Ojciec miał pięć lat, a jego rodzice, moi dziadkowie Henryk Karol Czarnecki i Bronisława z Foltmanów Czarnecka przebywali w Warszawie w rodzinnym mieszkaniu na ulicy Królewskiej.
Wkroczyli Sowieci. Pani (nasza rodaczka), opiekująca się dworkiem, skądinąd mocno zapuszczonym, która w ostatnich dniach sierpnia i pierwszych miesiącach sowieckiej okupacji zajmowała się małym Heniem, wyjechała do syna pod Stanisławów. Jej zięć był w KOP (Korpus Ochrony Pogranicza). Nieraz przyjeżdżał do naszego dworku w mundurze polskiego podoficera i kobieta bała się, że miejscowi Ukraińcy mogą donieść do NKWD.
Ojciec trafił do sowieckiego domu dziecka. Tam parolatek przeszedł swoistą szkołę życia. Na początek pobili go starsi chłopcy,ale potem zaopiekował się nim siedemnastolatek, rodak, który trzymał wszystkich "za twarz", a w sytuacji gdzie kadra bez przerwy piła, to on faktycznie rządził w tym sierocińcu.
Siedmioletni Henryk decyduje się na ucieczkę z sowieckiego "dietdoma". Chce dotrzeć do linii kolejowej, a potem pociągiem do Warszawy. Plan godny dorosłych. W ucieczce pomaga mu ów polski nastolatek – "herszt" w domu dziecka. Tata ze swoim starszym kolegą – opiekunem udali się do Równego, gdzie był duży węzeł kolejowy. Tam towarzysz ucieczki zrezygnował, a Henio spotkał polskich kolejarzy, którzy obsługiwali "Ost-Bahn" i jechali na Front Wschodni po rannych i zabitych niemieckich żołnierzy. W Równem uzupełniali zapasy wody i węgla. Kolejarzy było trzech: maszynista jego pomocnik i palacz. Henrykowi, lat siedem powiedzieli, że będą wracać za dwa dni i jeśli ukryje się do tego czasu to zabiorą go do Warszawy. Tacie udało się zabunkrować przez dwie doby, a polscy kolejarze dotrzymali słowa. Zrobili mu zakonspirowane miejsce w wagonie z węglem. Skład pociągu był osobliwy, bo ostatnie wagony przewoziły trupy Niemców,co trójkę naszych kolejarzy wprawiło w świetny humor: pili wódkę i śpiewali piosenki, a tata z każdą godziną był coraz bliżej stolicy.
Był lipiec 1941roku. Po przyjeździe na dworzec Warszawa Wschodnia kolejarze przekazali Henia kolejnemu rodakowi, który zawiadował peronami. Po może pół godzinie zjawił się pan z RGO (Rada Główna Opiekuńcza), skądinąd lekarz. Zabrał tatę do ośrodka RGO,gdzie zresztą przetrzymywano Polaków, którzy mieli wyjechać na roboty do Niemiec (niektórzy zresztą zgłosili się dobrowolnie- np. ludzie ze spalonych przez Niemców wsi). Tatę mieli przekazać do sierocińca, który funkcjonował pod patronatem RGO. Uciekł wcześniej. Dotarł do mieszkania na Królewskiej, a tam dozorca powiedział mu, że nasze mieszkanie zajęli Niemcy i żeby poszedł na Krakowskie Przedmieście, pierwsza brama po prawej,do znajomego dozorcy i tam poczekał na niego. Słowa dotrzymał. Ojciec dowiedział się, że rodzice mieszkają teraz na Wareckiej 9. Dozorca spytał go jednak czy ma jeszcze jakąś rodzinę w Warszawie i poradził, żeby pójść najpierw do niej. Henio udał się więc na Dolny Mokotów, na Grottgera (numer chyba 7,ale tego już ojciec dokładnie nie pamięta), do najstarszej siostry babci ze strony mamy- miała na imię Zenobia. Zastał też tam drugą cioteczną babcię. Zenobię Niemcy wysiedlili z Łodzi (mieszkała na szóstym piętrze hotelu "Savoy" przeznaczonym dla aktorów, ale w Warszawie miała też mieszkanie – właśnie to, do którego poszedł ojciec). Jej siostra natomiast została wysiedlona z Poznania – dla Niemców był to "Posen" i "Wartegau".
Na tym jednak ojcowska epopeja Wołyń-Warszawa wcale się nie zakończyła. Okazało się, że Henio nie może po prostu przyjść do własnych rodziców, bo w jego rodzinnym mieszkaniu i na jego papierach ukrywa się żydowski chłopiec. Polskiemu podziemiu zajęło trzy miesiące,aby znaleźć bezpieczną "metę" dla chłopca, którego wcześniej specjalna komórka AK wydobyła z warszawskiego Ghetta,tak jak wielu innych. Henio spędził więc najpierw dwa miesiące w podwarszawskim Świdrze, potem kolejnych parę tygodni u cioci-babci Zenobii, aby w końcu w październiku 1941, po kilkunastu miesiącach wrócić do rodzinnego domu. I tylko nie mógł zrozumieć dlaczego od razu nie spotkał się z mamą i tatą...
Czytaj też:
Krótka pamięć PolakówCzytaj też:
Ksiądz zamordowany przez komunistę
