Tragedia pierwszego prezydenta
  • Piotr WłoczykAutor:Piotr Włoczyk

Tragedia pierwszego prezydenta

Dodano: 
Gabriel Narutowicz
Gabriel Narutowicz Źródło: Wikimedia Commons
Z prof. Włodzimierzem Suleją, znawcą dziejów dwudziestolecia międzywojennego, rozmawia Piotr Włoczyk.

PIOTR WŁOCZYK: Jak zareagował Gabriel Narutowicz, gdy dowiedział się, że PSL „Wyzwolenie” chce go wysunąć na kandydata na prezydenta?

PROF. WŁODZIMIERZ SULEJA: Według najważniejszego moim zdaniem świadectwa, czyli wspomnień Józefa Piłsudskiego, Narutowicz był pełen niepokoju, czy rzeczywiście powinien się podjąć tego typu misji. Nie miał wszak dużego doświadczenia politycznego, jeżeli nie liczyć epizodu socjalistycznego w młodości i krótkiego okresu kierowania dwoma ministerstwami. Nawiasem mówiąc, to ciekawe, że każdy z prezydentów II RP miał na swoim koncie taki młodzieńczy epizod socjalistyczny. Narutowicz zaledwie cztery lata wcześniej przyjechał do Polski po wieloletnim pobycie w Szwajcarii. Podobnie postąpiło wielu polskich naukowców, którzy wracali z emigracji, by budować wyzwoloną ojczyznę. Generalnie jednak trzeba przyznać, że zrozumienie wszystkich najważniejszych problemów, z którymi borykała się wówczas Polska, sprawiało mu pewną trudność. Ten naukowiec całe swoje dorosłe życie spędził w końcu na obczyźnie… Ale mimo wszystko Narutowicz miał głęboko zakorzenione poczucie służby i odpowiedzialności za losy ojczyzny. Żywił obawy co do swoich kwalifikacji politycznych, ale nie uchylał się od odpowiedzialności. Jak widać, pierwszy polski prezydent na pewno nie był typem karierowicza.

Dlaczego Józef Piłsudski nie zdecydował się kandydować?

Piłsudski był oczywiście naturalnym kandydatem na prezydenta w tamtym czasie. Nikt inny nie miał tak silnej pozycji politycznej jak on. Jednak zważywszy na fakt, że prerogatywy prezydenta były ograniczone, Marszałek absolutnie wykluczał kandydowanie na ten urząd. Nie chciał władzy, która była fikcyjna, i zupełnie otwarcie o tym mówił. Dlatego poszukiwano kogoś innego, kto w tamtych ramach konstytucyjnych będzie chciał funkcjonować jako głowa państwa.

Narutowicz przekonywał Marszałka do kandydowania.

Takich głosów było bardzo wiele. Piłsudski był w końcu Naczelnym Wodzem, Naczelnikiem Państwa, miał wprawę w rządzeniu. Był zwierzęciem politycznym. Patrząc na jego konkurentów z tamtego okresu, polityków tego formatu właściwie w Polsce nie było. Marszałek jednak ani myślał kandydować, stwierdzając, że nie chce być „malowanym” prezydentem.

Przyszły prezydent nie rozumiał, że nie ma co przekonywać do tego Piłsudskiego, ponieważ ta funkcja była dla niego zbyt „mała”?

Trudno powiedzieć. Być może Narutowicz patrzył na to idealistycznie – Piłsudski był przecież w tamtych okolicznościach wręcz stworzony do pełnienia funkcji głowy państwa i byłaby to naturalna kontynuacja. Narutowiczowi nie można jednak odmówić inteligencji, więc być może, wiedząc, jak skutecznym politykiem jest Piłsudski, uważał on, że Marszałek skutecznie „rozepchnąłby” ograniczające prezydenta ramy prawne.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 0