Tadżykistan vs. Moskwa, Waszyngton, Pekin
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

Tadżykistan vs. Moskwa, Waszyngton, Pekin

Dodano: 
Prezydencji Rosji i Tadżykistanu
Prezydencji Rosji i Tadżykistanu Źródło: PAP/EPA / Vyacheslav Prokofyev
W kontekście wojny USA i Izraela z Islamską Republiką Iranu warto wspomnieć o jedynym kraju w Azji Środkowej, który językowo i kulturowo związany jest z Persją. Chodzi o Tadżykistan, w którym byłem dwukrotnie, a w którym w praktyce mówi się językiem farsi – a więc tym samym, którym posługują się Irańczycy.

Ta dawna republika sowiecka, w której mieszka prawie cztery razy mniej ludzi niż w Polsce, ale której powierzchnia jest tylko nieco ponad dwa razy mniejsza, graniczy z dwoma innymi byłymi republikami ZSRR – Uzbekistanem i Kirgistanem – a także z Afganistanem i Chinami. To ostatnie państwo mocno inwestuje w kraj Tadżyków, podobnie zresztą jak w inne państwa Azji Środkowej, ale także w Pakistan czy kraje Afryki.

Rola Tadżykistanu na arenie międzynarodowej niespodziewanie wzrosła dekadę po uzyskaniu niepodległości. Amerykanie, prowadząc interwencję w Afganistanie, potrzebowali baz dla samolotów dokonujących nalotów, ale także wykonujących loty patrolowe US Air Force. Waszyngton doszedł w tej sprawie do porozumienia właśnie z Duszanbe. Trzeba przyznać, że prezydent Emomali Rahmon (za czasów sowieckich nazywał się Rachmonow) potrafił skorzystać z tej niespodziewanej koniunktury międzynarodowej. Wcześniej przez lata toczył – ostatecznie zwycięską – walkę z tadżyckimi islamskimi radykałami, wspieranymi przez koalicję muzułmańskich terrorystów z udziałem Al-Kaidy, talibów, islamistów z sąsiedniego Uzbekistanu oraz Islamskiej Republiki Afganistanu. Miejscowi dżihadyści chcieli stworzyć w Tadżykistanie państwo oparte na prawie koranicznym, które byłoby zaczątkiem kalifatu obejmującego – w ich zamierzeniu – wszystkie pięć republik postsowieckiej Azji Centralnej. Umiarkowani islamiści prezydenta Rahmona wygrali walkę z radykalnymi islamistami, ale musieli podzielić się z nimi władzą: fundamentaliści uzyskali prawie jedną trzecią stanowisk w administracji rządowej.

Promujący rozdęty do niebotycznych rozmiarów – nawet jak na realia Azji Środkowej – kult jednostki prezydent Rahmon potrafił, trzeba mu to przyznać, zagrać kartą amerykańską w rozgrywce z Rosją. Moskwa traktowała Duszanbe jako najbardziej oczywistą część swojej strefy wpływów. Jako historyk muszę tu dodać, że carska Rosja zaczęła okupować ziemie Tadżyków – podobnie jak niektóre inne kraje regionu – już w 1868 roku.

Przeciąganie liny między Duszanbe a Moskwą w naturalny sposób nasiliło się po decyzji o amerykańskiej obecności militarnej w tym kraju. W odpowiedzi Władimir Putin wymusił jesienią 2004 roku utworzenie w Tadżykistanie rosyjskiej bazy wojskowej. Historycznie była to druga baza armii rosyjskiej w regionie – rok wcześniej Rosjanie otworzyli bazę lotniczą w Kirgistanie. Baza w kraju Tadżyków jest jednak jednocześnie największą rosyjską bazą militarną w Azji Środkowej.

Duszanbe chyba „daje radę” w relacjach z Waszyngtonem i z Moskwą, ale raczej nie radzi sobie z… Pekinem. Świadczą o tym ostatnie protesty Tadżyków w kopalni złota w Zarafszonie, należącej do chińskiej firmy Zijin Mining. Miały one miejsce w listopadzie 2025 roku w pobliżu miasta Panjakent w północno-zachodnim Tadżykistanie. Kopalnia przynosiła straty, gdy należała do rządu, a zaczęła przynosić zyski, kiedy przejęli ją Chińczycy (mają w niej 70% udziałów, a państwo tadżyckie – 30%). Wytwarza ona około trzech czwartych produkcji złota w Tadżykistanie, ale wydobywa się tam również srebro i miedź. Protesty miały charakter czysto płacowy. Szczególnie podkreślano różnice między niskimi zarobkami górników – Tadżyków (od 215 do 430 dolarów miesięcznie) – a wysokimi zarobkami Chińczyków. Nierówności w wynagrodzeniach były jeszcze większe na poziomie inżynierów: miejscowi zarabiają od 529 do 741 dolarów, a inżynierowie z „Państwa Środka” podobno od 3177 do 7143 dolarów.

Zbuntowanym Tadżykom chińska firma zaproponowała premię z okazji urodzin w wysokości 200 somoni (miejscowej waluty), co stanowi równowartość około 21 dolarów, oraz 500 somoni z okazji świąt – czyli około 53 dolarów. Firma jest bardzo znaczącym pracodawcą, skoro tylko w tej jednej kopalni zatrudnia 3000 osób, z czego aż 97% stanowią Tadżycy.

Władze w Duszanbe ukarały chińskich większościowych właścicieli kopalni grzywną za naruszenia zasad bezpieczeństwa pracy – ale różnic w wynagrodzeniach ze względu na narodowość nie stwierdzono. Dodajmy, że Zijin Mining – czołowy chiński producent złota – zainwestował w samym tylko Tadżykistanie w ciągu ostatnich niespełna dwóch dekad ponad pięć miliardów dolarów. Zresztą kraj Tadżyków jest jednym z jedenastu państw, w których ta chińska firma dokonała inwestycyjnej ekspansji.

Cóż, trawestując polskie powiedzenie o Tatarze i Kozaku:
„Złapał Chińczyk Tadżyka, a Tadżyk za łeb trzyma!”

Źródło: DoRzeczy.pl