Nawet będąc europarlamentarzystą zgłosiłem się do ambasady tego kraju w Brukseli z prośbą o wizę i otrzymałem… odmowę. Mogłem się domyślać z jakiej przyczyny, której mi oczywiście nie podano – chodziło zapewne o organizowanie konferencji w Parlamencie Europejskim, na których mówiono o prawach mniejszości religijnych w tym, liczącym blisko ćwierć miliarda mieszkańców, kraju. Wszak "co było, a nie jest – nie pisze się w rejestr", jak mówi stare polskie przysłowie.
Do stolicy – Islamabadu – docieram z Brukseli przez Dubaj o trzeciej w nocy. Jak na taką porę ruch jest spory i na lotnisku, i na drodze do centrum.
Historia stolicy tego kraju jest jak historia stolicy Brazylii. Oba te państwa wymyśliły sobie nowe, od podstaw, stolice. Pakistańczycy zrobili sześć dekad wstecz, Brazylijczycy siedem. Przedtem centralnym miastem Pakistanu było portowe Karaczi.
Przyjeżdżam tu trochę z przekory. Choćby dlatego, aby usłyszeć... podziękowania od mieszkańców tego kraju, z których 19 na 20 mieszkańców to muzułmanie – i słyszę je! Chodzi mi o pilotów wojskowych, którzy od narodzin Pakistanu w roku 1947 tworzyli PAF (Pakistańskie Siły Powietrzne). Potem szkolili miejscowych lotników, a także współtworzyli… program kosmiczny.
W latach 1950-tych i dekadę później w pakistańskim lotnictwie wojskowym służyło około 30 naszych rodaków. Wymienię nazwiska choćby ich części: Władysław Turowicz – urodzony w 1908 roku na Syberii, dosłużył się stopnia generała i został bohaterem narodowym Pakistanu! Był szefem tamtejszej akademii lotniczej. Obok niego dobre imię Polski na pakistańskim niebie i ziemi rozsławiali: kpt. Władysław Banach, kpt. Stanisław Dudek, major Julian K. Żuromski, major Jan Mikulski (jego żona Maria Mikulska, z domu Hedinger też była pilotką – instruktorem szybownictwa!), kpt. Bolesław Kaczmarek, Franciszek Berezowski, kpt. Stefan Tronczyński, kpt. Stanisław Haczkiewicz, kpt. Karol Sienkiewicz, pkt. Bohdan Sokół-Szahin, kpt. Alfons Gluba, kpt. Roman Kozik, major Antoni Jękdryszek, major Wacław Kossakowski, kpt. Mieczysław Wolański, kpt. Stanisław Susz, major Przemysław Hedinger, kpt. Stefan Maczulski, kpt. Henryk Franczak, kpt. Bronisław Malinowski, por. Henryk Kudliński, major Czesław Tarkowski, porucznik Kazimierz Kozak – pilot IX Dywizjonu Myśliwsko-Bombowego.
Dwóch naszych rodaków – pilotów zginęło na służbie. To Bolesław Kaczmarek (+1949) i Wacław Kossakowski (+1959) – major, inżynier, dowódca szwadronu.
Szereg z tych pilotów zostało w Pakistanie na dłużej. Część wyemigrowała dalej: do Australii, USA i Kanady. Był też i taki – Roman Hrycak, który najpierw szkolił pilotów pakistańskich, a potem adeptów lotnictwa wojskowego w… Nigerii.
Gwoli formalności dodam, że zdecydowana większość z naszych pilotów to ci, którzy ocalili Anglię w czasie II wojny światowej. Jeden, wspomniany już tu Władysław Turowicz został odznaczony dwoma najwyższymi odznaczeniami wojskowymi w Pakistanie.
Na chrześcijańskim cmentarzu w dawnej stolicy Karaczi znajdują się groby prawie 60 naszych rodaków, którym nie dane było wrócić do ojczyzny, choć generał Władysław Anders ocalił im w większości życie – wyszli z jego armią z "nieludzkiej ziemi". Są tu noworodki, jak: Władzio Operchal urodził się i zmarł po jednym dniu w listopadzie 1942 roku, 5-miesięczna Stasia Parzych, 5-miesieczny Józio Nejman, Ania Duduk, która przeżyła, tak jak Marysia Jasińska, tylko jeden roczek, 2-letni Jaś Popowski, 3-letnie Janka Falkowska i Bronia Urban, 4-letni Czesio Wierzbowski, a także 5-letni Staś Żurawski, 6-letni Jurek Misiąg, 7-letni Tadziu Litwiński oraz Ruszczak (imię nieznane), 9-letni Ryś Mactorowski i Lilka Giewułtowicz, 10-letni Waldek Zawadzki, 11-letni Genek Keller, 12-letnia Tereska Kozłowska, 14-letnia Frania Piechowska, 15-letnia Gienia Fiołek, 18-leni Kazio Gogojewicz (wszyscy zmarli w 1942 roku, niedługo po wyjściu z armią gen. Władysława Andersa z ZSRR).
Najstarsi pochowani tam Polacy byli już po 70-tce. Najpóźniej pochowano dwie osoby – już w 1945 roku. Przy czym jedna zmarła dzień przed zakończeniem II wojny światowej, a druga trzy trzy tygodnie po jej zakończeniu.
Myślę o naszych rodakach, którzy zostali na pakistańskiej ziemi. Niektórzy z nich już tu się urodzili, ale zdecydowana większość przybyła tu z sowieckiego "Domu Niewoli" (Beata Obertyńska).
Myślę też o tym, który został tu pochowany najpóźniej, bo w 1980 roku: bohater dwóch narodów, generał Władysław Józef Marian Turowicz "Tur". W jego życiorysie zawierają się polskie losy: jego ojciec budował kolej transsyberyjską, a on sam karierę w lotnictwie skończył jako zastępca dowódcy Sztabu Sił Powietrznych Pakistanu. Zmarł przedwcześnie, na skutek wypadku samochodowego w 1980 roku. Równo 20 lat temu, w dniu Święta Niepodległości Pakistanu i w przeddzień Dnia Wojska Polskiego w pakistańskiej stolicy, odsłonięto pomnik tego bohatera dwóch narodów.
Warto i trzeba pamiętać o nim i reszcie...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
