątpliwości, że przykład szedł z dworu cesarskiego. W Rzymie ustawiono ogromny posąg imperatora, którego ocalałe fragmenty (głowa i stopa) dają wyobrażenie o wielkości monumentu. Wystawiono również łuk triumfalny – jeden z trzech zachowanych do naszych czasów. Ikonografia budowli nie pozostawia żadnych wątpliwości – cesarz szczycił się swoim zwycięstwem nad Maksencjuszem. A przecież wojna domowa była przez wieki tematem wstydliwym i unikano zewnętrznych przejawów triumfu. Juliusz Cezar po zwycięstwie nad Pompejuszem oficjalnie święcił triumf nad jego sprzymierzeńcami z krajów ościennych.

Fragment marmurowego posągu Konstantyna

Konstantyn jednak nie miał oporów tak jak jego poprzednicy i nie dbał o pozory. Cesarz zresztą starał się rozsławić własne imię wszelkimi sposobami. I jeden z nich okazał się wyjątkowo trwały. U schyłku panowania wybudowano nową stolicę państwa, nowy Rzym. Wybór padł na stare greckie Bizancjum leżące na pograniczu Europy i Azji. W ciągu kilku lat powstało ogromne miasto, któremu cesarz z właściwą sobie skromnością nadał własne imię. Wypadek bez precedensu w dziejach imperium, dotychczas nie budowano nowych stolic, a tym bardziej nie nazywano ich imieniem panującego.

Posągi, łuki, miasta mogą śmieszyć, ale następny przykład zakrawa już na bluźnierstwo. Władca przyjął chrzest dopiero na łożu śmierci, ale grobowiec dla siebie przygotował jednak wcześniej. W kościele Świętych Apostołów w Konstantynopolu ustawiono porfirowy sarkofag, wokół którego rozmieszczono 12 pustych grobów. Zamiar imperatora był czytelny, puste sarkofagi symbolizowały groby 12 apostołów. A cesarz sugerował, że był 13., tym najważniejszym apostołem, że uczynił dla religii więcej niż uczniowie Jezusa. I dlatego zarezerwował dla siebie centralne miejsce.

Nawrócony?

Po śmierci Konstantyna powstało wiele legend opisujących jego nawrócenie, podobno widywał znaki na niebie, uleczono go z trądu, ukazywały mu się anioły (poganie twierdzili, że wcale nie były to anioły, tylko Apollo). Cesarz miał skłonność do cudownych wizji, a ich interpretacja zależała od światopoglądu. Przed bitwą z Maksencjuszem (pod mostem Mulwijskim w pobliżu Rzymu) Konstantyn rozkazał wymalować na tarczach swojej armii pewien symbol, który podobno widział we śnie na niebie poprzedniej nocy. Prawdopodobnie był to znak solarny znany od pokoleń na terenach śródziemnomorskich. Wyznawcą Słońca Niezwyciężonego był ojciec cesarza, a kult był popularny w armii rzymskiej. Przypadek sprawił, że podobnego symbolu używali chrześcijanie jako monogramu Chrystusa (litera X przecięta pionową kreską).

Przy odrobinie dobrej woli można odczytać znak na tarczach jako symbol chrześcijański, szczególnie że cesarz zrezygnował z prześladowań wyznawców nowej religii. Przyniosło mu to znaczną popularność, a Konstantyn był zbyt wytrawnym politykiem, aby tego nie zauważyć. Od tej chwili można zaobserwować religijną dwuznaczność w postępowaniu cesarza. Jego wypowiedzi, edykty i używane symbole można odczytywać jako kontynuację tradycji albo zwrot w kierunku chrześcijaństwa. I w tym duchu ustalono niedzielę jako dzień świąteczny. Był to tradycyjny dzień odpoczynku dla pogan (Dzień Słońca, co do dziś zachowało się w wielu językach) i dzień świąteczny dla chrześcijan.

To jednak nie wszystko. 25 grudnia obchodzono Święto Narodzin Słońca, z datą narodzin Chrystusa były zaś problemy. Skoro jednak niektóre źródła wskazywały również na ten dzień, to nic nie stało na przeszkodzie, aby 25 grudnia uznać również za dzień narodzin Chrystusa. Efekty cesarskiej polityki są widoczne do dziś.

Konstantyn zamierzał wykorzystać chrześcijaństwo do konsolidacji państwa, głosząc hasło: „Jedno państwo, jeden cesarz, jedna religia”. Myślał logicznie, albowiem chrześcijaństwo ze swoją doskonale rozwiniętą organizacją wydawało się wymarzonym partnerem dla imperatora. Tym razem jednak poniósł klęskę, pojawiły się schizmy i herezje, a wyznawcy Chrystusa rozpoczęli wzajemne prześladowania.

Cesarz konsekwentnie popierał jednak nową religię, poszukiwał rozwiązania sporów drogą pokojową. Zwoływane sobory, włącznie ze słynnym Soborem Nicejskim w 325 r., nie przyniosły jednak spodziewanych rezultatów. Efektem poszukiwań wspólnego stanowiska dla wiernych było ustalone słynne credo nicejskie (zaczynające się od słów: „Wierzę w Boga”), będące po dziś dzień częścią składową liturgii w Kościele katolickim.

Chociaż zdecydowanie opowiedział się za chrześcijaństwem, to niemal do końca życia pozostawał poganinem. Ochrzczony został na łożu śmierci, zaledwie na dwa dni przed zgonem. Kronikarze chrześcijańscy zgodnie twierdzili, że w następstwie tego faktu zrzucił cesarską purpurę i od tej chwili żył już wyłącznie dla spraw ducha. Tymczasem następnego dnia (dzień przed śmiercią) władca podpisał pewien interesujący dokument. Na jego mocy kapłani kultu rodziny panującej (a więc poganie) mieli być na zawsze zwolnieni od podatków i innych świadczeń. I to po raz kolejny potwierdziło eklektyzm religijny Konstantyna. Dla chrześcijan miał być apostołem, a dla pogan bogiem. Niewiara w nową religię? Nie, raczej twarde realia polityki...

Artykuł został opublikowany w 2/2014 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.