Na pytania dotyczące Augusta Agboli O’Brown'a odpowiada Andrzej Matowski, autor bloga historycznego „II wojna światowa w kolorze” oraz laureat nagrody BohaterON im. Powstańców Warszawskich.
Anna Szczepańska: Od kiedy informacje o „czarnym powstańcu” zaczęły pojawiać się w przestrzeni publicznej, w mediach?
Andrzej Matowski: Pierwsza poważniejsza wzmianka o „czarnym powstańcu” pojawiła się w niewielkiej książeczce pt. „Afryka w Warszawie”, wydanej sumptem fundacji „Afryka Inaczej” w 2009 roku. Znalazł się w niej niewielki, dwustronicowy rozdział poświęcony Augustowi Agboli O'Brownowi autorstwa dr. Zbigniewa Osińskiego, naukowca z Muzeum Powstania Warszawskiego.
Był to początek „kariery” tej postaci. O’Brown ma nawet w Warszawie poświęconą sobie tablicę. Co roku w rocznicę wybuchu Powstania składane są tam kwiaty. Kto pielęgnuję pamięć o nim?
Pamięć o „czarnym powstańcu” pielęgnowana jest w dużej mierze przez Nigeryjczyków mieszkających w Polsce, środowiska lewicowe, ale także przez same władze miasta Warszawy. Warto wspomnieć, że poza niewielkim pomnikiem przy Pasażu Wiecha, August Agbola O'Brown doczekał się także serii portretów Karola Radziszewskiego. Wolę nie wypowiadać się o stylu tych malowideł, ale ich autor sam chętnie podkreślał, że malował je w celu walki z „nacjonalizmem i ksenofobią”...
Ale pojawiają się też głosy krytyczne. Pan też ma pewne wątpliwości co do przeszłości Browna. Dlaczego?
Gdyż najprawdopodobniej nigdy nie był powstańcem.
To dość mocna teza. Zaraz poproszę pana o rozwinięcie tej myśli. Póki co opowiedzmy może, jak August Agbola O’Brown znalazł się w Polsce.
Urodził się w Lagos w Nigerii w 1895 roku w wielodzietnej rodzinie. Jego ojciec był prostym robotnikiem portowym, matka pracowała na roli. Młody August zdecydował się emigrować do Europy w celach zarobkowych. W 1922 roku przypłynął do Polski. Po drodze mieszkał także w Wielkiej Brytanii i Francji. Najpierw znalazł się w Gdańsku, później trafił do Warszawy, a stamtąd do Krakowa, by go ostatecznie opuścić i powrócić do Warszawy.
Co robił przed wojną?
Według relacji pracował w hotelu „Bristol” i był tam muzykiem jazzowym, notabene, podobno całkiem przeciętnym, ale lubianym ze względu na prezencję: był wysoki, miał głęboki głos, dobrze się ubierał. Ale nie było to jego jedyne zajęcie. Poza muzykowaniem August parał się także byciem fordanserem, czyli płatnym partnerem do tańca. Przed wojną panie mogły wynająć sobie partnera. Społecznie zawód taki był uznawany za kogoś odrobinę lepszego od żigolaka, bo, kolokwialnie mówiąc, nie szło się z nim do łóżka. Zresztą pierwotną nazwą fordansera był właśnie „żigolo”.
Osoba czarnoskóra nie wywoływała powszechnej sensacji?
Ależ oczywiście, że wywoływał. Nawet w przedwojennej Warszawie osoba czarnoskóra była pewnego rodzaju niezwykłością. Polska, w odróżnieniu od krajów zachodnich, nie posiadała kolonii afrykańskich. Osoby innych ras nie były widokiem codziennym na ulicach, dlatego dobrze ubrany czarnoskóry dżentelmen, mieszkający na stałe w polskiej stolicy i porozumiewający się w języku polskim, wywoływał zrozumiałą sensację.
Z drugiej strony za Augustem szalały kobiety.
Zgadza się. W 1927 roku August przeprowadził się do Krakowa, gdzie zapoznał Zofię Pykównę. Para zawarła ślub, co wywołało taką sensację, że informowały o tym wydarzeniu gazety.
Jego związek z Polką nie okazał się szczególnie udany. Kobieta poszukiwała go w końcu nawet… listem gończym.
I to jest prawdą. Na łamach czasopisma „Tajny Detektyw” w 1932 roku ukazało się ogłoszenie ze strony zrozpaczonej Zofii, poszukującej męża, który porzucił ją z dwójką małoletnich dzieci. Gazeta skomentowała to dość zjadliwie, mówiąc o „czarnej skórze, kryjącej niewiele jaśniejsze charaktery”. August odpowiedział na łamach tej samej gazety w następnym numerze: „Co do rzucenia żony, miałem widocznie powody ku temu”. Zapowiedział też, że zabiera dzieci do siebie. Obietnicy tej nie spełnił, a synowie Ryszard i Aleksander do końca pozostali pod opieką matki. Zofia zresztą w 1939 roku wyjechała z Polski i zamieszkała w Londynie.
Warto przy okazji wspomnieć, że August był nieszczególnie lojalnym małżonkiem. Z żoną Zofią nigdy się formalnie nie rozwiódł. Już po wojnie, w 1948 roku, kłamał na jej temat, jakoby została aresztowana przez Niemców i nie przeżyła wojny, więc żądał uznania jej za zmarłą. W rzeczywistości Zofia i jego synowie wojnę przeżyli i, jak mówiłem, mieszkali w Wielkiej Brytanii. Mniej więcej w tym okresie, pod koniec lat czterdziestych, zapoznał kolejną kobietę, której spłodził nieślubne dziecko. Kobietą tą była to Beata Łuczak-Browne, działaczka „Solidarności”. Ją także porzucił, a dzieckiem się nie interesował. Po wyjeździe z Polski zaś poznał kolejną Polkę, Olgę Miechowicz, z którą doczekał się córki Tatiany.
Podczas niemieckiej okupacji „czarnoskóry Polak” nie wzbudzał żadnych reakcji niemieckiej policji czy służb? Niemcy nie słynęli przecież ze szczególnej tolerancji wobec takich osób.
Bardzo niewiele relacji dotyczących życia Augusta w okupowanej Polsce przetrwało do dzisiaj. Pozostawia to białą plamę na jego życiorysie, ale daje też duże pole do nadinterpretacji. Sam O'Brown twierdził, że był czynnie zaangażowany w działalność konspiracyjną Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej, że szmuglował potajemnie ulotki, broń, że ukrywał Żydów. Problem w tym, że nie ma na to żadnych dowodów. Jedyna szerzej znana anegdota z jego życia pod okupacją dotyczy tego, że przyszedł raz do sklepu elektrotechnicznego, sprzedał coś, wypił dwa kieliszki wódki, zjadł zakąskę i wyszedł. Przedstawiano to swego czasu jako dowód jego pracy konspiracyjnej. Zachowała się jego kennkarta, okupacyjny dowód tożsamości, w której jako cechę wyróżniającą wpisano jego czarną cerę. Jest to dokument unikatowy, bowiem żadna inna tego rodzaju z Polski się nie zachowała. Dokument ten zresztą tym bardziej poddaje w wątpliwość, by August rzeczywiście brał udział w pracy konspiracyjnej jako osoba bardzo łatwa do zidentyfikowania.
Tu trzeba też dodać, że August nie był jedynym czarnoskórym mieszkańcem Warszawy w okresie okupacji. Zachowało się całkiem sporo relacji o George'u Scottcie, znanym warszawskim muzyku jazzowym, pochodzącym z Tyflisu w Gruzji, określanym mianem Mulata, który grał koncerty jazzowe w warszawskich lokalach. Niemcy rzeczywiście mieli pogardliwy stosunek do osób czarnych, ale należy pamiętać, że nie traktowali ich na takim poziomie, jak Żydów, czy Romów. Afrykańczycy czasem służyli w Wehrmachcie i walczyli po stronie Trzeciej Rzeszy.
To jak w końcu było z Powstaniem Warszawskim? Brown brał w nim udział?
Tu jest problem, którym zajmuję się właściwie od siedmiu lat, od 2019 roku. Czy rzeczywiście August Agbola O'Brown walczył w Powstaniu Warszawskim? Moją uwagę przykuł fakt, że media co roku powtarzają te same treści na jego temat: bardzo ogólnikowe, pozbawione konkretów, będące właściwie powieleniem artykułu dr. Osińskiego z 2009 roku. Pierwszą kontrowersją, na jaką zwróciłem uwagę, był fakt, że wszystkie zdjęcia mające ilustrować Augusta w Powstaniu Warszawskim są w rzeczywistości kadrami z powojennego filmu Wandy Jakubowskiej pt.: „Żołnierz Zwycięstwa”, takiej hagiograficznej, pompatycznej bajki o Karolu Świerczewskim w stalinowskim wydaniu. Akurat pasjonowałem się tematyką wojny domowej w Hiszpanii, więc rozpoznanie uniformów nie było trudne. August pracował na planie filmu jako statysta – czarnoskóry najemnik z komunistycznych Brygad Międzynarodowych z Hiszpanii.
Następnie zwróciłem uwagę, że, jak na podobno jedynego czarnoskórego powstańca warszawskiego, to O'Brown ma bardzo słabo udokumentowaną karierę. Miał rzekomo walczyć na Śródmieściu w batalionie „Iwo”. Problem w tym, że Śródmieście było najdłużej utrzymywaną dzielnicą powstańczą. Działało tam Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, działała radiostacja „Błyskawica”, szukająca osób anglojęzycznych do komunikatów radiowych do Aliantów, była wreszcie masa oficjalnych i nieoficjalnych korespondentów i fotoreporterów, wykonujących serie fotografii. Wydawany był „Biuletyn Informacyjny”, który szczegółowo komentował wydarzenia w Warszawie. Zachowało się mnóstwo zdjęć z tej dzielnicy, wielu Powstańców jest znakomicie obfotografowanych. I z jakiegoś powodu nigdzie nie pojawia się tam postać czarnoskórego powstańca, który musiałby budzić ogromną sensację. W monumentalnej monografii batalionu „Iwo” autorstwa Marka Stroka nie pojawia się nigdzie jego nazwisko. Żaden z domniemanych kolegów O'Browna z oddziału nigdy nie potwierdził, by czarnoskóry muzyk walczył razem z nimi, na czele z dowódcą, kpr. Aleksandrem Marcińczykiem „Łabędziem”.
W późniejszych latach otrzymałem ustalenia od dr. Nicholasa Bostona z City University w Nowym Jorku. Dr Boston dotarł do dokumentów O'Browna napisanych w 1965 roku w Londynie, w których ten stwierdzał, że jednak nie był powstańcem warszawskim, a całą wojnę spędził w Treblince, w związku z czym domaga się odszkodowania. Wyraźnie więc widać, że O'Brown kłamał w celu wyłudzenia świadczeń. Dobrze wykorzystał moment, bowiem w 1964 roku podpisano brytyjsko-niemiecką umowę o odszkodowaniach dla brytyjskich ofiar nazizmu.
Kłamał jednak bardzo nieudolnie, bo stwierdzał, że w obozie w Treblince znalazł się 10 maja 1940 roku, choć obóz pracy tamże wybudowano dopiero we wrześniu 1941 roku. Twierdził też, że przebywał tam do października 1944 roku, choć obóz zlikwidowano rok wcześniej, w listopadzie 1943 roku. Utrzymywał, że później trafił do obozu w Radomsku, skąd wyszedł 10 kwietnia 1945 roku. W rzeczywistości w Radomsku nie było żadnego obozu, a miasto Armia Czerwona zajęła 16 stycznia. Oznaczałoby to, że August siedział w nieistniejącym obozie przez cztery miesiące po opuszczeniu miasta przez Niemców. Ten człowiek na tylu poziomach mijał się z prawdą, że wszelkie doniesienia na jego temat powinny być bardzo szczegółowo i ostrożnie przyjmowane, a już na pewno nie jako bezsporne fakty. Na czele z dwoma całkowicie sprzecznymi życiorysami.
Zachowały się jakieś relacje Powstańców warszawskich, którzy pamiętają Browna?
Jest kilka takich relacji. Najbardziej znaną jest ta autorstwa Jana Radeckiego „Czarnego” z batalionu „Iwo”, który miał spotkać osobę czarnoskórą przy ulicy Hożej 33 w Warszawie w trakcie Powstania. Problem w tym, że relację tę Radecki przekazał w podeszłym wieku i kilkukrotnie ją zmieniał. Pierwotnie mówił, że spotkał osobę czarną w pobliżu miejsca, gdzie można było napić się wody. Równie dobrze osoba ta, jeśli był to faktycznie August, mogła przyjść tam tylko w tym celu. W następnej wersji opowieści spotkanie miało mieć miejsce już na stanowisku dowodzenia batalionu, choć nikt takiego wydarzenia nie potwierdza.
Istnieje też relacja z drugiej ręki, w pamiętnikach Marii Dąbrowskiej, której służąca miała opowiedzieć o Murzynie walczącym w trakcie Powstania. Takich opowieści jest jeszcze kilka: ktoś widział czarnoskórego w kościele, ktoś inny widział Murzyna, jak kręcił się gdzieś po mieście. Problem z relacjami powstańczymi jest taki, że wiele z nich jest bardzo niedokładnych: spisywano je po latach, często od osób w podeszłym wieku, nierzadko bardzo źle pamiętających różne wydarzenia. W dodatku żadna z nich nie wymienia Agboli z imienia i nazwiska, choć świetnie pamiętają z nazwiska np. wspomnianego George'a Scotta, który jednak powstańcem nie był.
Problem polega też na tym, że powstańcy i cywile często się przenikali: chowali się w tych samych piwnicach, cywile czasem pomagali powstańcom, gasili pożary, pomagali odgruzowywać miasto, albo wzmacniali barykady. W takim chaosie ktoś, kto nie był powstańcem, mógł łatwo sobie przypisać nieprawdziwe zasługi w walcie tylko dlatego, że po prostu tam, gdzie powstańcy akurat się pojawili.
To prowadzi do szerszego problemu: sposobu, w jaki pamiętamy o obcokrajowcach, uczestniczących w Powstaniu. Mnie osobiście, jako laureata nagrody BohaterON im. Powstańców Warszawskich, boli to, że rzekomy czarnoskóry mitoman zawłaszczył całą pamięć o cudzoziemcach walczących w Powstaniu. Nie ma to nic wspólnego z jego kolorem skóry, choć odnoszę wrażenie, że ten właśnie fakt decydował o tym, dlaczego tak mocno się go upamiętnia. O'Brown doczekał się własnego pomnika przy Pasażu Wiecha i portretu w Muzeum Warszawy, a Krzysztof Kamil Baczyński i Tadeusz Gajcy – nie tylko całkowicie realni powstańcy, polegli w sierpniowym zrywie, ale też znakomici poeci i uosobienie Pokolenia Kolumbów, nadal żadnego pomnika nie mają. W corocznej dyskusji o Powstaniu ustawicznie pomija się udział Narodowych Sił Zbrojnych i innych organizacji narodowych, stanowiących 10 procent sił powstańczych, bo wszystkie media zajęte są Nigeryjczykiem. Przyzna pani, że jest to skrajnie niesprawiedliwe.
Proporcje z pewnością nie są zachowane. Proszę jeszcze powiedzieć, co Brown robił po wojnie.
Przez kilka lat jeszcze muzykował, wdał się w romans, a potem wyjechał do Wielkiej Brytanii. Komunistyczna Polska okresu stalinowskiego była niespecjalnie ciekawym miejscem, żeby pracować jako muzyk jazzowy.
Potomkowie Browna jeszcze żyją?
Na pewno nie żyje już jego pierwsza żona i jego synowie z pierwszego małżeństwa. Ryszard zmarł w 2019 roku, Aleksander w 2012 roku. Zofia odeszła w 1999 roku. Jeden z nich odmówił wywiadu dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, Wojciechowi Karpieszukowi, argumentując, że ojca nie widział od 1939 roku i nie miał z nim kontaktu. Nie żyje też nieślubna córka Nrowna, Beata; zmarła w 2021 roku. Żyje jedynie córka Tatiana, ale ta, jak sama mówiła, niewiele wiedziała o losach ojca w czasie wojny. Gdy on zmarł, ona miała 17 lat. Jej matka miała już zaawansowaną demencję. Nie spotkała też nigdy przyrodnich braci, choć też mieszkali w Londynie. Zresztą skoro August kłamał po wojnie w sprawie swojego życiorysu do brytyjskiego Foreign Office i polskich władz, to równie dobrze mógł okłamywać rodzinę.
Czy czerpał korzyści z deklaracji o walkach w Powstaniu Warszawskim?
Za członkostwo w Związku Bojowników o Wolność i Demokrację August mógł liczyć na rentę i ulgi, otrzymał Odznakę Grunwaldzką i Medal za Warszawę, ale widać nie było to dla niego satysfakcjonujące. Nie starał się o uzyskanie zaświadczenia od rządu emigracyjnego po wyjeździe do Londynu. Nie kontaktował się ze środowiskami emigracyjnymi, nie należał do stowarzyszeń kombatanckich. Widać, że nie przywiązywał w Londynie specjalnej wagi do tego elementu swojego życiorysu. Mieszkając w Wielkiej Brytanii zarabiał bardzo słabo, więc pokusa o wyłudzenie świadczenia była zapewne bardzo silna.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
