Zdobycie Ankony przez II Korpus Polski
  • Maksymilian SemeniukAutor:Maksymilian Semeniuk

Zdobycie Ankony przez II Korpus Polski

Dodano: 
Kpt. Anastazy Łukianiec na tle zdobytej Ankony
Kpt. Anastazy Łukianiec na tle zdobytej Ankony Źródło: NAC
18 lipca przypada 73. rocznica walk II Korpusu Polskiego o włoski port Ankona. Zwycięstwo Polaków umożliwiło zaatakowanie linii Gotów od wschodu, przyspieszając tym samym ofensywę przeciwko siłom niemiecko-włoskim w Lombardii i ostateczne ich pokonanie.

W czerwcu 1944 r., po zdobyciu Monte Cassino, II Korpus pod dowództwem generała Andersa został skierowany nad Morze Adriatyckie, gdzie krótko wykonywał drugorzędne, niewymagające zadania m.in. patrolowanie szlaków zaopatrzeniowych. Dawało to oddziałom Wojska Polskiego tak upragnioną chwilę wytchnienia na odpoczynek, reorganizację oraz uzupełnienie strat. II Korpus jako jedyna jednostka aliancka we Włoszech, mimo strat ponoszonych w kolejnych walkach, stale zwiększała swoją liczebność, co wprawiało w osłupienie kolejnych brytyjskich dowódców. Działo się tak dzięki wcielaniu do Korpusu polskich jeńców walczących wcześniej przymusowo w Wehrmachcie.

Cel: Ankona

Sielanka trwała znacznie krócej niż przypuszczano. Jeszcze przed formalnym przekazaniem lokalnego dowodzenia generałowi Andersowi, do sztabu został przesłany nowy rozkaz z dowództwa 8. Armii brytyjskiej: „opanować i zapewnić otwarcie portu Ankona, który stał się niezbędny dla celów gospodarczych”.

Niemieckie działo pancerne Sturmgeschutz III (StuG III) zniszczone przez 6 Pułk Pancerny "Dzieci Lwowskich", 6 lipca 1944 r. w Montero k. Ankony

Po przełamaniu linii Gustawa wojska alianckie rozciągnęły swoje linie zaopatrzeniowe, w szczególności na froncie adriatyckim. Porty pokroju Bari bądź Tarentu były oddalone o ponad 450 km, a porty pomocnicze nie zaspokajały potrzeb wojska. Generał Anders zdawał sobie sprawę ze strategicznej roli portu, więc szybko dostosowując się do nowych realiów, rozkazał opracować plan jego zajęcia.

Polsko-włoskie braterstwo broni

W rejonie działań operowały dwie zaprawione w bojach dywizje niemieckie: 278 oraz 71 Dywizja Piechoty. 21 czerwca na okopanych nad rzeką Chienti Niemców przypuszczony zostaje energiczny atak 3 Dywizji Strzelców Karpackich, wspieranej przez 5 Kresową Dywizję Piechoty. Wypartych z pozycji Niemców ścigano wespół z 2 Brygadą Pancerną aż do bram miasteczka Loreto. Od opanowania bliskich miasteczku wzgórz zależało powodzenie ataku na port w Ankonie. Po zażartej walce oraz współudziale włoskiego korpusu pomocniczego, walczącego po stronie aliantów, który zaatakował pozycje niemieckie w Filotrano, dochodzi do decydującego przełamania. Droga do Ankony stoi otworem.

Kompania 3 Dywizji Strzelców Karpackich w Ankonie. Żołnierze wyposażeni są w karabiny Lee-Enfield, 19 lipca 1944 r. - dzień po zdobyciu miasta

Dochodzi do ostatnich, skrytych przegrupowań wojska. Natarcie rusza rankiem 17 lipca 1944 roku. Niemcy, kładąc ogień zaporowy w rejonie opuszczonym już przez oddziały Korpusu, pokazują, że nie zauważyli przetasowań w rozstawieniu polskich brygad. 2 Brygada Pancerna przekracza w bród rzeczkę Musone, natomiast 5 Brygada Wileńska zdobywa silnie bronione Monte della Crescia. Niestety, trudny teren nie pozwolił maksymalnie wykorzystać zwycięstwa. Dopiero popołudniem 18 lipca 6 Lwowska Brygada Piechoty wraz ze zmęczoną nocną walką 2 Brygadą Pancerną docierają do wybrzeża Adriatyku, zamykając tym samym pierścień okrążenia. Pozwala to Niemcom na wycofanie części swoich sił z upadającej Ankony.

18 lipca o godzinie 14.00 żołnierze karpackiego pułku ułanów oraz komandosi z 111 Kompanii Ochrony Mostów wkraczają do Ankony. Strona niemiecka poniosła dotkliwe straty w ludziach i sprzęcie. Wzięto do niewoli ponad 2500 oficerów i żołnierzy wroga, ponadto wyłapano około 350 żołnierzy rozproszonych w terenie, którzy zdążyli już przebrać się w cywilne ubrania. Alianci zdobyli kolejny ważny port, który wraz z portem tyrreńskim Livorno znacząco ułatwił zaopatrzenie oddziałów. Okupione zostało to życiem 34 oficerów i 354 szeregowych oraz 1500 rannych. Dzięki ich poświęceniu przez kilka kolejnych dni dokonania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie schodziły z nagłówków poczytnych gazet. Niestety, nie wzruszyło to porządku świata ustalonego w Teheranie za polskimi plecami.

Czytaj też:
Polacy pod Monte Cassino nie ginęli na darmo