Polska karząca. Przed tymi egzekutorami nie było ucieczki
  • Maciej RosalakAutor:Maciej Rosalak

Polska karząca. Przed tymi egzekutorami nie było ucieczki

Dodano: 

Żeby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby dokonać kwerendy wszystkich wyroków z wszystkich sądów. To nie jest wykonalne, gdyż po prostu nie zachowały się akta wielu okręgów AK. Z badań przeprowadzonych przez dr. hab. Andrzeja Krzysztofa Kunerta wynika, że trzy sądy – Komendy Głównej, Obszaru i Okręgu Warszawskiego – wydały łącznie 350 wyroków śmierci. Badania dotyczące sądu Okręgu Wileńskiego, które przeprowadził prof. Leszek Kania, dowodzą, że wydano tam kilkadziesiąt wyroków. Wiemy również, że sąd wojskowy Okręgu Lubelskiego odbył 400 posiedzeń; nie wiemy, niestety, ile zakończyło się wydaniem wyroków. Wojskowe sądy w Krakowie i Rzeszowie wydały około 100 wyroków. Historycy szacują, że w podziemiu AK-owskim zostało wydanych kilka tysięcy wyroków śmierci.

Jaka była skuteczność tego sądownictwa? Na ile chroniło ono przed okupantem oraz przed rodzącą się w czasach wojny plagą demoralizacji i przestępczości pospolitej?

Oczywiste jest, że wyrok śmierci ma również rolę odstraszającą. Z przeprowadzonej przeze mnie analizy materiałów sądu kapturowego, a potem Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Głównej AK wynika, że niezwykle skrupulatnie badał on i oceniał przypadki łamania prawa. Karano zresztą nie tylko za wszelkie przestępstwa stricte wojskowe, ale także za szantaż czy kradzieże. Takich wyroków wydano kilkadziesiąt. Są też wśród nich wyroki za bandytyzm. Zwiększało to i tak dużą karność w szeregach Armii Krajowej. Jej oddziały w najmniejszym stopniu nie mogły kierować się samowolą.

Czy wyroki podawano do publicznej wiadomości?

Tak. Począwszy od 1943 r., prasa podziemna informowała o wydanych wyrokach zarówno wojskowych, jak i cywilnych sądów specjalnych.

Sądy skazywały przestępców mających obywatelstwo polskie. A kto decydował o likwidacji szczególnie zwyrodniałych okupantów – gestapowców czy funkcjonariuszy Arbeitsamtu?

Czytaj też:
Trzy strzały w tył głowy ministra. Mord, który wstrząsnął II RP

Ich działalność rzeczywiście nie wchodziła w zakres działania podziemnego sądownictwa. Wychodzono z założenia, że Polska znajduje się z Niemcami w stanie wojny, toteż do zlikwidowania wroga – obywatela niemieckiego – nie jest konieczny wyrok. Był on jednak konieczny przy eliminacji obywateli polskich, którzy stali się volksdeutschami oraz reichsdeutschami. Odpowiedź na pańskie pytanie jest dość trudna, bo likwidacji wrogów dokonywały różne jednostki podziemia. Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że odbywało się to na podstawie rozkazów wojskowych. W ZWZ/AK takimi działaniami zajmowały się oddziały tzw. Walki Bieżącej. Początkowo były to wyspecjalizowane jednostki ze Związku Odwetu, a następnie z Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych, znanej jako „Osa-Kosa”. Część akcji podejmowały Grupy Szturmowe.

W roku 1943 z resztek oddziałów pozostałych z „Wachlarza” (zajmujących się wywiadem i dywersją na dalekich Kresach Wschodnich) oraz Związku Odwetu („Osa-Kosa” uległa rozbiciu) i Grup Szturmowych stworzono Kierownictwo Dywersji – tzw. Kedyw. On właśnie zajmował się przeprowadzaniem akcji wymierzonych w szczególnie niebezpiecznych dla naszego narodu okupantów (np. cykliczna akcja „Główki”). Na terenie warszawskim decyzje podejmował niejednokrotnie dowódca Kedywu – na przykład rozkaz likwidacji SS-Brigadeführera Franza Kutscherę wydał płk August Emil Fieldorf „Nil”.

Najbardziej spektakularne i znane dziś akcje przeprowadził oddział w sile kompanii, a na koniec batalionu, wyrosły z harcerskich Grup Szturmowych „Agat”, „Pegaz”, „Parasol”. To właśnie chłopcy i dziewczęta z „Parasola”, którymi dowodził cichociemny kpt Adam Borys „Pług”, przeprowadzili we wrześniu 1943 r. udaną akcję wymierzoną w komendanta Pawiaka Franza Bürkla, a potem wiele innych, na ogół udanych, ale też kilku przeprowadzonych w szczególnie ryzykownych okolicznościach (tak jak próba zlikwidowania SS-Sturmbannführera Waltera Stamma w alei Szucha czy SS-Obergruppenführera Wilhelma Koppego w Krakowie), zakończonych niepowodzeniem.

Jaki był skutek tych akcji?

Kilkudziesięciu gestapowców i funkcjonariuszy Arbeitsamtu dosięgła karząca ręka Polski Walczącej w naszej stolicy. Trzeba przy tym pamiętać, że akcje przeciwko Niemcom przeprowadzał nie tylko Kedyw w Warszawie. Każda jednostka Kedywu w terenie czy każdy oddział partyzancki miały swoją sieć wywiadowców, którzy dostarczali informacji o szkodliwych działaniach funkcjonariuszy SS oraz gestapo i każdy miał ludzi zdolnych do ich likwidacji. Akcji dokonywały również Narodowe Siły Zbrojne, Narodowa Organizacja Wojskowa, Uderzeniowe Bataliony Kadrowe czy Bataliony Chłopskie. Toteż ustalenie liczby położonych trupem katów naszego narodu wymagałoby niezwykle szeroko zakrojonych badań, których wynik i tak byłby wątpliwy. Akt brakuje, ostatni świadkowie odchodzą, wielu nie chciało dzielić się wspomnieniami o udziale w akcjach. Liczba zlikwidowanych oprawców niemieckich jest trudna nawet do oszacowania.

Efekty akcji budziły natomiast wtedy i nadal budzą kontrowersje ze względu na zemstę Niemców, którzy dokonywali masowych rozstrzeliwań Polaków...

Po akcjach „Parasola” zauważono jednak, że oprawcy na Pawiaku i w alei Szucha oraz urzędnicy Arbeitsamtu złagodnieli. Ilu Polakom uchroniło to życie i zdrowie, oczywiście nie wiemy...

... a rozstrzeliwania po zabiciu Kutschery były ostatnimi aż do powstania warszawskiego. No właśnie, kontrowersje będą zapewne trwały.

Wizyta w niemieckim obozie koncentracyjnym. W długim płaszczu Franz Kutschera

Wydaje się, że nadal trzeba przypominać o udziale Polskiego Państwa Podziemnego w ochronie obywateli żydowskiego pochodzenia. Policjant granatowy, który zadenuncjował słynną dziś rodzinę Ulmów i ukrywanych przez nią Żydów we wsi Markowa, zginął z rąk konspiracji w Rzeszowie...

Wymiar sprawiedliwości miał tu istotne znaczenie, wydając wyroki śmierci na tzw. szmalcowników, którzy szantażowali i wydawali Żydów w ręce niemieckie. Popełniali aż dwa przestępstwa karane śmiercią z pięciu – denuncjowali oraz krzywdzili ludność polską (a więc wszystkich obywateli polskich). Polska była jedynym krajem, gdzie podjęto tak zdecydowane działania. Skalę zjawiska – ilu szmalcowników wykryto, osądzono i zlikwidowano – jednak trudno określić. Wyroki ferowały głównie sądy cywilne, gdyż szmalcownicy raczej nie występowali wśród żołnierzy ZWZ/AK. Wiadomo, że szmalcownictwo było piętnowane. Przy wykryciu procederu, zanim nie doprowadził do tragedii, osoby trudniące się nim były często upominane i ostrzegane. Zdarzało się, że kazano im w ramach rehabilitacji opiekować się prześladowanymi wcześniej Żydami.

Mówimy cały czas o okupacji niemieckiej. A jak wyglądało sądownictwo konspiracyjne pod okupacją sowiecką przed 22 czerwca 1941 r.?

Teren okupacji sowieckiej był dla naszej konspiracji znacznie trudniejszy od okupacji niemieckiej. Sowieci mieli bardzo rozbudowaną sieć wywiadu i kontrwywiadu. Spenetrowali i likwidowali lwowskie oraz białostockie struktury ZWZ. Infiltracja terenu lwowskiego spowodowała, że tamtejszy sąd kapturowy w ogóle nie działał. Uznano za agenta i skazano na karę śmierci dowódcę Obszaru III ppłk. Emila Macielińskiego „Kornela”, którego podejrzewano o wydanie w ręce NKWD członków ZWZ na tamtym terenie – pełnomocnika KG ZWZ ppłk. dypl. Stanisława Pstrokońskiego „Łozińskiego”, kpt. Romana Kędzierskiego „Sosnę” – szefa wywiadu ZWZ-1, i Włodzimierza Kordeckiego „Marcyniuka” – kuriera Komendy Głównej ZWZ. Wyrok wydano i wykonano w Warszawie już po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Skazano i zlikwidowano wtedy też dwóch innych agentów NKWD w lwowskim ZWZ: kpt. Edwarda Metzgera „Ketlinga” i Edwarda Golę „Kulasa”. Co prawda nie za zdradę, choć zgromadzono wystarczające materiały dowodowe, ale za szantaż i bandytyzm.

Stosowanie właściwych procedur prawnych i skrupulatność we wszystkich prowadzonych sprawach gwarantowały konspiracyjnemu wymiarowi sprawiedliwości nadzwyczajną skuteczność i unikanie omyłek.

dr Bartłomiej Szyprowski jest prawnikiem specjalizującym się w badaniu wojskowego wymiaru sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego, autorem wielu publikacji naukowych z zakresu prawa i historii II wojny światowej, między innymi „Podstawy prawne i działanie sądownictwa Komendy Głównej ZWZ/AK”, „Prokurator w sądownictwie Polskiego Państwa Podziemnego”, „Temida spod znaku ZWZ/AK”. Obronił rozprawę doktorską pt. „Sąd Kapturowy przy Komendzie Głównej Związku Walki Zbrojnej w Warszawie (sierpień 1940 r.–listopad 1941 r.)”.

Artykuł został opublikowany w 7/2014 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.