Kuba sprzed reżimu. Wyspa, która miała być drugimi Karaibami

Kuba sprzed reżimu. Wyspa, która miała być drugimi Karaibami

Dodano: 
Kuba
Kuba Źródło: Unsplash / Alexander Kunze
Zanim reżim Fidela Castro pogrążył Kubę w biedzie, było to miejsce pełne kontrastów, ale gospodarczo należało do najbogatszych i najdynamiczniej rozwijających się krajów Ameryki Łacińskiej.

W latach 40. i 50. XX wieku wyspa znajdowała się w ścisłej czołówce regionu pod względem dochodu na mieszkańca, liczby samochodów, telefonów, a nawet telewizorów. Rozkwit turystyki, stabilny eksport cukru oraz duży napływ amerykańskiego kapitału tworzyły obraz kraju, który miał realną szansę stać się karaibskim państwem dobrobytu. Jednocześnie za fasadą eleganckich hoteli i nowoczesnych aut toczyła się gra polityczna, która w końcu doprowadziła do całkowitego przetasowania układu sił.

Kuba niegdyś bogaty kraj

Kuba była cukrową potęgą – to nie przesada. Monokultura trzciny cukrowej decydowała o wszystkim: o strukturze eksportu, o budżecie państwa, o poziomie życia. Kraje Zachodu, zwłaszcza Stany Zjednoczone, chętnie kupowały kubański cukier po preferencyjnych stawkach, co gwarantowało wyspie stabilny dopływ dewiz. Ten napędzał urbanizację, modernizację usług publicznych, a także rozwój klasy średniej, która żyła na poziomie niespotykanym w większości państw regionu.

Równolegle rozwijała się turystyka – i to w tempie, którego nie powstydziłyby się ówczesne potęgi turystyczne. Hawana lat 50. była synonimem luksusu, nocnego życia i swobody, przyciągając Amerykanów spragnionych czegoś, czego nie mogli dostać u siebie w czasach surowych regulacji obyczajowych. Kasyna, kabarety, rewie i wielkie hotele nad oceanem stały się wizytówką wyspy. W ich budowę inwestowano miliony dolarów, często pochodzących z kapitału o wątpliwym pochodzeniu. To tutaj amerykańska mafia — z postaciami pokroju Meyera Lansky’ego — miała wyjątkowo silne wpływy, współpracując z lokalnymi politykami i służbami.

Bogactwo, choć nierównomiernie rozłożone, było widoczne. Kuba miała więcej telewizorów w przeliczeniu na mieszkańca niż Hiszpania, a Hawana była jednym z pierwszych miast regionu z nowoczesną siecią neonów i klimatyzowanych budynków. Stolica tętniła życiem dzień i noc, oferując światową kulturę, rozwinięte szkolnictwo i szeroką ofertę pracy dla specjalistów.

Władza, która miała dawać stabilność

Rozwój gospodarczy nie szedł jednak w parze z przejrzystością polityczną. Dominującą postacią życia publicznego był Fulgencio Batista, który po puczu w 1952 roku stworzył reżim autorytarny, oparty na wojsku, służbach i korzystnych dla USA porozumieniach gospodarczych. Batista nie był wizjonerem reform, ale za to gwarantował Waszyngtonowi przewidywalność oraz szeroki dostęp do kubańskiego rynku i inwestycji.

USA wspierały gospodarkę wyspy na wielu poziomach: od eksportu cukru, przez inwestycje w nieruchomości i infrastrukturę, po bankowość. W praktyce oznaczało to, że kluczowe sektory gospodarki były silnie powiązane z kapitałem amerykańskim. Dla części społeczeństwa było to źródłem dobrobytu, ale dla innej — symbolem utraconej suwerenności. Właśnie na tym tle zaczęły narastać napięcia, które w końcu przerodziły się w ostry sprzeciw wobec władzy.

Nie zmienia to faktu, że przed rewolucją Kuba była postrzegana jako stosunkowo stabilna gospodarka z dobrymi perspektywami. Inwestycje zagraniczne płynęły szerokim strumieniem, a amerykańscy biznesmeni uważali Hawanę za jedno z najbardziej obiecujących miejsc w całym regionie.

Codzienne życie na wyspie

Jak żyło się przeciętnemu Kubańczykowi? To zależało od miejsca. W Hawanie i większych miastach standard życia był naprawdę wysoki — dobre szkoły, dostęp do lekarzy, rozwinięta komunikacja miejska i nowoczesne dzielnice sprawiały, że mieszkańcy czuli się częścią nowoczesnego świata. Ulice były pełne amerykańskich aut, kina wyświetlały hollywoodzkie premiery, a wieczorne spacery po nadmorskiej promenadzie Malecon były symbolem miejskiego stylu życia.

Na wsi obraz był inny. Duża część ludności pracowała sezonowo przy zbiorach trzciny cukrowej, z przerwami, w czasie których zarobki malały praktycznie do zera. Był to model gospodarczy, który napędzał rozwój miast, ale często odbywał się kosztem prowincji. Jednak nawet na tle innych państw latynoamerykańskich różnice społeczne na Kubie nie były wyjątkowe — tak wyglądała struktura całego regionu.

Mimo to narastało poczucie, że elity bogacą się szybciej niż reszta społeczeństwa, a układ władzy z Batistą i wpływami USA blokuje jakiekolwiek próby głębszej reformy. To właśnie ten rozdźwięk — a nie skrajna nędza — w końcu otworzył drzwi dla Fidela Castro i jego obietnicy radykalnej zmiany.

Kuba sprzed rewolucji była więc miejscem pełnym paradoksów: dynamiczna i bogata, nowoczesna i zachwycająca, a jednocześnie politycznie zamknięta i zależna od zewnętrznych interesów. Był to kraj niespełnionego potencjału — i to właśnie w takim pejzażu narodziła się socjalistyczna rewolucja, która zniszczyła Kubę.

Czytaj też:
Komunistyczny raj okazał się koszmarem. Dlaczego "czar" Castro tak działał?